sobota, 22 października 2016

premiera 365 dni. Zobaczymy się znów.

Nadszedł ten dzień, kiedy mogę pochwalić się Wam własną książką. I na pewno nie jest nieskazitelna, nie każdemu będzie odpowiadać, ale jednak jest moja. Jestem podekscytowana, widząc ją na stronach różnych księgarni. A co, jeśli będę jechać pociągiem i ktoś obok mnie własnie będzie ją czytał? Poczuję dumę.

365 Dni. Zobaczymy się znów pierwotnie było fanfiction, które przerobiłam i poprawiłam. Jest to romans z wątkiem fantastycznym, ponieważ mieszamy w to aniołów. Jeśli kogokolwiek zainteresowałam, podam linki do księgarni, w których znalazłam 365 dni. Ceny są różne.











moje konto na:

Mam nadzieję, że chociaż ktoś się skusi. Oczywiście czekam wtedy na szczere opinie, bo jestem ciekawa. To naprawdę  fajne uczucie mieć coś swojego na półkach w księgarniach. 

czwartek, 17 marca 2016

Epilog II

Epilog
Bezchmurne niebo i słońce, które dobrze ogrzewa, to coś, czego mi brakowało. Mamy piękne lato. Trzeci rok studiów za mną. Zostały jedynie dwa. Wierzę w siebie i wiem, że dam radę. Zresztą dwie osoby w moim życiu, również bardzo mnie wspierają. Sprzątam filiżanki i talerzyki po spotkaniu z tatą. Odwiedził nas wraz z Emilią i młodym. Traktuję ją obojętnie i chyba tak już zostanie. Nie potrafię się do niej przekonać jakoś bardziej. Choć próbuję. Dlatego teraz kucam przed swoim bratem i ubieram mu adidasy podczas, gdy Harry oczywiście nawet żegnając się musi rozmawiać z moim ojcem o firmie.
Pięciolatek bawi się samochodzikiem, który dostał od mojego męża. Jest jego chrześniakiem, więc Matt nie ma skrupułów i go rozpieszcza. Co innego jeśli chodzi o naszą córkę, chociaż w oczach widać, że dałby jej cały świat.
— Nie po głowie.. . przytrzymuję rękę chłopca, gdy jeździ zabawką po moich włosach.
Nick patrzy na mnie obrażony. Zsuwa się z krzesła i chowa za nogami taty.
 Tato, do domu  mówi.
 A tak chciałeś do Vani  tato bierze go na ręce, czekając na swoją żonę, która jest w ubikacji.
— Ale w domu mam samochody  odpowiada dumnie i uśmiecha się.
Tutaj raczej znajdzie lalki, klocki i barbie.
 Mama  słyszę Van.
Biorę małą i całuję w główkę. Emilia wreszcie wraca i również ubiera swój płaszcz. Drzwi zamykają się za szczęśliwą rodzinką. Wywracam oczami i całuję czterolatkę w czoło, a później wtulam nos w jej pachnące, kasztanowe włosy, które delikatnie się falują.
 Ciemu poszli?  pyta smutno.
 Bo musieli, wiesz byli u nas długo. Ale na pewno spotkasz się znów z Nickiem  zapewniam ją, idąc do salonu.
 A kiedy?
Uśmiecham się do niej. Sama nie wiem. Oni na pewno chcą wyjechać na jakieś wakacje. Zresztą my również mamy plany. Chcemy zabrać Van do Paryża. Zwiedzić trochę i odpocząć.
 Jak będziesz pytać kiedy, to wcale – Harry bierze ją ode mnie. – Musisz być cierpliwa i wtedy się zobaczycie. Chodź, tata pokażę ci jaką ma dla ciebie super huśtawkę – mówi z uśmiechem i otwiera szklane, tarasowe drzwi.
Uśmiecham się pod nosem i idę sprzątnąć ze stołu. Zbieram wszystkie talerzyki, które pozostały. Zastanawiam się nad całym moim życiem i stwierdzam, że jestem szczęśliwa. Że musiałam być cierpliwa, aby uzyskać to wszystko. Teraz jest na prawdę dobrze i wiem że będzie tylko lepiej. Nic nie popsuję tego szczęścia. Staję w oknie i patrzę jak Harry, trzymając na kolanach Vanillię, huśta się z nią. Mała śmieje się głośno, a grzywka co chwila wpada w jej oczy. Takie same jak moje. Chyba tylko tak jest do mnie podobna. Moje maleństwo... Zasługuje na wszystko co najlepsze. Idę do łazienki, gdzie znajduję zegarek Emilii. No tak. Vanillia zasługuje również na zgodną rodzinę. Sięgam do tylnej kieszeni i wyjmuję komórkę. Wybieram do niej numer. Pomyśli, że zgubiła, a przecież jedynie zostawiła.
 Tak? – pyta.
 Cześć. Ja.., chciałam tylko... zostawiłaś zegarek.
 O  mówi zdziwiona.  Tak? Dziękuję. Może Matt podrzuci do firmy.
 Myślałam raczej, że mogłybyśmy się spotkać. Chłopakom nic, by się nie stało gdyby zostali z dziećmi, a my... no jeśli masz.. Tak pomyślałam.  mówię, patrząc na swoją przerażoną twarz w lustrze.
Naprawdę to dla mnie takie trudne zaprosić ją? Przeczesuję palcami włosy. Ale właśnie teraz to robię.
 O...  powtarza. — Zaskoczyłaś mnie. Jasne. W porządku.
 To tylko propozycja... jeżeli nie chcesz  naprawdę chcę, żeby z nami było dobrze.
 Chcę  odpowiada zdecydowanie.  Tylko jutro. Dzisiaj przyjechali moi rodzice i nie jestem w stanie.
 Tak, oczywiście. To zrozumiałe.
 W ogóle dzięki za tę inicjatywę. To miłe.
 Do jutra.  z uśmiechem na ustach Rozłączam się.
Opuszczam łazienkę, zadowolona z udanej rozmowy. Może i nasze kontakty się poprawią. Nie jest taka zła. Obok mnie przechodzi mąż, niosąc zmęczoną Van na górę. Przytula się do niego, trzymając w rączce pluszowego królika.
Macham jej i posyłam całuska. Znikają oboje na górze. Wiem, że zaraz będę ją usypiać. Matthew musi ją najpierw wykąpać. W tym czasie przebiorę jej pościel. Zmierzam do pokoju córki i przygotowuję jej łóżko. Sypialnia Vanilii jest fioletowa z białymi mebelkami. Uwielbiam siedzieć tu na dywanie i obserwować jak mała śpi. Jest wtedy taka spokojna. Wręcz aniołek. Van zazwyczaj jest grzeczną dziewczynką. Chyba, że naprawdę ma gorszy dzień, to wtedy królewna daje nam popalić. Nic jej nie pasuje. Wręcz mam jej dość. Mam ochotę zamknąć ją gdzieś w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu. Niech sobie tam krzyczy i będzie spokój. Ale przecież nie mogę tego zrobić. Jestem jej mamą i muszę zachować spokój.
Rzucam miękką poduszkę na łózko i odrywam kołdrę. Akurat w tym samym momencie Harry kładzie ją na materac. Przebrana w białą piżamę w księżniczki z mokrymi włosami, patrzy na nas sennie.
 Mamo, bajka  przypomina.
 Oczywiście, słoneczko. Daj buziaka tacie na dobranoc . siadam obok niej.
Mężczyzna pochyla się, a ona chętnie obejmuje jego szyję i całuje w policzek.
 Och, dziękuję  śmieje się, trącając jej nosek.  Do jutra, kochanie  dodaje i wychodzi, zostawiając zapalone światło.
 No... lulamy  przykrywam ją i całuję w czoło.  Zamknij oczka i słuchaj.
Wtula się w mój bok. Odgarniam jej włosy i zaczynam opowiadać bajkę.
 W latach, kiedy ludzi żyli głównie z uprawy, a różne przyprawy były dla nich ważniejsze, niż złoto, żyła mała dziewczynka. Mieszkała z rodzicami w Indiach i posiadali oni dużą plantacje wanilii. Był to ich jedyny zarobek, a bogaci kupcy z chęcią kupowali od nich tę przyprawę. Wanilia była delikatna, aksamitna i słodka. Wszyscy się nią zachwycali. Jednak w mieście były też kruki, które swoimi dziobami chciały zniszczyć każdą roślinę. Najgorszy był jeden ptak, czarniejszy niż pozostałe, większy niż reszta, a swoim ciałem mógłby zniszczyć każdą roślinę, jaka istniała w tym świecie. Któregoś dnia wielki kruk poleciał na plantacje wanilii. Gdy chciał już swoim dziobem zniszczyć roślinę, pojawiła się tam niebieskooka dziewczynka. Gdy zobaczyła zwierzę od razu do niego podbiegła i złapała w swoje drobne ręce. Ptak wyrywał się z jej ucisku, choć nie miał szans z ciepłymi, delikatnymi dłońmi, małej dziewczynki. Malutka zamknęła czarnego kruka do klatki, którą znalazła w swoim domu. Schowała tam ptaka i wróciła do swoich zajęć na plantacji.
Kruk był zły, że nie może wrócić do swoich zajęć, jednak z każdym kolejnym dniem, które spędził wśród zapachu wanilii, jego nowe życie zaczęło mu się podobać. Każdego dnia jego pióra stawały się coraz bardziej białe, zapach wanilii wsiąkał w jego serce i powoli stawało się tak czyste jak serce niebieskookiej dziewczynki.
Widzisz, czasami jest tak, że człowiek do zmiany potrzebuje kogoś. Drugiej osoby, która poda mu rękę. Pomoże oczyścić jego serce.
 Mamo?  pyta cicho i sennie.
 Tak, skarbie?  obejmuję ją ręką leżąc za jej plecami.
 Zamknęłaś tatusia w klatce?
Uśmiecham się pod nosem.
 Śpij, mój kwiatuszku  wstaję i podchodzę do drzwi jej pokoju. Patrzę na córkę przez chwilę po czym gaszę światło i wychodzę.
Rozwiązując włosy, zmierzam do sypialni. Taka mała, a taka inteligenta. Harry zmienił się, chociaż muszę przyznać, że jest wciąż tak samo zazdrosny. Nasze życie ustatkowało się, ale zdecydowanie nie zaczęło być nudne. Cały czas coś nas zaskakuje.
 Jeszcze trochę  słyszę przy uchu zachrypnięty głos Harry'ego.
Kładzie ręce na moich biodrach i prowadzi do łóżka. Czuję, że podsuwa moją bluzkę do góry.
 Mamusia idzie spać.
Odwracam się w jego stronę i przygryzam wnętrze policzka patrząc na niego. Jego wytatuowany tors prezentuje się bardzo dobrze. Co sobotę chodzi wraz z Louisem i Nialelem na siłownię. Czasem zabierają mojego ojca i Rileya.
 Tęskniłeś, kochanie?  zadzieram głowę mocno do góry, by móc spojrzeć mu w oczy.
 Tak, czuję się zaniedbany, pani Styles  składa pocałunek na moich ustach.
 To niedopuszczalne  szepczę w jego wargi.
Mąż uśmiecha się i jednym ruchem podnosi mnie. Oplatam jego pas nogami.
— Chodźmy pod prysznic  proponuje.

Kiwam głową, zgadzając się. Zdecydowanie ta sielanka mi odpowiada.

~~~*~~~~
Cześć. Publikujemy dla was inny epilog, wydaje się być lepszy. Na dodatek siedem pierwszych rozdziałów zostało poprawionych i przerobionych. Mam nadzieję, że zajmę się resztą w najbliższym czasie.
Co myślicie? Jeszcze ktoś coś skomentuje?