piątek, 20 lutego 2015

Epilog




~Harry~
Opieram się o stół, ustalając z Agnes nowe godziny otwarcia kolejnego kasyna. Wszystko musi być idealnie uporządkowane i przygotowane. To nazywa się profesjonalizmem. Zaglądam w kartkę na której wszystko przepisała, jedną ręką trzymając trzy letnie dziecko za nogę.
- Tak Agnes. Prześlij to do Nowego Jorku. Darcey nie rób tego. Proszę - zabieram jej żetony.
- Daj! - wyciąga w moją stronę ręce.
- Nie - kręcę głową i całuję ją w czoło. - Gdzie zgubiłaś skarpetkę grubasku?
- Nie mam - pokazuje mi tuż przed nosem gołą stopę.
- Widzę, że nie masz. A gdzie jest? - urocze dziecko.
Naprawdę. Cała matka. Łącznie z oczami.
- Nie ma! - krzyczy przez śmiech.
Patrzę na Agnes, a ta wie, że musi mi pomóc. Ona pilnuje mojej córki, a ja szukam zgubionej części garderoby. Czy Darcy była planowana? Nie. Jest najpiękniejszą niespodzianką na ziemi. Po tylu zdarzeniach jakie przeszliśmy wreszcie było spokojnie. Antonietta dalej studiuję, bo nie pozwoliłbym aby przez dziecko zaprzepaściła szansę na kształcenie. Ja opiekuję się małą, gdy moja żona jest zajęta. Wiele się nauczyłem. Na pewno większej delikatności. Poza tym przy takim maluchu trzeba mieć oczy dookoła głowy. Jest tu, a jak się odwrócisz zaraz zniknie.
Słyszę chichot i gdy się odwracam widzę jak moja córka chowa drugą skarpetkę do swoich legginsów za gumkę. Gdy orientuje się że patrze zaczyna piszczeć i biegać po moim gabinecie.
- Darcy! - nie można się nie śmiać.
Łapię ją i podnoszę. Wychodzę z pomieszczenia i widzę młodego Rusha.
- Nie ma kurwa opcji. Czy ja jestem niańka? Ian chodź tu! - krzyczę. - Cześć Niki.
- Nic...o znalazłeś go. - widzę zadyszanego mężczyznę. Czyli też ma dyżur.
- Gdzie żonka? - pytam kucając. Sadzam córę na kolanie i zakładam jej skarpetkę, a potem całuję w nosek. - Baw się - za chwilę pewnie wszystkie karty ze stołów będą latać.
- Jakieś kłopoty z mamą. - maluchy chyba urządzają zawody kto mocniej uderzy w szybę.
Patrzę chwilę na nich i przenoszę wzrok na teścia...Dziwnie to brzmi. Nie powiem do niego tato. Chociażby mi milion zapłacił. Uśmiecham się złośliwie.
- Czego? - pyta wkładając ręce do kieszeni.
- Przypomniałem sobie, że chociaż jesteś ojcem mojej żony i tak mogę ci wkopać tyłek - klepię go po ramieniu i wyjmuję telefon.
- Styles ja cię uprzedzam.
Uśmiecham się do komórki i odpisuję Tonnie. " Zaraz będę, pojedziemy na zakupy. xx"
Unoszę głowę, patrząc na mężczyznę.
- Ty mi możesz tyle co nic. Moja córka jest silniejsza od swojego wujka - pokazuję na dzieci.
Mała uderza tak mocno że ją odrzuca i upada.
Wzdycham i do niej podbiegam. Stawiam ją do pionu.
- Darcey, zostaniesz z dziadkiem dobrze? - Ian na pewno widzi, że za każdym razem gdy wypowiadam to słowo mam ochotę wybuchnąć śmiechem.
 - Z tobą..
 - Nie kochanie. Z dziadkiem. Ja przyjadę później z mamą po ciebie.
 - Ja chce do mamy. - zaczyna płakać.
 - Zaczyna się - jęczę i biorę ją na ręce. Zaczynam śpiewać oraz opowiadać jej różne rzeczy. Muszę ją uśpić.
 Widzę że mały siedzi przy oknie i macha do przechodzących ludzi.
 Słodkie dziecko. Bardzo podobne do ojca.
 Mała zasypia mrucząc coś pod noskiem niezrozumiale.
 - Mój aniołek - szepczę cicho. Zostawiam ją z bólem serca i jadę po żonę. Przysięgam, że ja kiedyś tego jej nauczyciela zabiję.
 To nie to że ja jej nie ufam. Ufam, tylko jemu nie.
 Jest pozorem. Opalenizna, białe ząbki i włosy na żel.  Ale moja żona go lubi.  Nie ukrywam, że mi to przeszkadza ale mogę sobie mówić...Podjeżdżam pod uczelnie i wysiadam.
 Jest tu dosyć ruchliwie. Ludzie wchodzą i wychodzą.
 Czekam cierpliwie, aż moje słońce wyjdzie. W końcu widzę ją idącą z telefonem w ręce.
 Nawet nie zauważa kiedy podchodzę. Łapię ją w tali i przerzucam przez ramię.
 - Puś.. Harry? Postaw mnie idioto. Gapią się.
 - Nie mów tak do mnie - upominam ją i delikatnie poprawiam. Idę do auta.
 Wsadzam ją i sam zajmuje swoje miejsce.
 Gwałtownie wykręcam mercedesa i wyjeżdżam stamtąd.
 - Jakieś cześć? Hej? Stęskniłem się, kocham, mam na ciebie ochotę?
 - Wszystko po kolei. Ta sukienka jest za krótka. Wyglądasz w niej zajebiście, ale jesteś moja. Nie podoba mi się to, że ten pajac może cię w miej oglądać. Może i przesadzam, ale kurwa jestem zazdrosny, bo cię kocham - mówię sfrustrowany.
 - Nie mam pojęcia o co ci chodzi.
 - Oto, że mu staje na twój widok!
 - Przesadzasz.. - chichocze i zakłada nogę na nogę.
 Kręcę głową, kładąc dwie dłonie na kierownicę.
 - Przecież nie masz się o co martwić. - gładzi moje ramię.
 - Lubię mieć cię tylko dla siebie - mruczę pod nosem
 - Wiem.
 - A on myśli o tobie jak o jakiejś dziewczynie na jedną noc. Na pewno tak myśli. Jesteś taka piękna. Kurwa
 - To tylko wykładowca. Jestem jedną z wielu studentek.
 - Ale jesteś najpiękniejsza - odpowiadam poważnie. Przecież to prawda. Jest idealna.
 - Harry no przecież mam was.
 - Nic ci nie zarzucam - parkuję przed centrum.
 - Wiem - nachyla się i ciągnie mnie do pocałunku.
 Łapię jej kark i dosłownie wpijam się w usta dziewczyny.
 Czuje że się uśmiecha. Jej dłoń jeździ po moim udzie.
 Wdzieram się językiem do jej ust i zaczynamy walczyć. Przesuwam rękę pod jej sukienkę i zsuwam delikatny koronkowy materiały majtek. - To zabieram - odrywam się od niej z uśmiechem, chowając bieliznę do kieszeni spodni.
 - Nienawidzę gdy to robisz! - uderza mnie w ramię.
 - Przelecę cię w przymierzalni - mruczę ochryple i wysiadam. Otwieram żonie drzwi.
 - Myślałam że przestaniesz tak mówić po ślubie, ale to słowo jest całkiem podniecające.
 - Chciałbym sprawdzić jak na ciebie podziałało, ale myślę że nie wśród tych wszystkich ludzi pani Styles - biorę jej dłoń i całuje knykcie a później splatam nasze palce.
 Dziewczyna uśmiecha się i zrównuje krok z moim.
 Wchodzimy do galerii. Od razu kierujemy się na pierwsze piętro do sklepów, które zawsze odwiedzamy.
 O tej porze nie ma tu tłoku.
 I bardzo dobrze. Ona lubi ryzykować, ale nie musimy mieć dużej publiki.
 - Dzień dobry państwo Styles - uśmiecha się do nas nowa ekspedientka.
 Kiwam głową, a Tonnie uśmiecha się do dziewczyny promiennie.
 - Moja żona potrzebuje paru sukienek. Bardziej z dystyngowanych - mówię, zakładając kosmyk włosów za jej ucho. - Ja się na tym nie znam.
 - Oczywiście. Zapraszam za mną.
 Puszczam brunetkę i siadam na białej kanapie rozpierając się.
 Kobieta znika w przymierzalni z kilkoma sukniami.
 Wchodzę tam dopiero, gdy pokazuje mi się w trzeciej. Wszystkie są albo grafitowe albo szare. I dobrze. Zamykam za nami drzwi kabiny i odwracam się do Tonnie. Łapię suwak powoli go rozpinając.
 Ta zagryzając wargę dobiera się do mojego paska.
 Rozpina go bardzo zręcznie. Wprawa. Odwracam ją tyłem do siebie, gdy szary materiał spływa pod jej nogi. Czuję jak szybciej oddycha, gdy całuję szyję brunetki.
- Spójrz w lustro kochanie - mruczę do jej ucha.
 - No patrzę. Harry to głupia zabawa.
 - Ja się nie bawię. Co widzisz? - robię jej malinkę. - Coś idealnego.
 - Nie.
 - Tak. Ty i ja. Nie możesz temu zaprzeczyć - opieram jej ręce po obu stronach lustra.
 Widzę jak delikatnie się uśmiecha na te słowa.
 - Kocham cię księżniczko - powoli w nią wchodzę, ale to tylko początek. Łapię biodra żony i mogąc obserwować ją w lustrze, wykonuję mocne oraz precyzyjne pchnięcia.
 Oboje czujemy to bardzo dobrze. Jest idealnie. Jesteśmy dla siebie.
 ~~*~~
 Efektem naszego sklepowego wybryku jest druga córka. Haylin wczoraj wróciła z mamą ze szpitala.
- Darcy, tylko nie krzyczy. Pokażę ci kogoś - mówię łagodnie i biorę na ręce dziewczynkę.
- Lala.
 - Nie lala. Siostrzyczka - podchodzę do kołyski z białego drewna
 - Śpi? -pyta śmiesznie cichym głosem.
 - Śpi - całuję jej skroń i poprawiam małej kocyk.
 - Cii.. - mała kładzie na ustach paluszek.
 Uśmiecham się patrząc na nie obie. Niedawno ten skrzat był taki malutki. Poprawiam ją na rękach i odwracam się do łóżka. Sadzam Darcy obok Tonnie.
- Jak się czujesz? - pytam ogarniając włosy z jej czoła.
 - Dobrze -opiera o siebie małą.
 - Przynieść ci coś?
 - Wszystko mam Harry -uśmiecha się.
 - Wiesz, że się martwię.
 - Wiem.
 - Kocham cię.
 - Ja ciebie też.
~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~
 No oto właśnie koniec. Definitywny. Epilog w książce będzie zupełnie inny.
To jest zakończenie blogowe. Mam nadzieję, że będziecie miło wspominać nasze opowiadanie. Naprawdę włożyłyśmy w to dużo pracy. Chociaż czasem brakowało pomysłu, to wychodziłyśmy z chandry i pisałyśmy dalej. Szkoda, że tak mało osób skomentowało ostatni rozdział, więc mam nadzieję, że teraz skomentuje każdy kto czytał. Nawet serduszkiem czy kropką. Pokażcie, że byliście! Zdecydowanie przywiązałam się do tego FF, nic teraz prócz Love Me Like You Do, Madhouse czy Night in Paris nie publikujemy.
Serdecznie dziękuję Natx, która przygotowała szablon, która zadbała oto, aby nasz blog był ładny. I Klaudyś, która przygotowywała sygnatury :)
Dziękuję Karolinie, która złości się, że rządzę, ale jednak ciągle ze mną pisze.
I dziękuję Wam wszystkim, dla których było warto poświęcić czas. Bez z was nie stworzyłybyśmy nic, bo dla kogo? No, a książka..jest to marzenie, które powoli się realizuje, ale dalej nie wiadomo czy zostanie wydana. Więc proszę, wierzcie w nas.
A teraz, pierwszy raz parę słów doda druga autorka. Karolina :) :Po pierwsze bardzo chcę podziękować Ali, dla was znanej bardziej jako Skyfallgirl. To ona jest pomysłodawcą tego opowiadania i to ona głównie trzymała nad nim ochronną rękę. Na prawdę cieszę się że w jakikolwiek sposób mogłam brać udział w tworzeniu tej historii. Liczę że się podobało i tak jak ja, często będziecie tutaj wracać.

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 40

Pół godziny później siedzę na kanapie u taty. Mały widocznie śpi. W domu jest cicho. Muszę później złapać na chwile Tesse. Przecież nie porozmawiam na trapiący mnie temat z mężczyzną, tatą.
 - Jak wam się układa? - przerywa ciszę.
 - W porządku. Jest na prawdę dobrze.
 - Cieszę się. Dobrze prowadzi firmę.
- Pojechał właśnie oglądać lokal na ewentualnie nowe kasyno.
 - Słyszałem - uśmiecha się. Tessa przerywa nam, przynosząc tace z ciastem.
 Odkąd przyszłam nie widziałam Emilii. Pewnie wyszła. -Jedziemy na święta do jego rodziny..
 - No to miło, że Cię zaprosił. To bardzo miłe. Zależy mu na tobie.
 - Zrobiłam Makowiec i Eklerki.
 - Mniam..- uśmiecham się.
 Podaje mi talerzyk. Zjadam wraz z tatą. Później biegnie do małego. Opieram się oparcie i zamykam oczy. Pomimo porannego zdarzenia które podniosło mnie na duchu to jestem zdołowana i i lekko zagubiona. Wzdycham cicho. Chwila spokoju. Cisza. Mężczyzna wraca po dziesięciu minutach z młodym na rękach.
 - Patrz, przyszła twoja siostra.
 - Cześć mały. - macham do niego.
 Patrzy na mnie ruszając nóżkami. Cały ojciec.
 - Nie śliń się. - zaczynam się śmiać.
 - To na twój widok. Śliczną masz siostrę skarbie.
 - Pewnie - pukam się w czoło.
 Pochyla się i całuje mój policzek. Wyciąga rękę, ostrożnie podając mi chłopca. Biorę go i przygarniam delikatnie. Tata robi nam zdjęcie. Nicolas jest bardzo spokojny. Taka o dzidzia. Pielucha sucha, brzuch pełny to śpi.
Wraca Emilia. Czarne spodnie z wysokim stanem i luźna bluzka. To ma na sobie. Odkłada sportową torbę pod ścianę i podchodzi do nas. Odbiera ode mnie syna.Bez słowa jej go daje. No tak, bo ci go zjem.
 - Cześć - całuje mojego tatę. Na mnie nie zwraca uwagi od kiedy kazałam jej się nie odzywać do mnie. - Pójdę z nim na górę. Riley przyjechał.
 - Aluzja że mam wyjść?
 - Zaczyna się - tata wywraca oczami zirytowany. - Nie. Riley pojechał po nowe auto. Już wrócił.
 - Fajnie
 Siada obok mnie na fotelu. Zajadamy się deserami. Są naprawdę dobre. Tata zajmuje się tylko mną. Rozbawia mnie i poprawia humor. Harry jest jeszcze w Sheffield i nie ma mnie jak odebrać. Jednak Riley jest bardzo pomocny. Idę do nowego auta. To biały mercedes. Taki jak mój, którym nie jeżdżę. Mężczyzna wraca po dokumenty, a ja otwieram drzwi. Ze środka wylatują białe baloniki z przywiązanym srebrnymi nitkami pierścionkiem.
Wstrzymuję  oddech zaskoczona. Jaki śliczny. Wzruszam się, po prostu czuje łzy szczęścia.
 Łapię w dłonie brylant. Tak, prawdziwy brylant. Nie jest pokaźnie wielki. Raczej dopasowany, aby dobrze wyglądał na mojej dłoni. Ile czasu to planował?
 Wszystko jak w jakimś scenariuszu.
 Obok mnie staje Riley z kluczykami w ręce. Wygląda na dumnego.
 Uśmiecham się nieśmiało i rozglądam. Gdzie on jest?
 Mrużę oczy, aby dostrzec mężczyznę. Odwracam się i spotykam twardy, dobrze mi znany tors.
 - Cześć.. - zagryzam wargę i uśmiecham się. Całą mnie nosi.
 - Cześć kochanie - podnosi mój podbródek i delikatnie mnie całuje.
 - To już? Teraz mogę odpowiedzieć?
 - Na to czekam.
 - Tak?
 - Tak czy czekam czy pytasz mnie co masz odpowiedzieć? - unosi brew.
 - Dobra, to nie istotne. Tak. Tak. Tak! - zaczynam skakać.
 Harry wygląda jakby właśnie kamień spadł mu z serca. Uśmiecha się szeroko i bierze mnie w ramiona.
 Jestem szczęśliwa jak nigdy.
 - Pozwolisz? - zabiera pierścionek z moich rąk i odwiązuje go od balonów, które po chwili odlatują. Nasuwa brylant na mój palec i całuje dłoń.
 Oświadczył mi się. Właśnie to zrobił. Już zawsze ze mną będzie.
 Mam ochotę krzyczeć i Piszczeć. Ale kto mi broni?! Stojący obok Riley uśmiecha się do nas.
 - Kocham Cię tak bardzo - rzucam się na bruneta całując go.
 Unosi mnie do góry, nie odrywając się od moich warg. Czuję jak się uśmiecha.
 To poprawia mi nastrój nawet po rannym zdołowaniu.
 - Jedziemy na obiad księżniczko. Moja piękna narzeczona.
 - Gdzie chcesz. -na prawdę jest mi to zupełnie obojętne.
 Ciągle ma mnie na rękach i kieruje się do samochodu. Będziemy rodziną. Wszystko będzie jak trzeba.
 - Kocham Cię. - powtarzam.
 - Też cię kocham misiu.
 - Ja ciebie bardziej.
 - Hm...nie - uśmiecha się szeroko i zapina mój pas.
 ~*~
 - Kocham Cię. Jak ja cię kocham - mówię setny raz gdy siedzimy w salonie przed kominkiem.
 Harry całuje moje włosy, obejmując mnie od tyłu. Patrzę w ogień i uśmiecham. Euforia i miłość to odurzające połączenie.
- Wiem skarbie. Wiem.
 - Jestem dzięki tobie szczęśliwa.. - mruczę.
 - Zmieniłaś mnie Tonnie. Zdecydowanie mnie zmieniłaś. - jego usta składają gorące, drobne pocałunki na moich nagich plecach.
 - Sam to zrobiłeś.
 - Nie. Z twoją pomocą.
 Zasypiamy razem na dywanie. Budzę się jednak w łóżku co zapewne jest sprawką Hazzy. Odwracam się i dostrzegam śpiącego mężczyznę. Jest mój. Schodzę zrobić śniadanie. Cały czas wzrokiem wracam do pierścionka na moim palcu. Szukam w torebce gum i natrafiam na zużyty wczoraj test ciążowy. Wyrzucam go i biorę do ust znalezioną później gumę. Zabieram się za naleśniki.
 Mam na sobie jedynie jego czarną koszulę, którą znalazłam w salonie. Krążę po kuchni, słuchając Justina Timberlakea który śpiewa Mirrors. Uwielbiam go i jego twórczość. Na prawdę mam świetny humor. Oblizuje ubrudzone palce.
 Wyciągam talerze i zaczynam bawić się w artystkę. Czuję na sobie czyjś wzrok. Gdy się odwracam, Harry stoi oparty o framugę drzwi w nisko opuszczonych spodniach i obserwuje mnie z lekkim uśmiechem.
 - Seksowny jesteś - opieram się plecami o blat i oblizuje łyżkę z bitej śmietany.
 - Powiedziała moja bogini - mruczy idąc do mnie powoli.
 - Stój. Ani kroku dalej.
 - A dlaczego? - zatrzymuje się zaciekawiony moimi słowami.
 - Bo to moje - wracam do słodkości.
 - A moje stoi przede mną - zabiera mi łyżkę i w jednej chwili, zostaję przerzucona przez jego ramię.
 - Hej! - śmieje się zaskoczona.
 - Zostawiać mnie tak samego w łóżku - dostaję klapsa w tyłek, a później mnie szczypie.
 - Harry!
 Wyłącza patelnię i wychodzi ze mną do salonu. Ląduje na sofie, a on na mnie.
- Bardzo panią kocham - mruczy, całując mnie i jednocześnie rozpinając moją koszulę. Przez ten miły poranek, śniadanie jemy godzinę później.
Mam wrażenie że jest po prostu idealnie. I nie chcę, żeby coś się popsuło. Po prostu nie chcę i będę walczyć.
~~~~~~~*~~~~~~~
Ostatni rozdział. Ta da da dam...Dobrze, mamy jeszcze epilog. Praca nad książką idzie coraz lepiej. Pozostało 7 rozdziałów do przeprawienia. został napisany nowy epilog, więc jest dobrze :)
Ponieważ to koniec (praktycznie) proszę Was drodzy czytelnicy, wejdźcie
na MadHouse, dodajcie się do informowanych lub obserwatorów i bierzcie
udział w kolejnym opowiadaniu o Harrym

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 39

Do Anglii wracamy wieczorem. Było cudownie, nie mam pojęcia co Harry musiał zrobić by to wszystko zorganizować.
Właśnie lądujemy. Mężczyzna każe mi spojrzeć przez małe okienko. Robię to trochę zdziwiona. Otwieram szerzej oczy gdy światła na pasie startowym tworzą literę A. Odwracam głowę i patrzę na mojego chłopaka. Całuje mój policzek, uśmiechając się zadziornie. Również się uśmiecham. Wiem że mi nie powie choć ciekawość mnie roznosi. Co wymyślił? Chyba coś miłego. Och, no nie mogę się doczekać.
- Do domu czy jedziemy na kolację? - pyta, gdy zmierzamy do jego range Rovera. Trzyma mnie za rękę, dając poczucie bezpieczeństwa.
- Do domu. Zrobię kanapki, usiądziemy przed telewizorem i oglądamy film.
- Zapraszam - otwiera drzwiczki. Zamyka je za mną, a później wkłada bagaże do auta. Chwilę później już jest w środku. Tylko rusza, a zaczyna badać. Harry jedzie naprawdę ostrożnie. - Zauważyłem, że nosisz szkła. Lepiej widzisz, tak? - pyta, ale patrzy na drogę.
 - Dosyć ciężko mi bez nich. - mówię.
 - Ashton do mnie dzwonił - odzywa się sucho parę minut później.
 - Dawno z nim nie rozmawiałam. - mruczę do siebie. - W jakiej sprawie?
 - Zaprasza nas na koncert. W sobotę. Zapewne chcesz iść. Posłuchaj, jutro będę dopiero wieczorem. Mam kontrolę w firmie twojego ojca, później przyjeżdża transport z Czech i na końcu robota w kasynie. Jeśli chcesz to po ciebie przyjadę lub umów się z moją siostrą.
 - Czyli nie możesz iść? - upewniam się.
 - Owszem, nie mogę - stwierdza.
 - Umm.. Okay. Pomyślę.
 Uśmiecha się lekko i skręca do domu. Harry zajmuje się zabezpieczeniami. Ja nie umiem zapamiętać tych wszystkich kodów. Wchodzimy do środka. Wreszcie. Rozbieram się z kurtki i grubszego swetra.
Tu naprawdę jest cholernie chłodno. O właśnie, ciekawe co ze świętami. Nie chcę powtórki. Zdecydowanie nie. Harry rozpala w kominku i po chwili jest na prawdę ciepło. Czego efektem jest to że kolacje przynoszę w samej bluzce i majtkach... A, no i grubych, kolorowych skarpetkach. Brunet lustruje mnie wzrokiem i uśmiecha się pod nosem. Sięga po pilot leżący na dębowej ławie i włącza dużą plazmę wbudowaną w ścianę. Pada na jakieś romansidło.
Siedzę z nogami na jego kolanach. Jem kolejną kanapkę, oglądając nieszczęśliwie zakochaną Nicol Kidman. Harry masuje moje stopy.
Moja ręka co chwila go karmi.
- Ale mi robisz dobrze.. - mruczę.
 - Dobrze mówisz? - śmieje się.
 - Tak - chichocze.
 - Dobrze wiedzieć. Postaram się robić ci dobrze jak najlepiej.
Uderzam go stopą w ramię i wracam do filmu.
 - Mogę mieć do ciebie prośbę kochanie? - odzywa się po chwili.
 - Nom? - nie patrzę na niego.
 - Jestem okropnie zazdrosny i niech on się do ciebie nie zbliża bardziej niż trzydzieści centymetrów. Dowiem się.
- Przesadzasz.
 - Nie. Mogę cię oto prosić?
 - Dobra. Ale przytulać go mogę.
 - Nie przeginaj Tony - wraca do masowania.
 - Tylko na przywitanie.
 - Dobrze. - całuje moją kostkę.
- No i dobrze.
 Kręci głową i podnosi się. Bierze talerze, które odnosi do kuchni gdy ja kończę oglądanie filmu.
Sprawdzam inne kanały ale nie znajduje nic ciekawego.
 Rezygnuję, gdy Harry proponuje mi kąpiel. Sobota zaczyna się deszczem. Uderza o parapet i wybudza mnie ze snu. Leniwie otwieram oczy, zauważając jak Harry ubiera garnitur.
- Gdzie idziesz?
 - Do pracy.
 - Ale jesteś elegancki.
 - Flirtujesz ze mną? - pochyla się i mnie całuje.
 - Może...
 - Tak z rana? No nieźle. Wiesz gdzie są moje spinki?
 - Może...
 - Skarbie.
 - Pudełeczko na półce - pokazuje na mebel.
 Jeszcze raz mnie delikatnie całuje i zabiera szukaną rzecz. Żegna się ze mną, a później wychodzi.
 Zakopuje się w pościeli i jeszcze raz zasypiam. Koło południa idę do domu taty. Chce porozmawiać z Tessą i przy okazji wziąć kilka książek.
 Koncert jest o dwudziestej. Ashton wysłał mi smsa. Wcześniej wolał zadzwonić do Harryego i z nim to uzgodnić. Żałuję, że go nie będzie no ale cóż. Będzie fajnie. Jadę autobusem do domu. Zdaję sobie sprawę, że warto zrobić prawko.
 Będę musiała nad tym pomyśleć. Wychodzę na odpowiednim przystanku.
 Tam już czeka Riley z parasolem. Skąd wiedział?
 - Cześć.
 - Cześć. Mogłaś zadzwonić, że chcesz przyjechać. Jestem kierowcą dziewczyno. Chodź, idziemy.
 - Nie chciałam zawracać ci głowy. - otwiera mi drzwi i wchodzimy do środka.
 Od progu słyszę płacz. Parę zabawek leży na kanapie. Widzę tatę. Jest w zwykłych spodniach dresowych i tyle. Pewnie ma wolne i dlatego Hazz go zastępuje.
 - Cześć - witam się z nim.
 - Cześć. Opaliłaś się - zauważa kołysząc dziecko.
 - Tak? Może, to fajnie. - posyłam mu uśmiech.
 Również się uśmiecha, ale już nic nie mówi. Wchodzę do kuchni, aby przywitać się z Tessą. Ta właśnie zmywa blat. Dzisiaj brązowe włosy spięła w warkocz
 Przytulam się bez słowa. Tak. Uwielbiam ją.
 - Hej kochanie. Jak tam wakacje?
 - Świetnie. Na prawdę było super - siadam przy stole i rozmawiam z Tessą dłuższy czas.
 Ona ma trochę więcej roboty chociaż się wyprowadziłam.
 Trochę z nią sprzątam, pomagam. Potem idę na górę do pokoju. Przeszukuje regały z moimi książkami.
 Teraz w domu nie mam co robić. Przynajmniej będę czytać.
 Mam sporo książek z których wiedza może mi się przydać na studiach.
 Wybieram te które są o odpowiedniej tematyce. Nie zdążam ich spakować, a do pokoju wpada Gemma. Ubrana jest jak Harry dzisiaj tylko damska wersja.
- Hej! - woła i uśmiecha się.
 - Cześć - jestem zdziwiona jej widokiem.
 - Zabieram cię na zakupy. Mam rozporządzenie.
 - Skąd wiedziałaś że tu jestem?
 - A skąd Riley wiedział, że jesteś na przystanku? No halo - rozkłada ręce w geście dezaprobaty.
 - Zabije go..
 - On się tylko troszczy. No nie ważne, bierz co masz wziąć i idziemy. Musisz mieć co ubrać na koncert. W eleganckiej sukience nie pójdziesz - ruga mnie, lustrując spojrzeniem.
 - Pójdziesz ze mną? - pytam z nadzieją.
 - Jakbym mogła to przeoczyć - odpowiada entuzjastycznie, a ja czuję że za tą radością coś się kryje.
 - Super. Pakuje książki do torby. - Żegnam się z domownikami i wychodzimy.
 Gemma jest autem...hmm Harry'ego.
 Oni zdecydowanie muszą być spokrewnieni. Kiwam głową, wsiadam i jedziemy.
 Brunetka wybiera sklepy w centrum miasta. Te najdroższe. Mnie na to stać, ale wydaję mi się że po prostu dostała kartę od Harryego.
Spędzamy tam ponad trzy godziny. Odwiedzamy każdy sklep po kolei. Dosłownie. Nawet zaciągnęła mnie do tego z bieliznami. Zmusiła do kupienia bardzo seksownego kompletu. Dość odważny i czerwony. Bardzo czerwony. Och, no ale jest ładny. Potem odwiedziłyśmy Zarę, Littlewoods oraz Stylux. Wybrała dla mnie skórzaną czarną kurtkę, białą koszulkę z nadrukiem oraz ciemne rurki jak ma mój chłopak. Kupiłyśmy również krwistoczerwone szpilki od Louboutiniego.
 - Nie wierzę..
 - Wyglądasz seksownie - kiwa głową, zadowolona ze swojej pracy. - Posłuchaj, jeszcze fryzjer i jesteś gotowa. A i może pójdziemy na ka...Telefon ci dzwoni - wskazuje na torebkę leżącą na białej pufie.
 - Nie przesadzasz trochę? - szukam go.
 - Nie ucz matki dzieci robić - burczy na mnie i idzie poszukiwać czegoś dla siebie, a ja odbieram połączenie od Harry'ego.
 - Cześć kotku. - mówię zadowolona.
 - Cześć maleńka. Mam prośbę. Powiedz mojej siostrze, że ta karta ma limit. I jeśli chce wykupić wszystkie sklepy to niech powie, kupię tę galerię - mówi poważnie, ale w jego głosie kryje się cień rozbawienia.
 - Ja ją na prawdę próbuje powstrzymać.
 - Kup sobie co chcesz księżniczko - wiem, że się uśmiecha.
 - Co kombinujecie?
 - Lubię sprawiać co radość. Przecież wiesz. Niall przelałem na twoje konto - zwraca się do kogoś innego.
 - Już wszystko mam. Dzięki.
 - Mi? To nie ze mną robisz zakupy. Szkoda, że Cię nie zobaczę - wzdycha.
 - No, żałuj.
 - Żałuję - odpowiada. - Chodź Tilly. Pomożesz mi. Muszę kończyć kochanie. Miłego wieczoru.
 - Tilly? - wyhaczam.
 - Kierowniczka marketingu.
 - Młoda?
 Śmieje się do słuchawki.
 - Starsza od ciebie i ma męża.
 - A dzieci?
 - Nie wiem skarbie czy ma dzieci. Nie za bardzo mnie to interesuję. Nie ufasz mnie?
 - Ufam, ufam..
 - Do zobaczenia - dodaje i połączenie zostaje przerwane,
 Gemma wraca z kolejnymi torbami zakupów. Wzdycham cicho, gdy w drodze do fryzjera, opowiada mi co zakupiła. Szalona dziewczyna.
 Zatrzymujemy się przed ekskluzywnym salonem piękności. Rainbow Range. Dziwna nazwa. Nie ma jakiegoś większego sensu. Wzruszam ramionami i wraz z brunetką, wchodzę do środka.
 - Witamy w RR - ekspedientka uśmiecha się do nas. Jest młodą blondynką, krótko ostrzyżoną i wygląda sympatycznie.
 - Dzień dobry. Byłyśmy umówione. Nazwisko Styles - odpowiada pogodnie Gemma.
 Rozglądam się po wnętrzu salonu, zaciekawiona. Szefowa chyba lubi róż, bo wszystko jest właśnie w takim pastelowym kolorze. Jedynie fotele wyróżniają się bielą. Przy każdej toaletce stoją różowe róże w czarnych wazonach. Jest naprawdę ładnie.
 - Zapraszam - blondynka grzecznie wskazuje na miejsce od którego mamy zacząć.
 W efekcie końcowym rozjaśniają mi delikatnie końcówki, co przypada mi do gustu.
 Patrzę do lustra. Biorę kosmyk włosów między palce i uśmiecham się.
 Jest ładnie. Bardzo mi się podoba. Odwracam głowę w stronę koleżanki i zauważam ombre na jej włosach.
 - Dobrze ci..
 - A tobie jeszcze lepiej - uśmiecha się szeroko.
Co za wesoła osoba.
 - Gemma mamy półtorej godziny.
 - No wiem, idziemy. Zdążymy ze wszystkim. Chodź - bierze mnie za rękę, wcześniej płacząc.
 - Dziękuję - mówię do kobiet za sobą.
 Uśmiechają się do mnie, a my wychodzimy. Nareszcie przestało padać.
 Dziewczyna prowadzi równie szybko co jej brat, ale przy niej jestem jakoś mniej spokojna.
 To pewnie dlatego, że nie znamy się długo i do Harry'ego mam większe zaufanie. Tak, to możliwe. Na szczęście dojeżdżamy bezpiecznie pod klub w którym odbędzie się koncert. Obie w bardzo dobrych humorach wchodzimy.
Jest już sporo osób. Stoimy przed kolejnym wejściem, ale brunetka która przyjmuje bilety, kieruje nas do drzwi dla gości specjalnych. Moi znajomi są nieprzewidywalni. Na scenie jest zupełna cisza. Przypuszczam, że dopiero się przygotowują. Naprawdę chcę ich zobaczyć. Są świetni.
Słyszałam ich dwa razy, ale jestem pełna podziwu. Mają talent i niech idą ku górze.  Zagryzam wargę słysząc hałas za sobą. Coraz więcej osób zbierało się w klubie. W końcu światła zgasły, a zapaliły się reflektory przy scenie. Klaskam w dłonie i dopatruję się ich.
Cała czwórka nagle się pojawia. Luke jest od wokalu. Już dawno wybaczyłam mu tam te scysje.
Rozbrzmiewa się pisk i okrzyki. Sama się uśmiecham. Ashton zajmuje miejsca za perkusją. Dają świetne show. Wszyscy doskonale się bawią. Po dwóch piosenkach, zostaje dostawiony jeszcze jeden mikrofon. Myślałam, że jest ich czwórka. Patrzę zdezorientowana na Gemme.
Uśmiecha się tylko splatając ręce za sobą. Ona coś wie. Kurczę. Odwracam się w stronę sceny i widzę Harry'ego, który podwija rękawy białej koszuli rozpiętej na dwa górne guziki
 - Co jest? - pytam dosyć głośno by usłyszała.
 - Koncert trwa, nie rozumiem o co ci chodzi! - przekrzykuje szum.
 - Co on ta... będzie śpiewał?!
 - Ja nic nie wiem - puszcza mi oczko.
 Harry kładzie dłonie na mikrofon, a zespół zanim zaczyna grać. To spokojna piosenka. W końcu słyszę jego zachrypnięty głos.
 - I think I’m gonna lose my mind. Something deep inside me, I can’t give up. I think I’m gonna lose my mind. I roll and I roll till I’m out of luck. Yeah, I roll and I roll till I’m out of luck.
Nie miałam pojęcia że potrafi tak śpiewać. Że ma tak cudowny głos. A teraz słucham jak zaczarowana wraz z całym tłumem. Nasz wzrok spotyka się a ja odpływam. Uśmiecha się do mnie. Wiem, że to mój uśmiech. Kończy piosenkę, a ja czuję się niesamowicie.
 - Dzięki za to chłopcy - odwraca się do zespołu, a ci się uśmiechają. - Jedna wyjątkowa osoba na tej sali dobrze wie, że jesteśmy ognioodporni.
 Uśmiecham się szeroko. Jak ja bardzo go kocham.
 Puszcza mi oczko i schodzi za scenę. Chłopcy znów zaczynają grać, ale w ogóle się nie słucham. Po chwili czuję ramiona obejmujące moje ciało. Znam ten zapach.
 - Byłeś kochany - odwracam się do niego.
 - Dziękuję - całuję mój nos. - Pięknie wyglądasz. Bardzo seksownie.
 - Cieszę się że tak uważasz.
 - Podoba ci się? Chcesz jeszcze zostać? - mówi do mojego ucha, abym słyszała.
 - Ciebie nie przebiją.
 Śmieje się, przyciągając mnie do swojego torsu. Łączy dłonie za moimi plecami.
 - Kocham Cię.
 - Ja ciebie mocniej. Gemma, poradzisz sobie? Zabieram Tonnie - mówi głośno.
 - Tak. Jasne! Luke mnie odwiezie.
 - Ale Ash... Jeszcze chwila.
 Opiera podbródek na moim czole i oglądamy występ stojąc lekko bokiem do sceny.
 Po koncercie gratuluje przyjacielowi i wychodzę z Harrym.
 Trzymając mnie za rękę, prowadzi do auta. Nie wsiadam, bo gwałtownie przypiera mnie do maski.
 Uśmiecham się i po chwili czuje jego wargi na swoich.
 Całuje mnie bardzo namiętnie, jakby przypominał ze jestem tylko jego.
 Oddaje pocałunek oplatając jego szyję.
 - Zauważyłaś dziś cos szczególnego? - pyta przerywając łączenie naszych ust.
 - Jesteście z Gemmą identyczni.
 - Może trochę - wzrusza ramionami
 - Baaardzo mój drogi.
 - A coś jeszcze przykuło twoją uwagę? - przekrzywia głowę i uśmiecha się.
 - To że wszyscy wiedzieli że jadę do taty - przypominam sobie i kładę ręce na biodrach.
 - A to, to akurat nie było nic wyjątkowego. Niall jest geniuszem w sprawach technicznych.
 - Nie lubię cię. A! Wiem. Nie zauważyłeś moich włosów.
 - Wiesz, jest ciemno skarbie - patrzy na mnie uważnie. - Dojedziemy do domu to zobaczę. A gdzie robiłaś włosy?
 - W jakimś śmiesznym salonie. Coś na r.
 - Pamiętasz układankę?
 - Naszyjnik i lotnisko. Tak? M i A.
 - Dołóż jeszcze to co powiedziałaś.
 - MAR...
 - Marr - poprawia mnie i otwiera drzwi od auta.
 - Marr?
 - Wsiadaj, wracamy mała.
 - Okay - przez całą drogę myślę nad tą jego dziwną zabawą.
 Co to za zagadki i czemu nie może mi po prostu powiedzieć?
 Marr.. O co chodzi.
 Wysiadając z samochodu, dalej się nad tym zastanawiam. Może odpowiedź sama przyjdzie niedługo.
 Wracamy do domu i biorę się za coś na kolacje.
 Harry opiera się o blat i pije wino, przyglądając mi się.
 - Wzięłam sobie dzisiaj parę książek z domu.
 - To dobrze, będziesz mieć zajęcie - mruczy pod nosem. -Mam w planach otwarcie dwóch kasyn - dodaje.
 - W Londynie?
 - Jeszcze nie wiem. Jak myślisz?
 - Nie znam się na interesach Harry.. będziesz bardziej zajęty.
 Kręci głową i przyciąga mnie do siebie.
 - Nie będę. Zatrudnię pracowników.
 - Nie bronie ci tylko... tak jakoś.
 - Będę miał czas. Dla ciebie zawsze - muska ustami moją szyję oraz obojczyk odkryty przez bluzkę.
 - Okay.
 - Nie musisz się tym przejmować - dalej mnie obejmując, odstawia kieliszek i sięga po koktajlowego pomidora. Wkłada mi go do ust.
 Biorę warzywo między zęby. Wracam do zajęcia i go jem.  Mężczyzna mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, bo nawet pomaga. Dzięki temu szybciej siadamy do stołu i jemy kolację.
- Co ze świętami? Pojedziemy do mojej mamy? - pyta nagle
 - Tak, możemy pojechać.
 - Idę pod prysznic - wstawia talerze do zmywarki i całuje mnie w czoło.
 Wyrzucam śmieci i siadam na kanapie z jedną z książek.
 Jest ciekawa. Nie męczę się czytając ją.
 Słyszę że Harry krząta się na górze ale skupiam się na lekturze.
 Budzę się niesiona do sypialni. Ostrożnie zostaje położona do łóżka.
 Musiałam zasnąć.
 - Śpij dalej - mówi cicho.
 - Myhym.. - szukam go na oślep.
 Stoi nade mną. Czuję zapach orzeźwiające szamponu do włosów. Chwile później jest obok.
 Wtulam się jak małpka i na nowo zasypiam.
Rano jestem zupełnie sama. Harry znów pojechał do pracy. Chyba go odwiedzę. Spacer dobrze mi zrobi, a nie będę siedzieć jedynie w domu. Jem śniadanie i ubieram białą bluzkę do czarnych spodni i na to granatowy żakiet.
Biorę parasolkę. Tak na wszelki wypadek. Zakładam torbę przez ramię i idę do firmy mojego ojca. Tak. To jest daleko. W końcu mieszkam w Chelsea. Idę spacerem, przecież nigdzie mi się nie spieszy. Dochodzę tam po godzinie. Na szczęście deszcz mnie nie złapał. Szybko przemykam do windy. Mruczę coś w stronę sekretarki i wchodzę do jego gabinetu. Dostał swój, gdy został menadżerem taty. Właściwie to on teraz wszystko robi. Mój ojciec zajmuje się dzieckiem.
Pomieszczenie jest puste. Pozwalam sobie usiąść w jego fotelu. Widzę laptopa i swoje zdjęcie. To znaczy nasze, bo jesteśmy tam razem. Odwracam głowę, gdy z toalety w gabinecie wychodzi Harry. Ubiera się w koszulę.
Jest zdziwiony moich widokiem. Poprawiam się lustrując go wzrokiem.
 - Hej - mówi kończąc zapinać guziki. - Co tu robisz?
 - Chciałam cię odwiedzić..
 - To miło. Wypadek przy pracy - tłumaczy i pochyla się, aby mnie pocałować.
 - To znaczy? - nie pozwalam się pocałować.
 - Przywieźli towar, chcieli odjechać i tir padł. Louis wrobił mnie w naprawę silnika - pokazuje na czarne ręce.
 - Przyszłabym szybciej gdybym wiedziała że będziesz bez koszuli - teraz się uśmiecham.
 - Dla ciebie mogę ją zdjąć. Jadę dzisiaj do Sheffield. Zobaczę miejsca na kasyno. Pojedziesz ze mną kochanie?
 - I tak się na tym nie znam. Bez sensu. Jedź, a ja pójdę odwiedzić tatę, a potem zrobię nam jakąś romantyczną kolację. Co ty na moje zaproszenie?
 - Dobry pomysł, ale jedzie ze mną Tilly. - zakłada zegarek na rękę i znika w łazience, aby domyć ręce.
 - A ona po co?!
 - Dział marketingu!
 - Weź kogoś in...a z resztą.
 Wraca po pięciu minutach. Podchodzi do mnie dość szybkim krokiem i obraca fotel na którym siedzę.
 - Kotku, jestem twój.
 - Wiem. - kiwam głową.
 - Ja ci ufam. Ty musisz mi.
 - Ufam ci. Na prawdę.
 - To dobrze. Dzisiaj również szukaj wskazówek.
 - Oczy szeroko otwarte - uśmiecham się.
Głaszczę mój policzek i mnie całuje. Od razu włamuje się językiem do moich ust. Wzdycham. Za każdym razem tak szybko na mnie działa. Jestem od niego zdecydowanie uzależniona. Mój własny narkotyk. Jakie to upajające. Nie umiem teraz funkcjonować bez niego. Jest częścią mnie i musi tak zostać. Mama na pewno czuwa nad naszym związkiem, dlatego nic nas nie rozdzieliło.
Po pół godzinie w ubikacji chowam test do szafki i wychodzę. Biorę głębszy oddech i schodzę na dół. Zastanawiam się nad czym czy mam pojechać do taty. Może zostanę i wymyślę co zrobić na kolację. Chcę mieć zajęcie. Nie mogę siedzieć bezczynnie. Wchodzę do kuchni z zamiarem zrobienia herbaty. Dziwię się, że nie ma earlgreya. Harry pije tylko taką. Na zastępstwo widzę Yorkshire Tea i to dość dużo pudełek.
- Cóż za zmiany..
 Włączam wodę i czekam, aż się zagotuje. Marr, marr , marr...o co mu chodzi.
 - Kiedy wychodzisz? - pytam cicho.
 - Za chwilę skarbie. Zbieram dokumenty. Zawieźć cię do ojca? - zagląda do kuchni.
 - Tak, jakbyś miał czas to byłoby fajnie - mówię zamyślona.
 - Nie ma problemu - wkłada papiery do teczki i podchodzi do bliżej. Łapie mnie w talii, jednym ruchem przyciągając do siebie. - Gdzie tak odpływasz? - jeździ ręką po moim brzuchu i całuje szyję.
 - Nic, nic.. - odsuwam się delikatnie.
 Odwraca mnie do siebie i patrzy w oczy. Widzę jak marszczy brwi, jednak nic nie mówi.
- Zapiszę cię na kurs - odzywa się po chwili.
 - Jaki kurs?
 - Prawa jazdy kochanie - podnosi czajnik i zalewa moją herbatę.
 - Och.. Może nie teraz? Jakoś... Kiedy indziej Harry.
 - Co się dzieje Tonnie? - pyta twardo i wbija we mnie wzrok. - Tylko proszę "nicowanie" na mnie nie działa.
- Wszystko jest w porządku.
- Mów dziewczyno.
- No mówię -uśmiecham się.
- Jesteś dziwna. Zależało ci na kursie. Przecież nie masz co robić.
- Ale nie czuje się na siłach..
- Co się dzieje? - odgarnia mi kosmyki włosów, w drugiej ręce trzymając kubek.
- Przytul mnie..
Całuje moje czoło, mocno mnie obejmując wcześniej odstawiając napój.
- Kocham Cię.
- A ja ciebie. Najmocniej Antonietta.
- Wiem. - mocno się go uczepiam.
 Głaszcze mnie po włosach. Stoimy przez chwile ciszy, gdy mówi.
- To już mamy marry.
- Herbata..
- Tak. Herbata.
Dochodzi do mnie słowo które się układa. O boże! Patrzę na chłopaka nie wiedząc jak się zachować.
 - Pozwól, że dojdziemy do końca układanki i wtedy zastanowisz się nad odpowiedzią.
 - Ty..
 - Ja - kiwa głową.
 - Okay. Poczekam.
Całuje mnie i podaje kubek z herbatą. Teraz mam pewność. On chce żebyśmy byli małżeństwem. Może nie teraz, ale chce.
~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
i jeszcze jeden rozdział i epilog. To smutna świadomość :(
Ale za to dobra jest taka, że Love Me Like you Do zostało już całkowicie napisane
i czeka na dodanie rozdziałóW. MAM NADZIEJĘ, ŻE DODACIE SIĘ DO ZAKŁADKI
"INFORMOWANI". lmlyd-fanfiction.blogspot.com


pamiętajcie o romantycznej historii o Lou, bo narzekacie że nie ma o Lousiie, a nie wchodzicie.
http://night-in-paris-fanfiction.blogspot.com/
dzisiaj został dodany epilog na Russian Girl
http://travel-fanfiction.blogspot.com/

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 38

Wychodzę ze szpitala po kolejnych zajęciach rehabilitacji. Jest okropna pogoda. Po prostu urwanie chmury. Z auta jak na zawołanie wysiada Harry i Riley. Idą w moja stronę z parasolem. Mam nowy samochód. Prezent od Harryego. Ten sam mercedes który zniszczył się w wypadku.
 - Aż dwóch? - uśmiecham się do nich.
 - Dla lepszego towarzystwa - Riley odwzajemnia gest, a mój chłopak całuje mnie w policzek.
 - Cześć skarbie. Chodź, jedziemy zobaczyć twój dom.
 - Nie musimy. To nowe miejsce, nie pomoże Ci.
 - Nie chcę, żeby mi pomogło - śmieje się. - Proszę - podaje mi klucze i otwiera drzwi od auta.
 Całuje jego policzek i wsiadam
 Mam dzisiaj naprawdę dobry humor. Nawet Emilia nie przeszkadzała mi rano. Za niedługo poród.
 Chodzi wielka jak wieloryb. Tata jest na prawdę przejęty.
 Nie no...Fajnie, że będę mieć brata.
 Nie mam zamiaru się tam wtrącać. Wiem że już nie będę córeczką tatusia przez jej ciążę, ale to było do przewidzenia.
 Siedzę z Harrym z tyłu. Jego wujek prowadzi. Mężczyzna łapie moją rękę i całuje.
 Kładę głowę na jego ramieniu i patrzę przez przednią szybę.
 - W następnym roku idziesz na studia. Przeze mnie zawaliłaś złożenie papierów w odpowiednim czasie - mówi i słyszę w jego głosie smutek.
 - Złoże przy następnym naborze Harry.
 - To właśnie powiedziałem. Czyli za rok.
 - Właśnie się zgodziłam. - potwierdzam.
 - Dobrze, że to ustaliliśmy - uśmiecha się szeroko i daje mi krótkiego całusa. - Jak noga? - zmienia temat.
 - Dobrze. Myślę że jest już całkowicie sprawna.
 - Mam nadzieję, że już naprawdę wszystko będzie dobrze - wzdycha i wyjmuje dzwoniąc telefon z kieszeni. - Tak Louis? - marszczy brwi.
 - Co się stało?- pytam cicho.
 Patrzy na mnie, ale nie odpowiada. Dalej trzyma moją dłoń w swojej, słuchając co mówi jego przyjaciel. - To przekaż, że kurs jest do firmy Iana. Gdzie was zatrzymali? Podjedziemy.
 Czyli kłopoty. No tak, przecież tak dawno ich nie było..
 Mam nadzieję, że nie nielegalne. Błagam, oby nie. Harry rozłącza się i pochmurnieje.
- Riley, zatrzymasz się przy następnym skręcie? Zatrzymali transport za prędkość. Ale chcą przeszukać cały towar, a Louis nie ma na nie papierów. Tylko ja.
 - Jasne. - mężczyzna patrzy na mojego chłopaka w lusterku i wraca wzrokiem po chwili na jezdnie.
 - Nie zmieniamy planów. Pojedziemy do twojego domu. I nie przejmuj się. Nic się nie dzieje - całuje moją skroń.
 - Jest okay. - kiwam głową.
 Gdy tylko auto się zatrzymuje, Harry zabiera parę porozrzucanych na przednim siedzeniu teczek i wysiada.
 - Jak myślisz? - pytam Rileya.
 - Zaraz ich puszczą - stuka palcami o kierownicę. - Harry nie bawi się już w czarny handel.
 Nachylam się do przodu i pytam bardzo cicho w obawie że jednak ktoś usłyszy.
 - Myślisz że byłby dobrym ojcem?
 - No cóż...- zasępia się na chwilę. Przejeżdża palcem wskazującym po dolnej wardze. - Myślę, że tak. Harry okropnie się o ciebie troszczy. Na dziecko przelałby tej troski taką samą ilość. Tak. Byłby dobrym ojcem.
 - Dobrze że cię mam. - całuje jego policzek.
 Uśmiecha się do mnie, ale w jego oczach błyszczy iskra ciekawości.
 Wracam na miejsce i zamykam oczy. Ponoszą mnie myśli.
 Jakie są moje plany na przyszłość? Harry i studia. Chciałby rodzinę? Och, nie wiem tego. Najpierw powinien sobie wszystko przypomnieć.
 Wraca do mnie jakieś dwadzieścia minut później. Widać po nim że nieźle się musiał naprodukować co mnie rozśmiesza.
 - Co cię tak bawi? - burczy zaciskając usta jak pięciolatek.
 - Ty - trącam jego ramię.
 - Louis dostanie większy opierdol jak jutro wrócę do pracy. Zapnij pas - upomina mnie i całuje w policzek. Kolejny raz dzisiejszego dnia.
 - Jest jakiś taki bardziej delikatny, subtelny.
 To trochę do niego nie podobne. Ale to bardzo miła odmiana. Podoba mi się. W duchu unoszę kąciki ust w uśmiechu. Przez najbliższe dziesięć minut wyglądam za okno, próbując rozpoznać okolice. To jedno z bardzo bogatych osiedli w Londynie. Parkujemy w końcu przed jednym z budynków.
Wysiadam z auta gdy Riley przytrzymując parasol, otwiera mi drzwi. Znów się rozpadało. Już wiem gdzie jesteśmy. W Chelsea. Dokładnie Wycombe Square.
 - Masz dom na samej Moles Hill - Harry podbiega do mnie, aby nie zmoknąć.
 Riley zostawia nas i wraca do auta.
 Chwilę później odjeżdża. Czuję podekscytowanie. Mój własny dom. Jest piękny.
 Dom jest dziwną bryłą. Dach jest większy niż jego podstawa co daje świetny efekt. Mam wrażenie, że stojąc na brukowej kostce, mam przed sobą wysoki hol z lampkami w suficie. To jedynie miejsce przed drzwiami, które są szklane tak jak ściany. W niektórych miejscach są drewniane wstawki. Ogólnie budynek ma kształt litery L i za kreskę poziomą robi garaż przystawiony do ściany domu.
 - Wchodzimy? - pyta Harry, patrząc na mnie z uśmiechem.
 Zaskoczona tym wszystkim, kiwam jedynie głową. Trzymam w ręku klucze, którymi otwieram drzwi. Powoli przekraczam próg nowego miejsca. Rozglądam się podziwiając każdy szczegół idealnie, zaprojektowanego wnętrza. Widzę biały, ogromny dywan na którym stoją brązowe meble dopasowane do beżowych ścian. Tuż po mojej prawej stronie, znajdują się schody prowadzące na pierwsze piętro.
 Kręcę głową niedowierzająco. To wszystko moje. Takie piękne... Tata na pewno chciał, abym czuła się tu dobrze. Zadbał o to. Biorę głęboki oddech i ruszam w głąb domu. Wiem, że Harry idzie za mną. Jego obecność jest dla mnie bardzo ważna.
 Skręcam w prawo i przez szeroki łuk wchodzę do pomieszczenia, które okazuje się być stylową, ale nowoczesną kuchnią. Wysokie krzesła barowe, stoją przy pół wysepce. Zauważam świetnie wbudowaną zmywarkę oraz lodówkę. Wszystko wygląda jak jedna ścianka meblowa. Po lewej stronie jest przeszklona ściana z widokiem na piękny ogród rozciągający się bardzo daleko. Spostrzegam basen. Taki prawdziwy, murowany basen, który teraz jest zakryty. Jedno wielkie wow...Nie umiem opisać swojego zachwytu, bo jest naprawdę ogromny.
 Czuję silne ramiona wokół swojej talii. Ciepły oddech otula moją szyję.
 - To jak misiu? Może teraz twoja sypialnia - szepcze do mojego ucha. Czy on już tu był? Wszystko widział?
Dźgam go łokciem w brzuch ale i tak idę do wspomnianego pomieszczenia.
 Jest na piętrze, od razu przy schodach. Popycham drzwi i wchodzę do środka.
 Granat. To pierwsze co przychodzi mi na myśl. Króluje tu ten ciemny kolor a gdzieniegdzie dostrzegam beżowe wstawki.
 - Pasuje do ciebie - mówi Harry, przeczesując palcami włosy.
 - Podoba mi się. Bardzo.
 - Duży ten dom. Tylko się nie zgub.
 - Będę się bała.
 - Masz najlepsze zabezpieczenia.- uspokaja mnie.
 - A jak się zepsują? - wiem że trafiam w słaby punkt. Wierze że mu na mnie zależy i wiem jaki jest przewrażliwiony.
 - Nie mów tak - przyciąga mnie do siebie. - Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
 - Nic nie zrobisz jak cię tu nie będzie.
 - A ty chcesz, abym tu był? - pyta cicho.
 - Chcę żebyś zawsze był..
 Podnosi mój podbródek i uśmiecha się promiennie. Delikatnie muska moje usta, wciąż patrząc mi w oczy.
 Odwzajemniam gest zadowolona.
 - Pomysł zamieszkania razem bardzo mi się podoba. Będę miał cię na oku i pod kontrolą. A wiesz o tym, że jest to dla mnie ważne. Chodź, idziemy oglądać dalej ten twój dom - splata nasze palce i opuszczamy szykowną sypialnię.
 ~*~
 Kończę pakowanie rzeczy w pokoju. Wszystko jest już w pudłach. To znaczy nie. Wiele rzeczy tu zostawiłam, tak na wszelki wypadek. Ale zupełnie jestem gotowa do przeprowadzki.
Siadam na łóżku jeszcze raz rozglądając się po swojej sypialni. Właśnie rozpoczynam dorosłe życie. Sama. Z Harrym, ale samodzielnie. Ta myśl bardzo mi się podoba.
Poprawiam związane w kucyk włosy i uśmiecham się sama do siebie. Byłam dzisiaj na fitnessie. Już po raz kolejny. Zaczęłam ćwiczyć, bo chcę się ruszać. Figurę mam, ale wysportowanie również się przyda. Myślę, że jest coraz lepiej prócz tego, że Harry nie odzywa się do mnie od tygodnia. Nie dzwoni, ani mnie nie odwiedza. Zapewne ma bardzo dużo pracy, ale to jest dziwne. Bardzo dziwne. Martwię się. Jak mam tego nie robić? Przecież go kocham i wszystko co go dotyczy, mnie obchodzi.
Ostatnim razem taka sytuacja nie skończyła się dobrze. Ale teraz Harry nie ma już problemu z prawem.
 Jednak mam nadzieję, że szybko się dowiem co się stało. Na pewno nie jest na mnie zły. Nie ma o co. Wysyłam kolejnego smsa, ale nie odpowiada. Wzdycham cicho.
~Ian~
 Palce mojej małżonki wbijają się w moje ramię, gdy stoimy dosłownie na skrzyżowaniu.
 - Już kochanie, zaraz będziemy.. - staram się zachować spokój.
 - Nienawidzę cię - mówi przez zęby.
 - Cicho mała... Proszę, jeszcze chwila.
- Ale ja nie wytrzymam - jęczy głośno. W szpitalu nie idę na porodówkę. Nie dałbym rady. Za to Harryemu każe przywieźć moja córkę.
 Przyjeżdżają godzinę później.
 - Już? - pyta brunet. Trzyma za rękę Antoniette.
 - Jest w środku. - pokazuje na drzwi.
 - Czyli rodzi. Czemu cię tam nie ma tchórzu ? - kpi ze mnie, chociaż nie wygląda.
 Mrożę go wzrokiem. Po chwili słyszę płacz. Ulga.
 - No idź. Syna masz! - popycha mnie do drzwi.
 Wchodzę na salę i widzę zmęczoną ale szczęśliwą dziewczynę. Dostaje syna na ręce.
~Antonietta ~
 Stoję w sali Emilii i patrzę na brata w inkubatorze. Dziewczyna śpi, a ojciec robi kolejne zdjęcie. Naprawdę jest ładnym chłopcem. Nie mogę go nienawidzić. Jesteśmy rodzeństwem. Harry obejmuje mnie w talii, ale nic nie mówi. W ogóle wygląda jak pół przytomny.
- Wszystko okay? - szepcze.
 - Co? - patrzy na mnie z góry. - Tak. Musimy porozmawiać.
 - Dobrze - mówię nie dając po sobie poznać jak bardzo zaniepokoiły mnie te słowa.
 Jeśli on chce mnie zostawić to ja tego nie przeżyję. Dlaczego mam najgorsze obawy?
 Brunetkę budzą do karmienia więc wychodzimy.
 Harry idzie ze mną i trzyma mają rękę. Raczej nie pozwala się odsunąć nawet na chwilę. Zżera mnie ciekawość. Co się stało? Czego nie wiem. Wsiadamy do samochodu. Harry zajmuje miejsce kierowcy.
 Całą drogę siedzę jak na szpilkach. Nie może mnie zostawić. Nie teraz. Nie dam rady bez niego.
 - Nie denerwuj się tak - wzdycha i parkuje przed kasynem. - Tam nikogo nie ma. Chodź.
 Bez słowa robię co mówi. Znajdujemy się wewnątrz lokalu.
 Prowadzi mnie do gabinetu. Siada za biurkiem, a ja naprzeciw. - Pamiętam.
 - Co takiego?
 - Pamiętam - splata palce. - Potrzebowałem czasu. To było dziwne. Wszystkie te wspomnienia i...Nienawidzę jak kłamiesz, więc z łaski swojej nie próbuj tego więcej.
 - Co? O czy... Och. Najważniejsze że pamiętasz - uśmiecham się.
 - Ale nic się nie zmieniło - patrzy na mnie. - Wciąż Kocham cię tak samo.
 - Wiem, ale cieszę się że pamiętasz wszystko.
 - Też mnie to cieszy. Chodź tutaj - wskazuje na kolana.
 - Tu mi wygodnie.
 - I znów się kłócisz? Chodź, mam dla ciebie prezent.
 - Nie chce się kłócić.. Możesz dać mi go gdy jestem tutaj. - poprawiam się.
 - Nie. Chodź tu i nie gadaj tyle. Boże, co za uparta kobieta - wywraca oczami, wyjmując coś z szuflady, lecz nie wiem co.
 -Nie chce siadać na twoich kolanach. Po prostu.
 - O co ci znowu chodzi? Zresztą nie ważne.
 Wypuszczam powoli oddech i okrążam biurko siadając na tych jego kolanach.
 Nie chce żeby był zły.
 - Proszę - podaje mi małe granatowe pudełeczko. W środku widzę zawieszkę do łańcuszka. To literka M.
 - Dlaczego M? - patrzę na chłopaka.
 - Dowiesz się za jakiś czas - odpowiada zwięźle i wręcza mi złotą kopertę. Powoli ją otwieram i zauważam dwa bilety do Florencji.
 - Są nasze?
 - No wiesz jeśli chcesz lecieć z kimś innym i nie jest to mężczyzna, to możesz - mówi obejmując mnie ręką.
 - Chyba żartujesz - łapie jego rękę i biorę w dłonie. - Super.
 Opiera brodę na moim ramieniu. Czemu mam wrażenie, że czegoś się obawia?
 Odkładam jego dłoń na moje udo.
- No powiedz.
 - Co kochanie?
 - Dlaczego M?
 - Bo to część układanki. Musisz być cierpliwa.
 - Jakiej układanki?
 - Ważnej. Wiesz, że nie chcę cię stracić? Że chcę być z tobą na zawsze?
 - Mam nadzieję.
 - Kocham cię.
 - Ja ciebie też. - wstaje.
 - Wracamy. Musisz się spakować. Lot jest wieczorem.
 - Szybko. No dobrze. - wracamy do naszego nowego domu.
Bardzo mi się tu podoba. Oraz to, że nie jestem sama.
Wchodzę do pokoju i pakuję te rzeczy, które już tu są. Parę sukienek, buty, kostium kąpielowy.
~~~~~~~*~~~~~~~~~~~
Prosimy, zostawcie komentarze :) Niech każdy coś napiszę. Zostały jeszcze 2 rozdziały i epilog. Natomiast własnie przerabiamy 30 rozdział książki i zostało jeszcze 9. Oraz nowy epilog do napisania.
Przypominam o http://lmlyd-fanfiction.blogspot.com/

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 37

Budzę się naga pod satynową kołdrą. Czuje za sobą ciepło chłopaka. Obejmuje mnie ręką. Wiem, że śpi. Słyszę jego pomruk. Poprawiam się tak by go nie obudzić. Wtulam policzek w poduszkę. Był taki... taki mój tej nocy. To było coś magicznego. Zatracaliśmy się w sobie bez żadnych granic. Nie wiedziałam gdzie kończę się ja, a zaczyna on. Kładę dłoń na jego, która leży pod moimi piersiami. Do pokoju wpadają pojedyncze promienie światła. Okno przysłonięte jest zasłonami. Stwierdzam, że wcale nie jest tak wcześnie, ale mi się nigdzie nie śpieszy. Zostaję tu. W jego ramionach.
- Kocham Cię.. - mruczę patrząc w punkt przed siebie. Mężczyzna budzi się dopiero jakiś czas później.
- Cześć piękna - szepcze do mojego ucha i całuje mnie tuż za nim.
- Cześć. - przewracam się na plecy i patrze na niego.
Podnosi się na ręce i praktycznie jest nade mną. Posyła mi uśmiech. Zapomniałam jak wyglądał taki zaspany po seksie.
- Jesteś najpiękniejsza.
- Nie wiesz tego.
- Owszem, wiem to. Jesteś najpiękniejsza, seksowna, mądra i moja. Wiem, że jesteś moja.
- Jestem twoja - Potwierdzam.
Pochyla się całując moje usta.
- Jesteś. I jesteś najbardziej zaskakującą dziewczyną z jaką miałem do czynienia.
- To dobrze?
- Bardzo dobrze Antonietto - uśmiecha się. Podoba mi się to w jaki sposób wymawia moje imię. Jest w tym coś nadzwyczajnego.
Rozsuwa ręką moje nogi i wbija się we mnie, a wtedy wszystko rozsypuje się a ja odpływam w falach rozkoszy.
~*~
Odwiózł mnie dzisiaj na rehabilitację. Nie pozwolił zawrócić. Siedział i patrzył jak ćwiczę. Może trochę mnie to dekoncentrowało, ale cieszyłam się że mam wsparcie. Szczególnie, że w tak ważnej osobie jak Harry. 
Ćwiczenia nie były trudne. Musiałam rozruszać swoją nogę. Troszkę bolało, ale dałam radę. Od razu po wyjście przytulił mnie i powiedział, że jest dumny. Uśmiechałam się przez całą drogę do domu.
Teraz grzecznie siedzę przy stole i gram z nim w jego kasynie. Znów odżyło. Ma jeszcze więcej klientów niż w ostatnich miesiącach. 
- Wygrałam.. - mamroczę pod nosem widząc nowo rozdane karty.
- Gratuluję słońce.
- Co dostanę?
- Co byś chciała? - wbija we mnie wzrok, który przewierca mnie do samego kręgosłupa. Czuję dreszcz. Oblizuje dolną wargę.
- A co proponujesz? - opieram się.
- Kobiety mają pierwszeństwo Tonnie.
- Czekolada.
- Czekolada - kiwa głową. On co wymyślił. - Dobrze. Będzie czekolada.
- Zwykła tabliczka czekolady Harry.
- W porządku, przecież się zgodziłem - oponuje.
- W porządku. - kiwam głową.
Pochyla się do przodu i bierze karty w rękę. Zaczynamy kolejną partię, kiedy do stolika podchodzi Agnes i kładzie dłoń na jego ramieniu. Pochyla się mówiąc mu coś do ucha, a ten kiwa głową.
- Przepraszam na chwilę kochanie - podnosi się i zmierza do stołu pod ścianą.
Podaje rękę jakiemuś wysokiemu mężczyźnie co ten odwzajemnia. Przez chwilę rozmawiają, czego nie jestem w stanie usłyszeć. Harry wskazuje ręką na kasę i obydwoje tam zmierzają.
Poprawiam się na wysokim krześle i zakładam nogę na nogę. Nigdy wcześniej nie widziałam tego mężczyzny. Stukam paznokciami o szklankę z alkoholem stojącą przede mną. Zapewne jest to ktoś nowy - myślę, biorąc łyk whiskey. Prawie wszystko wróciło do normy. Spotkania w kasynach, randki, noce. Nie pamięta, to co? Przypomni sobie, a nasz związek toczy się dalej.
Przejeżdżam palcami po granatowym materiale sukienki, którą wybrał dla mnie Harry. Uznał, że będzie pasować do moich oczu. Zresztą był bardzo stanowczy na zakupach. Wszystko co wybrał podobało mi się i było odmiennością mojego stylu.
Rozglądam się raz jeszcze i zauważam jak mężczyzna z którym rozmawiał, opuszcza kasyno z walizką pieniędzy, a Harry do mnie wraca. Szczęściarz, wygrał dzisiaj.
Podchodzi do mnie od tyłu i całuje we włosy, a później siada na swoim miejscu.
- Pięknie wyglądasz - uśmiecha się nonszalancko i poprawia poły ciemnej marynarki dopasowanej do czarnej koszuli.
- To mój stylista.
- Stylista nie sprawi, że będziesz wyglądać idealnie. Nie lubię jak każdy na ciebie patrzyć. Hm, chyba zastanowię się nad czym czy zabierać cię w miejsca publiczne - och sarkastyczny Styles.
- Będziesz mnie zamykał?
- Nie wiem. Zastanowię się. Graj.
- Naprawdę chcesz się ze mną drażnić? Wiadomo, że postawie na swoim. - rzuca mi gniewne spojrzenie i podnosi się z krzesła. Nie jest dobrze. On jest nieprzewidywalny. Wyjmuje z moich rąk karty i rzuca je na stół.
- Zły ruch Tonnie - przerzuca mnie przez ramię. Chwilę później przechodzi przez całą salę ze mną na rękach. Czuję się nieco nie komfortowo. Wróć. Bardzo! Niesie mnie do swojego bmw mimo moich protestów.
- Harry - burczę, gdy zapina mnie pasem.
- Kotku - muska moje usta i zamyka drzwi. No tak, zignoruj mnie. Wsiada do auta, a ja zakładam ręce na klatkę. Bardzo gwałtownie ruszamy.
 - Jedziemy po nagrodę. Będzie czekolada. Jak sobie życzyłaś.
- Tabliczka - zaznaczam.
- Ależ oczywiście.
Opieram się o fotel i przymykam oczy. Dojeżdżamy do domu Hazzy. Zdaje sobie sprawę, że nie widziałam prezentu od taty. Jakoś kompletnie wyleciało mi to z głowy. Wypadałoby w końcu zobaczyć ten dom. W końcu jest mój. Własny. Idziemy przed wejście i Harry wpuszcza nas do środka. Brunet zdejmuje marynarkę. Bierze mnie za rękę i prowadzi do sypialni.
Idąc rozglądam się. Nic tu nie zmienił. Jedynie posprzątał. Tylko tyle.
- Usiądź. Zaraz przyjdę - mruczy i opuszcza pokój.
 Siadam i bawię się palcami. Zupełnie nie wiem co on zrobi. Wzdycham cicho.
Wraca po całych pięciu minutach z kubkiem w ręku. Posyła mi uśmiech.
- Twoja czekolada. Chciałaś to będzie. A za twój sprzeciw w kasynie, rozbierzesz się teraz dla mnie.
- Pff.. Ty możesz a ja nie? - biorę moją nagrodę.
- Zostaw - zabiera mi ją. - Rozbieraj się, albo sam to zrobię - siada na łóżku odpinając kołnierzyk koszuli.
 - Czekolada - tupię nogą.
 - Będzie. Najpierw się rozbierz.
 - To nie jest fair.. - zakładam ręce na piersi.
 - To jest fair. Zrób to szybciej, bo wystygnie.
Przewracam oczami i rozpinam swoją sukienkę. W zasadzie to dobrze widzieć błysk w jego oczach, gdy się rozbieram. Materiał opada do moich kostek i kopie go w bok.
- Daj.
Kręci głową i łapie moją rękę. Gwałtownie opadami plecami na łóżko. Stawia kubek na szafce i zsuwa moje majtki. Rzuca je na podłogę. Nie daj mi dojść do słowa, ponieważ mnie całuje. Bardzo zachłannie. Podkłada chłodna rękę pod moje plecy i rozpina mi stanik. Czuję, że mnie pragnie ale jego zamiarem nie jest przespanie się ze mną. Przynajmniej nie w tej chwili.
- Piękne ciało, mojej pięknej dziewczyny - uśmiecha się znacząco. Sięga po kubek stojący obok. W nim jest łyżeczka. - Leż spokojnie.
Nie ma bata że jestem cała czerwona.
- Chcesz? - bierze czekoladę na łyżeczkę. - Otwórz buzię.
Zagryzam wnętrze policzka i po chwili rozchylam wargi .Daje mi do ust słodkości. Siedzi na mnie okrakiem, ale nie przygniata mojego ciała.
- Pozwolisz, że też spróbuję. O, stąd - brudzi moją lewą pierś.
Chcę mu nagadać, ale gdy czuję jego usta zapominam o tym.Jego język zlizuje wszystko z brodawki, a potem ją przygryza.  Podnoszę się lekko i opieram na łokciach.
 - Leż, bo cię zwiążę - karci mnie surowym głosem. Daje mi łyżeczkę i to co zrobił z jedną piersią, robi z drugą. Znaczy również moją szyję. Nie śpiesznie jego usta usuwają czekoladę z mojej skóry.
 - Harry...- jęczę cicho, gdy robi mi malinkę. Wie gdzie są takie miejsce przez które dostaję obłędu.
 - Jesteś taka słodka kochanie - mruczy do mojego ucha. Prostuje się, spoglądając w moje oczy bardzo wyzywająco. Kolejna porcja czekolady ląduje na moim ciele. Tym razem jest to brzuch. Harry oblizuje wargi i pochyla się z powrotem. Powoli, co jest dla mnie torturą, przesuwa językiem wzdłuż mostka do pępka. Powtórnie jęczę.
- To ja miałam dostać czekoladę - protestuję.
 - Dostajesz. Na swoim ciele. Leż, bo naprawdę wezmę pasek.
 - Nienawidzę cię.. - mamroczę.
 - Kochasz mnie. I jest ci dobrze - schodzi niżej. Tam.
 Zaciskam palce na pościeli a moje ciało reaguje momentalnie, plecy wyginają się w łuk, a oddech przyspiesza.
- Słodka jesteś Tonnie - powtarza i zlizuje czekoladę.
 Moje palce zaciskają się w jego włosach.
 Gdzie on nauczył się doprowadzać kobiety do takiej rozkoszy?
 Tego zdecydowanie nie zapomniał. Jest ekspertem.
 - Spróbuj dojść, a przelecę cię na każdy możliwy sposób kotku - ostrzega, a potem znów muska językiem moje wargi.
 - Ugh.. - wytrzymuje jeszcze tylko kilka sekund i szczytuje. To zbyt silne
Nie umiem panować nad swoim ciałem. Opadam na poduszki i głośno oddycham. Próbuję pozbierać myśli. Przychodzi mi to z trudnością. Widzę, że Harry odstawił kubek i rozbiera się. Czarna koszula lądują na podłodze. Rozpina spodnie.
 - O Boże.. - dysze odgarniając sobie włosy z twarzy. To było takie... dobre.
 - Podobała ci się nagroda? - pochyla się i znajduje nade mną.
 Kiwam głową dochodząc do siebie.
 - To od jakiej pozycji chcesz zacząć? - sięga po prezerwatywy.
 - Bardzo.. - biorę wreszcie głęboki oddech. -.. zabawne.
 - Wybieraj. Pozwalam.
 Kręcę głową na prawdę mając go dość.
 - To ja wybieram. Odwróć się.
 Przewracam się na brzuch by się z nim nie kłócić. Wiem co chce zrobić i to sprawia że podniecenie szybko wraca. Przez chwilę nie czuję jego ciepła. Ale szybko daje o sobie znać, wbijając się we mnie. Zaciskam mocno usta podtrzymując krzyk. Porusza się we mnie już naprawdę wolno. Daje mi poczuć każde doznanie. Co chwila słyszę jego imię i zdaje sobie sprawę z tego że to ja je powtarzam.
 Zmęczenie już dawno odpłynęło. Harry bierze mnie na bardzo dużo sposobów i nawet nie jestem w stanie zliczyć ile razy dochodzę. Opadam na niego czując kolejną fale rozkoszy.
Obejmuje mnie ramionami i całuje po włosach.
- Jesteś moim największym skarbem.
 Uśmiecham się i odpływam zmęczona.
~~~~*~~
Ta..da..da :) Cześć. Jestem naładowana pozytywną energią po meczu.
Fajnie, że tak dużo was odpowiedziało na nasze pytania. Pojawiło się wiele wypowiedzi o Barbarze Palvin. Powiem tak. Lubię ją, ale porzygam się jeśli będzie w kolejnym opowiadaniu. Ona jest wszędzie. Harry Barbara, Barbara Harry. Co jest fajnego w tym, że w kazdym ff bohaterka wygląda tak samo? Idealnie z dużymi piersiami? Barbara Palvin nie mogłaby byc Antoniettą. Zobaczcie ile Tonnie ma wad. Jest drobna, nie jest to kobieta z okładek playboya, bo i tam Barbara się nadaje. Po prostu ma piękne ciało i w ogóle...no nie można jej wiele zarzucić. Dlatego wyjaśniam czemu wzięłyśmy tę oto bohaterkę :)

środa, 14 stycznia 2015

Rozdział 36

W tych szkłach widzę po prostu idealnie. Jest coraz lepiej. To znaczy z Harrym. Opowiadam mu dużo, a on to przyjmuje w ten jego sposób. Rozmawiamy prawie codziennie. Jestem pełna nadziei.
Właśnie siedzę przed laptopem jedząc pączki. Akurat rozmawiam z Gem i panią Styles. Są zabawne. Harry za to chodzi za nimi w bokserkach, bo wyszedł spod prysznica. Naprawdę poprawia mi humor i podtrzymują na duchu.
 - W sumie to dzięki temu wypadkowi w końcu nas odwiedził - mówi kobieta.
 - Chociaż tyle dobrego..
 - I cię poznałam. Jeju Hazzuś ma wreszcie idealną dziewczynę.
 - Powtórz to jeszcze raz, a więcej cię nie odwiedzę - mówi Harry rozwieszając ręcznik. - Nie nazywaj mnie tak.
Chichoczę cicho. Zapomniałam jak dobrze ten mężczyzna wygląda bez ciuchów.
 - Idźcie stad. Każda ma jakieś zajęcie. No już.
 - Gbur - mówi gemma i go wymija.
 - Zolza...- wykrzywia się za jej plecami.
 - Jesteś podły..- mówię.
 - Wiem - przeczesuje włosy i siada naprzeciwko mnie.
 Uśmiecham się i bezwiednie zagryzam wargę.
 - Ładna ta twoja sukienka - mruga do mnie.
 - Dzięki..
 - Chyba zacznę cię podrywać - mówi po namyśle.
 - Pewnie ci na to pozwolę. - przekrzywiam głowę.
 - Wiesz co? Zacznę od dzisiaj. Mówiłem, że jestem zazdrosny?
 - Mówiłeś i udowadniałeś.
 - I bardzo dobrze - siada wygodniej na krześle.
 - Nie wiem co jeszcze mogę ci przypomnieć, opowiedzieć.
 - Jedziemy do domku? Słyszałem od prawnika, że jest twój skarbie. - zakłada ręce na klatkę.
 - Zrobiłeś to jak..- tego nie chcę wspominać. - ..mogę ci go oddać.
 - Nie. To prezent.
 - Więc chętnie tam pojadę.
 - Może sobie coś przypomnę. Mam nadzieje.
 - Ja też - przyznaje.
 - Ale nie martw się. Słońce, serce wie swoje.
 Uśmiecham się czule na te słowa. Posyła mi buziaka i zakłada koszulkę.
- Idź spać. Przyjadę jutro.
 - Nie potrzebuje dużo snu. Pewnie zejdę na dół i jeszcze zdążę się na wpieprzać.
 - Poczekaj, nie wyraźnie mówię? - unosi brew. - Do łóżka. Teraz. W tej chwili.
 - Nie, nie idę jeszcze spać.
 - Idziesz. Masz się wyspać.
- Pa Harry - pajac.
 - Za godzinę tam jestem i śpisz.
 - Chyba żartujesz?
 - Nie - wstaje, zakładając czarne spodnie. Chowa portfel oraz kluczyki.
 - Harry no weź.. Nie wygłupiaj się.
 - Włącz sobie kołysankę. Zostało ci juz tylko pięćdziesiąt dziewięć minut skarbie.
 - Ale ja teraz już na pewno nie zasnę. - to głupie ale zaczynam panikować.
 - Dlaczego? Nie spałaś nigdy przy mnie? - chyba będzie prowadził samochód. Nie lubię samochodów.
 - Nie raz ale to co innego...
 - Co innego, bo nie pamiętam? Przez to jestem obcy? - zatrzymuje się.
 - Ja jestem..
 - Nie jesteś - odpowiada cicho. - Już mówiłem. Wiem, że Cię Kocham. Po prostu nie pamiętam co robiliśmy ale świadomość że jeśli ci się coś stanie to nie przeżyję, jest.
 Powiedział to. Przecieram oczy gdy czuje pojawiające się łzy. Ściska mnie serce. Tęskniłam za tymi dwoma słowami.
 - Jedź ostrożnie..
 - Dobrze kochanie - zamyka komputer.
 Wstaje i powoli schodzę na dół tylko się napić.
 Trochę mnie zaskoczył. Ale pozytywnie.
 Opieram się o blat i nalewam soku do szklanki.
 - Zrobić ci coś do jedzenia? - pyta Tessa.
 - Nie, dziękuję.
- Dobrze.
 - Dobranoc - kuśtykam na górę.
 - Dobranoc - słyszę za sobą. Idę do pokoju.
 Zamykam drzwi i kładę się do łóżka. Równo, naprawdę równo godzinę później słyszę otwieranie pokoju. Przykrywam się szczelniej czując podmuch wiatru.
 - Miałaś spać - podchodzi do łóżka.
- To nie moja wina, że nie mogłam zasnąć.
Zdejmuje marynarkę i odwiesza ją na krzesło. Kładzie się obok. Z lekką trudnością obracam się i po prostu przytulam. Obejmuje mnie ramieniem. Jeździ ręką po moich plecach. Wreszcie mam go koło siebie. Mam nadzieję, że tak zostanie. Czuję jego perfumy i przy tym zapachu zasypiam.
Budzę się sama w łóżku. Och nie... Przecieram oczy i zawiedziona wstaje idąc do łazienki.
Biorę szybki prysznic. Potrzebowałam się odświeżyć. Owijam się w szlafrok. I wracam. Mamy dzisiaj jechać do domku.
 ~Harry~ 
Siedzę na kanapie rozmawiając z przyjacielem. Kompletnie nie rozumiem swojej dziewczyny.
- Może ja ją przekonam o leczeniu?
- Jeśli ci się tylko uda.
 Wstaję i idę na górę. Muszę z nią porozmawiać. W ogóle to naprawdę mam seksowną dziewczynę.
Stoi przy łóżku i kończy go ścielić.
 Przytulam ją od tyłu i całuję w policzek.
 - O.. Jesteś.
 - Jestem.
 - Cieszę się.
 - Musimy porozmawiać. Siadaj - mówię stanowczo. Nie będę się z nią bawił. Ma się wziąć w garść.
Spełnia moje polecenie. Patrzy na mnie zaniepokojona. Opieram się o drewniane biurko stojące obok łóżka. Kręcę głową.
- Nie mądra jest pani, panno Rush. Co się stało z nogą? Zapewne była złamaną, ale wciąż jest uszkodzona. Widziałem jak chodzisz. Nie podoba mi się to oraz to co z tym robisz. Czyli nic - wbijam w nią surowy wzrok.
 - Rozchodzi się. - wygląda jakby jej ulżyło.
 Nie wiem co ona sobie w tej główce pomyślała, ale jest bardzo urocza.
- Nie. Wyleczy się. Sam tego dopilnuję.
- Nie wiem jaki masz problem. Na prawdę jest w porządku.
- Nie jest. Ty przeciwko pięciu osobą? Cienko.
- Uważam, że przesadzasz
 Uparta jest. Już wiem dlaczego jesteśmy razem. Jest delikatna oraz niewinna, ale zrobiła się również śmiała. Może to przeze mnie.
 - Jestem apodyktyczny - karcę ją.
 - Rozumiem.
 - Cudownie. Czyli się rozumiemy. Gdzie jest dom do którego dzisiaj jedziemy? - zmieniam temat. Tonnie jest niemożliwa. Zwariuję z tą dziewczyną. Ale wolę z nią niż jakąkolwiek inną.
 - Ymm.. będę cię prowadzić.
 - Spakowałaś się?
 - Prawie..
 - No to kończ.
 - Okay... To idź.
 - Nie, nigdzie nie idę - zakładam ręce na klatkę.
 Ma rumieńce na policzkach. Jest piękna.
 - No proszę..
 Kręcę głową. Skoro się pakuje to czemu mam wychodzić?
 - Dobra. Oczywiście, pewnie. - dziesięć minut później jest gotowa.
 Podnoszę ją oraz biorę rzeczy dziewczyny. Schodzę z brunetką na dół.
 Trzyma się mojej szyi.
 - Ian, zabieram ją - mówię, stawiając Antoniettę w holu.
 - Jedziemy do domku. - wyjaśnia dziewczyna.
 - Dobrze, uważajcie, błagam.
 - Będ... Jasne - mówi i wychodzimy.
 Otwieram drzwi od samochodu. Wsiada do środka, a ja po niej. Ubrana jest w czarne spodnie jak ja. Biała bluzkę i niebieski sweter z dzianiny. Kolor podkreśla jej oczy.
 Rzeczywiście przez całą drogę mnie kieruje. Jednak przed każdym odezwaniem jakby wacha się chwilę.
 - Co się dzieje Tonnie?
 - To znaczy?
 - Boisz się czegoś? Obawiasz?
 - Ja? Dlaczego? - patrzy przez szybę i karze mi skręcić.
 - Bo wyglądasz jakbyś dokładnie myślała nad każdym słowem - spełniam jej rozkaz.
 Nie dostaje odpowiedzi.
~*~
 Gdy wchodzimy do domku zalewa mnie fala wspomnień przez co robię się czerwona, ale też na moich ustach pojawia się prawie niewidoczny uśmiech.
 Uwielbiam tu przyjeżdżać. Powinniśmy robić to częściej. Może i jemu coś się przypomni?
 - No.. To tu - przerywam ciszę.
 Kiwa głową i stawia moje rzeczy. Przeczesuję palcami włosy. Seksowny. Przystojny. Mój.
 Odwraca się w moją stronę, a jego spojrzenie mówi" Mam szczęście". Widzę w oczach iskierki radości.
 - Zrobię herbaty - kieruje się do kuchni.
 - Nie, zostaniesz ze mną - łapie mój nadgarstek. - Nie uciekaj - jednym ruchem przyciąga mnie do siebie.
 - Nie uciekam - staram się brzmieć przekonująco.
 - Owszem. Uciekasz - lustruje mnie wzrokiem. - Mój charakter się nie zmienił. Dalej stawiam na swoim.
 - Przecież wiem..
 Wzdycha i przypiera mnie do ściany.
- Jesteś nieznośna - mówi po czym mocno całuje moje usta
 Kładę dłoń na jego policzku i oddaje pocałunek. Znowu mogę poczuć jego miękkie usta.
 Robi to bardzo zachłannie. Nie pozwala mi się odsunąć.
 Ledwo co biorę krótkie oddechy które muszą starczać mi na długo.
 Jego ręce trzymają moje nad głową. Nie mogę się ruszyć, ani oderwać.
 Z drugiej strony to takie upajające.
 W końcu dawno tego nie robił, a ja czekałam. Napawam się tym. Przygryza moją dolną wargę, powoli je puszczając.
 Na prawdę w ostatniej chwili powstrzymuje swoje ręce, które wędrowały do guzików jego koszuli.
 - Mam ochotę cię przelecieć, ale możesz to źle odebrać - dyszy patrząc w moje oczy. Płonie w ich pożądanie.
 Kiedy pierwszy raz u nich byłam też powiedział coś takiego.
 On chyba nie chce, abym poczuła się wykorzystana. Muska ustami mój nos i przytula mnie do swojego twardego torsu. Delikatnie wdycham zapach męskich perfum, których używa.
 - Nic sobie nie przypominasz? - pytam cicho.
 - Wiem, że tu byłem. Wiem, że byłem tu z tobą - przymyka oczy. Jego wargi są lekko rozchylone.
 - Nie spiesz się..
 - To są obrazy, które pojawiają się w mojej głowie gdy spotykam coś z czym miałem związek.
 - Hmm.. nie wiem co jeszcze takiego mogę ci pokazać.
 - Pokaż mi siebie Antonietto.
 Marszczę brwi analizując jego słowa.
 Kładzie dłonie na moich biodrach. Delikatnie zatacza palcami kółeczka.
 Delikatnie się odsuwam i patrzę na niego.
 - Pokaż mi każdą cząstkę siebie.
 One stworzą całość tego w czym się zakochałem
 Staje na palcach i jeszcze raz dotykam jego ust.
 Wolno oddaje pocałunek.
 Odsuwam się zagryzając wargę.
 - Po raz drugi pokochałem te usta - przejeżdża palcami po moim policzku.
 Odgarnia kilka kosmyków włosów i zakłada je za ucho.
 Uśmiecham się szeroko. Biorę jego rękę i prowadzę pod moją koszulkę. Daje mu tym pozwolenie o czym wie. Może jestem naiwna a on tylko udaje, ale nie obchodzi mnie to.
Chcę poczuć jego bliskość i ciepło. Nie ważne czy pamięta. Nie skrzywdzi mnie. Tego jestem pewna. To jest mój Hazz...
Ciągnę go na siebie i zdejmuje koszule bruneta.
Robię to bardzo szybko. Unosi mnie, a ja oplatam nogami jego pas. Namiętność bije od nas na kilometr. Gorące usta Harry'ego przylegają do mojej szyi.
Zaplątuje palce w jego włosy i delikatnie ciągnę.
- Nie zrobię nic bez twojej zgody Tonnie. Musisz mi powiedzieć czego chcesz. Nie wykorzystam cię. Chcę ci udowodnić, że moje serce nie ma amnezji.
- Kochaj mnie..
- Z przyjemnością - szepcze, wywołując dreszcze na mojej skórze.

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 35

~Listopad~
Siedzę z Ashtonem w parku. Mimo, że skończyliśmy już licem, nie straciliśmy kontaktu. Podczas mojej śpiączki parę razy mnie odwiedzał. Gdy wyszłam już ze szpitala nie skupiałam się na niczym innym jak na Harry'm i błaganiu, aby nie umierał. Udało się. Teraz nadrabiam czas z przyjacielem, który naprawdę mocno mnie wspiera. Pomaga przejść przez ten trudny okres.
Siedzimy pod drzewem jedząc wspólnie czekoladę.
- Niedługo będziesz mogła wpaść na pierwszy koncert - mówi dumnie.
Wspominałam już? Ashton zajął się muzyką. Wraz z Lukiem i dwójką kolegów stworzyli zespół. Powoli zaczynają coś tworzyć.
Idzie im na prawdę nieźle.
- Na to liczę.
- Wiesz co powinniście robić? Rozmawiać przez skype.
- Może, chyba.. nie chce być nachalna.
- Kto jak nie ty wszystko mu opowie? Myliłem się. On jest...no nie lubię go, ale wiem że łączy was naprawdę ogromne uczucie - kiwa głową. Wiem, że mówi to szczerze.
Uśmiecham się delikatnie i kładę głowę na jego ramieniu. Kończymy jeść naszą słodycz. Robi się coraz chłodniej.
Wstajemy i powoli bo tylko tak daje radę wracamy.
- No i co z tą nogą? - pyta.
- Nic. - ucinam.
- Antonietta - mrozi mnie wzrokiem. - Widać, że cię boli. Zrób coś z tym.
- Jest noga? Jest.
- Po co się upierasz skoro możesz sobie pomóc? Masz tyle kasy.
- Jest dobrze. Lepiej.
Wzdycha tylko. Przytula mnie, gdy stajemy pod bramą. Widzę nieznanego forda, z którego wysiada Harry i młoda dziewczyna podobna do niego. Po prostu jak dwie krople wody. Mężczyzna mruży oczy, wbijając tępy wzrok w blondyna. A to to mu akurat zostało. karo:)
Mimowolnie uśmiecham się widząc to. Żegnam się z przyjacielem i idę do nich.
- Cześć, jestem Gemma - brunetka uśmiecha się i wyciąga do mnie rękę przekładając kluczyki do drugiej.
- Antonietta - odwzajemniam gest.
- O właśnie. Dlatego przyjechaliśmy. Od kilku dni powtarza to imię.
- Wchodźcie - ogarnia mnie ciepło na te słowa. Podpierając się na barierce wchodzę po schodach.
Czuję, że zostaje podniesiona jedną ręką i postawiona dopiero za progiem.
Harry. Miejsce gdzie dotykał mojej skóry mnie pali.
- Jestem - mówię wiedząc że tata powinien być.
- Dobra! - odkrzykuje z góry. Pewnie szykuje pokoik.
Siedzi tam teraz nieustannie. Nawet do pracy idzie co drugi dzień. Zdecydowanie bardzo przejmuje się rolą ojca.
Zapraszam gości do salonu i idę przynieść ciastka i coś do picia.
Pomaga mi w tym Tessa. Jest zdziwiona wizytą Harry'ego.
- I co jej powiem? Pamiętam twoje imię, ale nie wiem kim jesteś. Dużo rzeczy mogę pamiętać Gem, a ją to nie musi interesować - słyszę.
- Brakuję mi go.. - mówię cicho do kobiety.
- Wiem - przytula mnie delikatnie. - Musicie porozmawiać.
Biorę talerz i wracam do salonu.
Patrzą na mnie oboje. Gemma mówi, że musi załatwić coś na mieście.
- Proszę - daje mu kubek.
- Dziękuję - patrzy na mnie uważnie.
Myślę, że stara sobie przypomnieć jakiś szczegół.
- Podobno tata mówił ci czym się teraz zajmujesz, no wiesz.. tak legalnie.
- Podobno siedziałem - mamrocze i wyciąga telefon.
Patrzy na mnie i pokazuje nasze zdjęcie.
- To z naszej pierwszej randki..
 - Wiedziałem, że jesteś ważna. - stwierdza dumny.
 Jego słowa rozpalają moje serce. Tak za nim tęsknie.
 Ale co mam zrobić? Nie mogę nalegać. Mogę pomagać.
 - Było fajnie, chociaż się nie spodziewałam.
 - Nie? - pyta.
 - Szczerze to nie..
 - Jak się poznaliśmy? - siada wygodniej biorąc herbatę.
 - Pracujesz, pracowałeś z tatą. .
 - To wiem - kiwa głową. - Co dalej?
 - Spodobałam ci się? Ciężko to wyjaśnić jeżeli nie jest się tobą.
 - Wiem - unosi kąciki ust w TYM uśmiechu. - piękna.
 Czuje jak się rumienie, więc spuszczam głowę.
 Charakter mu się nie zmienił. Jest zazdrosny, ma pewność siebie i u mnie uwodzić kobiety.
 Jest po prostu zagubiony.
 - Może powinieneś pojechać do swojego domku? Myślałeś nad tym?
 - Do czego? - śmieje się odgarniając mi włosy z policzków.
 - Do swojego domku. Nie kojarzysz? - patrzę w jego oczy.
 - Najwidoczniej kupiłem go, gdy już byliśmy razem. A jeśli go kupiłem dla dziewczyny to musiało mi zależeć.
 - Skoro tak mówisz..
 - Przepraszam. Czuję się z tym źle - przygryza wargę.
 - Niepotrzebnie, to nie twoja wina. - tłumaczę.
 - To jest moja wina. Nie chcę żeby tak było, ale będę próbował.
 - Cieszę się.
 Kiwa głową i ogląda następne zdjęcia w galerii. Ile on tego ma?!
 Widzę dużo siebie i naszej dwójki. I nawet w samych majtkach! - Dawaj to! - zabieram szybko urządzenie.
 - Zostaw. - śmieje się i odbiera telefon. - Masz piękne ciało.
 - Harry daj! Chyba cię pogięło! - próbuję mu zabrać telefon, ale moje ruchy są bardzo ograniczone.
 - Nie. Skoro je zrobiłem to znaczy, że łączyło nas tez łóżko. - szczypie mnie w udo.
 - O Boże... - chowam twarz w dłoniach.
 Czuję się lekko zażenowana, ale przecież Harry widział mnie nago. Niestety przyjeżdża jego siostra i mężczyzna musi iść. Całuje delikatnie moją dłoń.
 Humor mnie opuszcza, gdy drzwi za nimi zamykają się.  Ale był. I obiecał, że będziemy rozmawiać.
 Opieram się, zamykam oczy i delikatnie uśmiecham.
 Otacza mnie cisza i spokój. Do czasu gdy nie wpada Riley i przypomina o wizycie u okulisty.
 - Nie chce mi się.
 - Idziemy, bo nie widzisz. Chodź.
 Wstaje powolnie i jedziemy.
 Mam -2. Ani źle ani dobrze.
 Świetnie. Tylko szkieł do szczęścia mi brakowało.
 - Soczewki czy okulary? - pyta optyk.
 - Obawiam się że nie dam rady nosić kontaktów.
 - Dlaczego?
 - To takie.. - wzdrygam się.
 - Tego się nie czuje - śmieje się z mojej miny.
 - Najwyżej kiedyś..
 - Jak wolisz, ale szkła są wygodniejsze. Jednodniówki starczają na osiem godzin. To taka żelowa płytka. Jak galaretka. - pokazuje mi.
 - No dobrze. Spróbuje.
 - Proszę - szykuje dla mnie opakowanie.
 Dziękuje. Wszystko jeszcze raz mi wyjaśnia i jestem wolna.
 ~Ian~ 
- Kopie! Ian! - słyszę z dołu.
 Schodzę przestraszony na dół i szukam brunetki. Stoi w salonie głaszcząc brzuch. Uśmiecha się szeroko.  Opieram się o framugę i patrzę na nią. Jest przesłodka.
 Posyła mi uśmiech. Ona też to mocno przeżywa. Jestem ojcem, ale okres ciąży był 18 lat temu.
- Ależ on jest ruchliwy...
- Czuje że jesteś podekscytowana - śmieje się.
- Oj bardzo jestem - klaszcze w dłonie i podchodzi do mnie.
 Obejmuje ją w talii i całuje w czoło.
- Wybrałeś imię? - pyta poprawiając mi koszulę.
- Szczerze to... - drapie się po karku.
- Ian! Miałeś coś wymyślić - zakłada ręce na klatkę.
- Słońce ty moje najpiękniejsze.. - muskam jej usta z sekundowymi przerwami.
- Nie, to nie działa - śmieje się głośno i chwilę później bardzo długo mnie całuje.
- Przyszedł zazdrośnik. - pokazuje na psa pod naszymi nogami.
- Możemy iść na spacer. Bo zaraz wszystko zasika i...Nicolas?
 - Dokładnie takie chciałem - zaczynam się śmiać.
 Szturcha mnie i bierze smycz. Wychodzimy z domu na spacer.
~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Cześć, cześć :) Powiem, że ładnie dodaliście komentarze pod ostatnim rozdziałem. Oby tak dalej :) Pamiętajcie o YSL 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 34

Budzę się. Tak. Otwieram zmęczone oczy i razi mnie szpitalna lampa. Przez chwilę mrugam, aby wyostrzyć wzrok. Otaczają mnie białe ściany.
Dlaczego ja tu je.. Wypadek! Chce wstać, ale nie mogę. Widzę zagipsowaną nogę. Cała moja klatka jest usztywniona. Gdzie Harry? Co z nim?! Patrzę lekko za siebie. Szukam ręką guzika wzywającego pielęgniarkę. Nie mam jak go nacisnąć. Moja ręka jest za ciężka. Na zegarku widzę 7 rano. Całą noc musze tu być. Leżę nieruchomo. Biję się z myślami. Wszystko mnie przytłacza.
Gdzie jest Harry? Chcę coś zrobić, ale nie mogę.
Dopiero po godzinie wchodzi pielęgniarka. Najwidoczniej zdziwiona jest tym, że się obudziłam.
- Nareszcie złotko. - podchodzi do mnie i sprawdza parametry na ekranie. To kobieta w wieku Tessy.
 Chce jej zadać pytanie, ale moje gardło jest suche jak pustynia.
- Wezwę lekarza. Twój tata czeka na korytarzu - mówi i wychodzi.
Przełykam ślinę chcąc się pozbyć denerwującego uczucia. Niech mi ktoś to wszystko wytłumaczy. Chcę wiedzieć co się dzieje. Do pomieszczenia wchodzi młody mężczyzna. Blondyn o niebieskich oczach w białym kitlu. Podaje mi plastikowy kubeczek z wodą do ust.
Próbuję się posunąć do góry, ale czuję ból i opadam.
 - Gdzie Harry? - chrypie.
 - Pan Styles leży na oiomie. - Tłumaczy i sprawdza mi tętno.
Oiom? Dlaczego? Co mu się stało? Do diabła, chcę wiedzieć w jakim stanie jest mój chłopak! Wiem, że to moja wina.
 - Dlaczego?
 - Skupmy się na razie na pani.
 - Niech mi pan powie.. - znowu próbuję usiąść.
 - Leż - układa mnie z powrotem. - Byłaś w śpiączce półtora miesiąca. To dużo. Masz złamaną nogę, ale gips niedługo zdejmiemy. Miałaś tez niewielki wstrząs mózgu - zapisuje coś na kartce.
 - A Harry? - zaczynam panikować.
 - Pan Styles wciąż jest w śpiączce - odpowiada. Półtora miesiąca...Czyli długo.
 - A dlaczego mam to wszystko wokół klatki? - zaraz się obudzi. Ja to zrobiłam więc on też.
 - Jest usztywniona. Naruszenie jednego z kręgów kręgosłupa.
 - A Harry?
 - Ja naprawdę przejmuję się teraz pani stanem zdrowia - odpowiada twardo.
 - Dobrze - daję za wygraną.
 - Zostanie pani na obserwacji przez najbliższy tydzień. Zdejmiemy pani gips. - kończy i opuszcza sale. Zaraz zanim pojawia się mój ojciec.
 - Wiesz coś? - pytam.
- Jak się czujesz? - ignoruje moje pytanie.
- Dziwnie. Jakbym nic nie czuła.
- Bardzo prosiłem, żebyście uważali. Zabiję go jak się obudzi. Albo niech tego nie robi..
- Nie mów tak! To moja wina..- przeczę od razu.
To ja prowadziłam samochód. Na dodatek wymusiłam to na Harry'm.
- On jest dorosły. Był za ciebie odpowiedzialny do cholery - jest zły.
- Daj mu spokój.
- Zabiorę cię do domu i więcej się z nim nie spotkasz.
- Chyba sam w to nie wierzysz..
 Opiera ręce o ramę łóżka. Chyba nie spał. I ma zarost.
- Tato ja go kocham, nie mogę bez niego żyć. Nie dam rady.
- Pracuje za niego respirator - mówi po pięciu minutach, które były wiecznością.
- O Boże.. - zaczynam płakać.
Patrzy na mnie ze współczuciem. Sam wie jak traci się ukochaną osobę.A to co właśnie usłyszałam najbardziej mną wstrząsnęło. On nie mógł..Nie mógł mnie zostawić. Nie po tym co przeszliśmy. Byliśmy jednością. Ja i Harry.
- Zrób coś... Błagam.
- Tony przykro mi...Jest w śpiączce, być może się wybudzi.
- On musi się wybudzić. - słyszę jak aparatura obok szybciej pika.
- Hej - podchodzi do mnie. - Uspokój się córeczko. Wszystko będzie dobrze.
Jest przy mnie. Tak bardzo tęskniłam za moim tatą. Siedzi u mnie cały dzień. Wychodzi, gdy pielęgniarka go goni. Mi za to podaje leki i zasypiam.
Dwa tygodnie później jestem już w domu. Nie mogę zbytnio chodzić. Pozwolili mi tylko raz przez chwile zobaczyć Harry'ego. Dalej jest w śpiączce.
Nie mogę tam wchodzić. Tata albo Riley czasem przywożą mnie do szpitala. I tak nie mam żadnego zajęcia. Nie chcę siedzieć bezczynnie w domu.
Jak się dowiedziałam Emilia dowiedziała się o ciąży późno i jest już w piątym miesiącu. Na prawdę martwi mnie wizja drugiego dziecka taty, tym bardziej że na być jej. To znaczy...Widzę, że jest szczęśliwy. Ze cieszy się z każdego zdjęcia usg, z każdych zakupionych śpioszków.
Ale wiem ile takie dziecko będzie potrzebowało uwagi. Wiem że to egoistyczne, ale jestem zazdrosna. Chce dalej być córeczką tatusia. Siedzę na kanapie w salonie i jem kanapki. Emilia właśnie wchodzi do domu wraz z tatą.
- Będę miał syna - mówi dumnie.
Podbiega do nich biała kulka. Jest ogromna i potrafi zabić jak się rozpędzi. Nie wchodzę mu w drogę, gorzej działa to w drugą stronę. Uwielbia mnie popychać i lizać po twarzy. Durny Alex. Chociaż czasem jak śpi ze mną w nocy jest miło. Ale nie wychodzę z nim. Czasem potajemnie mu coś dam. To jej pies, niech ona się nim zajmuje. Tata podchodzi do mnie i bierze w ramiona. A później całuje w czoło. Jego radość jest ogromna. No tak, przecież to mężczyzna. Każdy pragnie syna.
Nie umiem podzielić jego szczęścia, bo nie jestem szczęśliwa.
 Cierpliwie czekam nie odzywając się. Gdy mnie puszcza opieram głowę na ręce i patrzę przed siebie.
 - Boli cię? - pyta Emilia.
 - Boli.. - patrzę na stół gdzie leży jeszcze dwie kanapki. Nie dam rady ich zjeść.
 - Przynieść ci tabletki czy brałaś?- zabiera talerz.
 - Nie chcę.
Kiwa głową i znika w kuchni. Tata bierze mnie na ręce, a później zanosi do pokoju. Robi tak bardzo często. Nie chce, żebym chodziła. Całuje moje czoło i podaje laptopa. Co mogę robić? Czytać książki, szukać studiów. Nie potrafię teraz rozsądnie podjąć decyzji. Wszystko uzależniam od Hazzy.
Patrzę na kalendarz, wiszący na ścianie. Z trudnością, bo muszę mrużyć oczy. Zacznę nosić okulary. Koniecznie. Dzisiaj jest rocznica tego odkąd jesteśmy razem. Powinien być ze mną i świętować to.
Tylko nie ma jak. Dlaczego? Bo nie wiadomo czy się wybudzi. Tam myśl mnie dołuje za każdym razem jeszcze bardziej. I zdecydowanie nie pomaga podjąć się rehabilitacji, którą mam zaleconą.
Nie jest fajnie. Jest beznadziejnie. Jest do dupy. Dlaczego co jest dobrze to za chwile jest jeszcze gorzej? Porwanie, więzienie teraz jeszcze wypadek. Z trudem przewracam się na drugi bok i całkowicie nakrywam się kocem.
Słyszę otwieranie drzwi. Kto znowu?
- Cześć mała - To Riley. - Potrzebujesz czegoś?
- Nie, dziękuję.
- Jak coś to mów - zamyka mi okno i wychodzi.
Wolałabym również być w śpiączce. Chcę, żeby wszystko było już dobrze. Nie chcę mi się nic bez niego.
 ~*~ 
O kulach wchodzę do szpitala. Już październik. Szybko minęło. Było ciężko. Stan Harrego się poprawił, ale dalej się nie wybudził. Jest nadzieja, że niedługo się obudzi. Idę prosto na salę. Nie leży już na oiomie Pcham drzwi i wchodzę do środka. Uśmiecham się delikatnie widząc go.
Zawsze gdy tu jestem czuję się lepiej. Harry oddycha przez specjalną aparaturę.
- Cześć. Jak już łaskawie wstaniesz, będziesz musiał się ogolić. Nudzi mi się Harry. - jeżdżę palcem po jego dłoni.
Mógłby mi odpowiedzieć. No błagam. W końcu. Siedzę tak i mam wrażenie, że słucha. Mimo wszystko. Może nie otwiera oczu, ale słucha. Wychodzę do toalety a później napić się czegoś. Wracam tak dość szybko. Wiem, że w domu nie mam co robić. Siadam obok mężczyzny, który właśnie zaczyna kasłać. Prostuję się przestraszona i że wiem, że nie dam rady biec szybko naciskam guzik wzywając pomoc.
Po chwili pojawiają się lekarze. Podchodzą do Harry'ego. Wyjmują mu rurkę z ust. Pielęgniarka karze mi wyjść. Staje przy szybie i patrzę co się dzieje. Coś do niego mówią sprawdzają czy ma świadomość gdzie jest. Sprawdzają wszystko. Nie wygląda to dobrze, gdy lekarz jest coraz bardziej przejęty.
- Harry no.. - zaczynam się martwić.
 Mężczyzna, który miesiąc temu mnie badał, wychodzi z sali.
- Panie doktorze.. - kuśtykam do niego by go zatrzymać.
- Wstrząs mózgu był naprawdę duży – wyjaśnia.
- Obudził się?
- Tak. Obudził. - kiwa głową.
- Mogę tam wejść?
- Proszę...Ale on ma amnezje...
- Jak to? Nie pamięta co się stało?
- Nie. Z tego co wiem to pamięta okres sprzed roku. Tak około.
- Och..
- Przykro mi
- Dziękuję.. - szepcze przygnębiona.
 Wchodzę do sali. Harry pije wodę.
- Cześć.. - niepewnie siadam na stołku i trzymam kule.
- Cześć piękna - patrzy na mnie.
 Pamięta mnie?! Uśmiecham się szeroko.
- Jak się czujesz?
- Dobrze. Hm...znamy się? Pracujesz u mnie w kasynie?
- Ja.. przepraszam, to przeze mnie, ten wypadek. - spuszczam głowę.
- Co to znaczy? To na pewno nie twoja wina.
- Moja. Jestem uparta i.... Przepraszam.
- Jak tu trafiłem? Wybacz, nie pamiętam za dużo.
- Jechaliśmy... jechaliśmy razem i marudziłam żebyś da... żebyś się przestał śmiać. Prowadziłam i to mi przeszkadzało. Potem znowu zasnąłeś. Straciłam panowanie i... - wzruszam ramionami. Trochę naginam prawdę. Na razie nie musi wiedzieć wszystko. Najważniejsze jest to, że się obudził i jest z nim wszystko dobrze. No...oprócz pamięci.
 - Więc to moja wina. Dekoncentrowałem cię.
 - Przecież mówię że zasnąłeś.
 - Z tobą? Wszystko dobrze? - pyta z tą swoją troska. Potem uśmiecha się lekko i tłumaczy. - Przepraszam. Nie znam cię...to znaczy nie pamiętam, ale jakoś mam wrażenie że...- nie umie tego określić.
 - Jest okay.. - bawię się nerwowo palcami.
 - Po co ci kule?
 - Zadzwonić do twojej siostry? - nie chcę mi się tłumaczyć i jeszcze znowu migać z tym że nie zgodziłam się na rehabilitacje.
 - Jeśli byś mogła. Jesteś jej koleżanką?
 - Nie. Rozmawiałam z nią dwa, trzy razy..
 - Długo spałem? - pyta. Pewnie mojego ojca będzie znać.
 - Zdecydowanie za długo..
 - Jak masz na imię piękna?
 - Tonny..
 - Ładnie - uśmiecha się.
 - Dzięki.
 Przez chwilę jeszcze rozmawiamy. Później dzwonie do Gemmy
 - Tak, mniej więcej rok wstecz - tłumaczę.
 - O matko...- mówi zszokowana.
 - Możesz przyjechać?
 - Będę za dwie godziny.
 - Dobrze - kończę rozmowę.
 - Przychodziłaś tutaj? - odzywa się.
 - Ymm.. Tak
 - Dlaczego? - Harry głupi nie jest.
 - Chciałam wiedzieć co z tobą. Martwiłam się.
 - Dziękuję, że miałem w kimś nadzieję.
 - Nie ma za co. - uśmiecham się.
 - Piękne oczy, piękny uśmiech. Musi cię ktoś kochać - kładzie się.
 - Mam taką nadzieję.. Nie będę cię już męczyć.
 - Co? Nie męczysz mnie. Masz oczy po ojcu. Twoim ojcem jest Ian prawda?
- Tak. Nie tylko moim zresztą. Za chwilę urodzi mu się dziecko.
- On kogoś ma? - pyta zdziwiony.
- Ma żonę - patrze w bok.
- Rozumiem. To pogratuluj mu dziecka - odpowiada.
Do sali właśnie wchodzi Riley i tata. Są zdziwieni.
- Proszę, zrób to.
- Zanim się odezwiesz to wiedz, że nie żyjesz - mówi ojciec.
- Tato - mówię prosząco.
- Cicho siedź. Miałeś być za nią odpowiedzialny i jej pilnować - kontynuuje. Harry jest nieco zmieszany. Niezupełnie wie o co chodzi.
- On nie pamięta. - mówię donośnie. - Daj mu spokój. On nie pamięta..
Stoi zszokowany patrząc na Harry'ego. Szuka pomocy w moich oczach.
- Nic z ostatniego roku..
- Ow...- w końcu odzywa się Riley.
- Chyba.. gorzej się czuje.. - wstaję.
- Powiedziałaś mu? - od razu łapie mnie na korytarzu.
- Co takiego? Że go kocham? Jakoś mi umknęło.
Kręci głową i odwraca mnie w stronę drzwi sali.
- Powiedz mu, że jesteście razem. Dziewczyno on nie pamięta, potrzebuje wsparcia. Jest jak dziecko cofnięte w rozwoju i ktoś na nowo musi nauczyć go chodzić
- Ale on mnie wyśmieje..
- Nie. Wszystko po kolei. Będziesz pokazywać mu zdjęcia. Opowiadać. Będzie dobrze.
- tłumaczy spokojnie.
- Jutro.
Wzdycha i kiwa głową. Opuszczam szpital wraz z mężczyzną. Wrócę do domu i wszystko przeanalizuję. Naprawdę cieszę się, że otworzył oczy. Że żyję, bo to jest najważniejsze. Martwi mnie jego zanik pamięci, ale często w takich przypadkach w końcu ona wraca. Najważniejsze że dobrze się czuje. W domu idę do kuchni, biorę butelkę z sokiem, chowam ją do torby i wspinam się po schodach.
Siadam na łóżku i patrzę na nasze zdjęcia. Wszystko będzie dobrze... Serce mnie pamięta. Boje się tylko, żeby nie wpakował się w jakieś kłopoty. Przecież robił dużo nielegalnych rzeczy.
Moją nadzieją jest Gemma oraz jego mama. Osobiście obydwu kobiet nie poznałam.  Wiem że dobrze zajmą się Hazzą, tylko znowu będę tęsknić.
~~~~~~~*~~~~~~
Mam bardzo dobry humor i dlatego dodaję rozdział :) Na Fifty Shades of Tomlinson również się pojawił. Zrobicie mi urodzinowy prezent i skomentujecie jeśli przeczytaliście :)?