sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 38

Wychodzę ze szpitala po kolejnych zajęciach rehabilitacji. Jest okropna pogoda. Po prostu urwanie chmury. Z auta jak na zawołanie wysiada Harry i Riley. Idą w moja stronę z parasolem. Mam nowy samochód. Prezent od Harryego. Ten sam mercedes który zniszczył się w wypadku.
 - Aż dwóch? - uśmiecham się do nich.
 - Dla lepszego towarzystwa - Riley odwzajemnia gest, a mój chłopak całuje mnie w policzek.
 - Cześć skarbie. Chodź, jedziemy zobaczyć twój dom.
 - Nie musimy. To nowe miejsce, nie pomoże Ci.
 - Nie chcę, żeby mi pomogło - śmieje się. - Proszę - podaje mi klucze i otwiera drzwi od auta.
 Całuje jego policzek i wsiadam
 Mam dzisiaj naprawdę dobry humor. Nawet Emilia nie przeszkadzała mi rano. Za niedługo poród.
 Chodzi wielka jak wieloryb. Tata jest na prawdę przejęty.
 Nie no...Fajnie, że będę mieć brata.
 Nie mam zamiaru się tam wtrącać. Wiem że już nie będę córeczką tatusia przez jej ciążę, ale to było do przewidzenia.
 Siedzę z Harrym z tyłu. Jego wujek prowadzi. Mężczyzna łapie moją rękę i całuje.
 Kładę głowę na jego ramieniu i patrzę przez przednią szybę.
 - W następnym roku idziesz na studia. Przeze mnie zawaliłaś złożenie papierów w odpowiednim czasie - mówi i słyszę w jego głosie smutek.
 - Złoże przy następnym naborze Harry.
 - To właśnie powiedziałem. Czyli za rok.
 - Właśnie się zgodziłam. - potwierdzam.
 - Dobrze, że to ustaliliśmy - uśmiecha się szeroko i daje mi krótkiego całusa. - Jak noga? - zmienia temat.
 - Dobrze. Myślę że jest już całkowicie sprawna.
 - Mam nadzieję, że już naprawdę wszystko będzie dobrze - wzdycha i wyjmuje dzwoniąc telefon z kieszeni. - Tak Louis? - marszczy brwi.
 - Co się stało?- pytam cicho.
 Patrzy na mnie, ale nie odpowiada. Dalej trzyma moją dłoń w swojej, słuchając co mówi jego przyjaciel. - To przekaż, że kurs jest do firmy Iana. Gdzie was zatrzymali? Podjedziemy.
 Czyli kłopoty. No tak, przecież tak dawno ich nie było..
 Mam nadzieję, że nie nielegalne. Błagam, oby nie. Harry rozłącza się i pochmurnieje.
- Riley, zatrzymasz się przy następnym skręcie? Zatrzymali transport za prędkość. Ale chcą przeszukać cały towar, a Louis nie ma na nie papierów. Tylko ja.
 - Jasne. - mężczyzna patrzy na mojego chłopaka w lusterku i wraca wzrokiem po chwili na jezdnie.
 - Nie zmieniamy planów. Pojedziemy do twojego domu. I nie przejmuj się. Nic się nie dzieje - całuje moją skroń.
 - Jest okay. - kiwam głową.
 Gdy tylko auto się zatrzymuje, Harry zabiera parę porozrzucanych na przednim siedzeniu teczek i wysiada.
 - Jak myślisz? - pytam Rileya.
 - Zaraz ich puszczą - stuka palcami o kierownicę. - Harry nie bawi się już w czarny handel.
 Nachylam się do przodu i pytam bardzo cicho w obawie że jednak ktoś usłyszy.
 - Myślisz że byłby dobrym ojcem?
 - No cóż...- zasępia się na chwilę. Przejeżdża palcem wskazującym po dolnej wardze. - Myślę, że tak. Harry okropnie się o ciebie troszczy. Na dziecko przelałby tej troski taką samą ilość. Tak. Byłby dobrym ojcem.
 - Dobrze że cię mam. - całuje jego policzek.
 Uśmiecha się do mnie, ale w jego oczach błyszczy iskra ciekawości.
 Wracam na miejsce i zamykam oczy. Ponoszą mnie myśli.
 Jakie są moje plany na przyszłość? Harry i studia. Chciałby rodzinę? Och, nie wiem tego. Najpierw powinien sobie wszystko przypomnieć.
 Wraca do mnie jakieś dwadzieścia minut później. Widać po nim że nieźle się musiał naprodukować co mnie rozśmiesza.
 - Co cię tak bawi? - burczy zaciskając usta jak pięciolatek.
 - Ty - trącam jego ramię.
 - Louis dostanie większy opierdol jak jutro wrócę do pracy. Zapnij pas - upomina mnie i całuje w policzek. Kolejny raz dzisiejszego dnia.
 - Jest jakiś taki bardziej delikatny, subtelny.
 To trochę do niego nie podobne. Ale to bardzo miła odmiana. Podoba mi się. W duchu unoszę kąciki ust w uśmiechu. Przez najbliższe dziesięć minut wyglądam za okno, próbując rozpoznać okolice. To jedno z bardzo bogatych osiedli w Londynie. Parkujemy w końcu przed jednym z budynków.
Wysiadam z auta gdy Riley przytrzymując parasol, otwiera mi drzwi. Znów się rozpadało. Już wiem gdzie jesteśmy. W Chelsea. Dokładnie Wycombe Square.
 - Masz dom na samej Moles Hill - Harry podbiega do mnie, aby nie zmoknąć.
 Riley zostawia nas i wraca do auta.
 Chwilę później odjeżdża. Czuję podekscytowanie. Mój własny dom. Jest piękny.
 Dom jest dziwną bryłą. Dach jest większy niż jego podstawa co daje świetny efekt. Mam wrażenie, że stojąc na brukowej kostce, mam przed sobą wysoki hol z lampkami w suficie. To jedynie miejsce przed drzwiami, które są szklane tak jak ściany. W niektórych miejscach są drewniane wstawki. Ogólnie budynek ma kształt litery L i za kreskę poziomą robi garaż przystawiony do ściany domu.
 - Wchodzimy? - pyta Harry, patrząc na mnie z uśmiechem.
 Zaskoczona tym wszystkim, kiwam jedynie głową. Trzymam w ręku klucze, którymi otwieram drzwi. Powoli przekraczam próg nowego miejsca. Rozglądam się podziwiając każdy szczegół idealnie, zaprojektowanego wnętrza. Widzę biały, ogromny dywan na którym stoją brązowe meble dopasowane do beżowych ścian. Tuż po mojej prawej stronie, znajdują się schody prowadzące na pierwsze piętro.
 Kręcę głową niedowierzająco. To wszystko moje. Takie piękne... Tata na pewno chciał, abym czuła się tu dobrze. Zadbał o to. Biorę głęboki oddech i ruszam w głąb domu. Wiem, że Harry idzie za mną. Jego obecność jest dla mnie bardzo ważna.
 Skręcam w prawo i przez szeroki łuk wchodzę do pomieszczenia, które okazuje się być stylową, ale nowoczesną kuchnią. Wysokie krzesła barowe, stoją przy pół wysepce. Zauważam świetnie wbudowaną zmywarkę oraz lodówkę. Wszystko wygląda jak jedna ścianka meblowa. Po lewej stronie jest przeszklona ściana z widokiem na piękny ogród rozciągający się bardzo daleko. Spostrzegam basen. Taki prawdziwy, murowany basen, który teraz jest zakryty. Jedno wielkie wow...Nie umiem opisać swojego zachwytu, bo jest naprawdę ogromny.
 Czuję silne ramiona wokół swojej talii. Ciepły oddech otula moją szyję.
 - To jak misiu? Może teraz twoja sypialnia - szepcze do mojego ucha. Czy on już tu był? Wszystko widział?
Dźgam go łokciem w brzuch ale i tak idę do wspomnianego pomieszczenia.
 Jest na piętrze, od razu przy schodach. Popycham drzwi i wchodzę do środka.
 Granat. To pierwsze co przychodzi mi na myśl. Króluje tu ten ciemny kolor a gdzieniegdzie dostrzegam beżowe wstawki.
 - Pasuje do ciebie - mówi Harry, przeczesując palcami włosy.
 - Podoba mi się. Bardzo.
 - Duży ten dom. Tylko się nie zgub.
 - Będę się bała.
 - Masz najlepsze zabezpieczenia.- uspokaja mnie.
 - A jak się zepsują? - wiem że trafiam w słaby punkt. Wierze że mu na mnie zależy i wiem jaki jest przewrażliwiony.
 - Nie mów tak - przyciąga mnie do siebie. - Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
 - Nic nie zrobisz jak cię tu nie będzie.
 - A ty chcesz, abym tu był? - pyta cicho.
 - Chcę żebyś zawsze był..
 Podnosi mój podbródek i uśmiecha się promiennie. Delikatnie muska moje usta, wciąż patrząc mi w oczy.
 Odwzajemniam gest zadowolona.
 - Pomysł zamieszkania razem bardzo mi się podoba. Będę miał cię na oku i pod kontrolą. A wiesz o tym, że jest to dla mnie ważne. Chodź, idziemy oglądać dalej ten twój dom - splata nasze palce i opuszczamy szykowną sypialnię.
 ~*~
 Kończę pakowanie rzeczy w pokoju. Wszystko jest już w pudłach. To znaczy nie. Wiele rzeczy tu zostawiłam, tak na wszelki wypadek. Ale zupełnie jestem gotowa do przeprowadzki.
Siadam na łóżku jeszcze raz rozglądając się po swojej sypialni. Właśnie rozpoczynam dorosłe życie. Sama. Z Harrym, ale samodzielnie. Ta myśl bardzo mi się podoba.
Poprawiam związane w kucyk włosy i uśmiecham się sama do siebie. Byłam dzisiaj na fitnessie. Już po raz kolejny. Zaczęłam ćwiczyć, bo chcę się ruszać. Figurę mam, ale wysportowanie również się przyda. Myślę, że jest coraz lepiej prócz tego, że Harry nie odzywa się do mnie od tygodnia. Nie dzwoni, ani mnie nie odwiedza. Zapewne ma bardzo dużo pracy, ale to jest dziwne. Bardzo dziwne. Martwię się. Jak mam tego nie robić? Przecież go kocham i wszystko co go dotyczy, mnie obchodzi.
Ostatnim razem taka sytuacja nie skończyła się dobrze. Ale teraz Harry nie ma już problemu z prawem.
 Jednak mam nadzieję, że szybko się dowiem co się stało. Na pewno nie jest na mnie zły. Nie ma o co. Wysyłam kolejnego smsa, ale nie odpowiada. Wzdycham cicho.
~Ian~
 Palce mojej małżonki wbijają się w moje ramię, gdy stoimy dosłownie na skrzyżowaniu.
 - Już kochanie, zaraz będziemy.. - staram się zachować spokój.
 - Nienawidzę cię - mówi przez zęby.
 - Cicho mała... Proszę, jeszcze chwila.
- Ale ja nie wytrzymam - jęczy głośno. W szpitalu nie idę na porodówkę. Nie dałbym rady. Za to Harryemu każe przywieźć moja córkę.
 Przyjeżdżają godzinę później.
 - Już? - pyta brunet. Trzyma za rękę Antoniette.
 - Jest w środku. - pokazuje na drzwi.
 - Czyli rodzi. Czemu cię tam nie ma tchórzu ? - kpi ze mnie, chociaż nie wygląda.
 Mrożę go wzrokiem. Po chwili słyszę płacz. Ulga.
 - No idź. Syna masz! - popycha mnie do drzwi.
 Wchodzę na salę i widzę zmęczoną ale szczęśliwą dziewczynę. Dostaje syna na ręce.
~Antonietta ~
 Stoję w sali Emilii i patrzę na brata w inkubatorze. Dziewczyna śpi, a ojciec robi kolejne zdjęcie. Naprawdę jest ładnym chłopcem. Nie mogę go nienawidzić. Jesteśmy rodzeństwem. Harry obejmuje mnie w talii, ale nic nie mówi. W ogóle wygląda jak pół przytomny.
- Wszystko okay? - szepcze.
 - Co? - patrzy na mnie z góry. - Tak. Musimy porozmawiać.
 - Dobrze - mówię nie dając po sobie poznać jak bardzo zaniepokoiły mnie te słowa.
 Jeśli on chce mnie zostawić to ja tego nie przeżyję. Dlaczego mam najgorsze obawy?
 Brunetkę budzą do karmienia więc wychodzimy.
 Harry idzie ze mną i trzyma mają rękę. Raczej nie pozwala się odsunąć nawet na chwilę. Zżera mnie ciekawość. Co się stało? Czego nie wiem. Wsiadamy do samochodu. Harry zajmuje miejsce kierowcy.
 Całą drogę siedzę jak na szpilkach. Nie może mnie zostawić. Nie teraz. Nie dam rady bez niego.
 - Nie denerwuj się tak - wzdycha i parkuje przed kasynem. - Tam nikogo nie ma. Chodź.
 Bez słowa robię co mówi. Znajdujemy się wewnątrz lokalu.
 Prowadzi mnie do gabinetu. Siada za biurkiem, a ja naprzeciw. - Pamiętam.
 - Co takiego?
 - Pamiętam - splata palce. - Potrzebowałem czasu. To było dziwne. Wszystkie te wspomnienia i...Nienawidzę jak kłamiesz, więc z łaski swojej nie próbuj tego więcej.
 - Co? O czy... Och. Najważniejsze że pamiętasz - uśmiecham się.
 - Ale nic się nie zmieniło - patrzy na mnie. - Wciąż Kocham cię tak samo.
 - Wiem, ale cieszę się że pamiętasz wszystko.
 - Też mnie to cieszy. Chodź tutaj - wskazuje na kolana.
 - Tu mi wygodnie.
 - I znów się kłócisz? Chodź, mam dla ciebie prezent.
 - Nie chce się kłócić.. Możesz dać mi go gdy jestem tutaj. - poprawiam się.
 - Nie. Chodź tu i nie gadaj tyle. Boże, co za uparta kobieta - wywraca oczami, wyjmując coś z szuflady, lecz nie wiem co.
 -Nie chce siadać na twoich kolanach. Po prostu.
 - O co ci znowu chodzi? Zresztą nie ważne.
 Wypuszczam powoli oddech i okrążam biurko siadając na tych jego kolanach.
 Nie chce żeby był zły.
 - Proszę - podaje mi małe granatowe pudełeczko. W środku widzę zawieszkę do łańcuszka. To literka M.
 - Dlaczego M? - patrzę na chłopaka.
 - Dowiesz się za jakiś czas - odpowiada zwięźle i wręcza mi złotą kopertę. Powoli ją otwieram i zauważam dwa bilety do Florencji.
 - Są nasze?
 - No wiesz jeśli chcesz lecieć z kimś innym i nie jest to mężczyzna, to możesz - mówi obejmując mnie ręką.
 - Chyba żartujesz - łapie jego rękę i biorę w dłonie. - Super.
 Opiera brodę na moim ramieniu. Czemu mam wrażenie, że czegoś się obawia?
 Odkładam jego dłoń na moje udo.
- No powiedz.
 - Co kochanie?
 - Dlaczego M?
 - Bo to część układanki. Musisz być cierpliwa.
 - Jakiej układanki?
 - Ważnej. Wiesz, że nie chcę cię stracić? Że chcę być z tobą na zawsze?
 - Mam nadzieję.
 - Kocham cię.
 - Ja ciebie też. - wstaje.
 - Wracamy. Musisz się spakować. Lot jest wieczorem.
 - Szybko. No dobrze. - wracamy do naszego nowego domu.
Bardzo mi się tu podoba. Oraz to, że nie jestem sama.
Wchodzę do pokoju i pakuję te rzeczy, które już tu są. Parę sukienek, buty, kostium kąpielowy.
~~~~~~~*~~~~~~~~~~~
Prosimy, zostawcie komentarze :) Niech każdy coś napiszę. Zostały jeszcze 2 rozdziały i epilog. Natomiast własnie przerabiamy 30 rozdział książki i zostało jeszcze 9. Oraz nowy epilog do napisania.
Przypominam o http://lmlyd-fanfiction.blogspot.com/

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 37

Budzę się naga pod satynową kołdrą. Czuje za sobą ciepło chłopaka. Obejmuje mnie ręką. Wiem, że śpi. Słyszę jego pomruk. Poprawiam się tak by go nie obudzić. Wtulam policzek w poduszkę. Był taki... taki mój tej nocy. To było coś magicznego. Zatracaliśmy się w sobie bez żadnych granic. Nie wiedziałam gdzie kończę się ja, a zaczyna on. Kładę dłoń na jego, która leży pod moimi piersiami. Do pokoju wpadają pojedyncze promienie światła. Okno przysłonięte jest zasłonami. Stwierdzam, że wcale nie jest tak wcześnie, ale mi się nigdzie nie śpieszy. Zostaję tu. W jego ramionach.
- Kocham Cię.. - mruczę patrząc w punkt przed siebie. Mężczyzna budzi się dopiero jakiś czas później.
- Cześć piękna - szepcze do mojego ucha i całuje mnie tuż za nim.
- Cześć. - przewracam się na plecy i patrze na niego.
Podnosi się na ręce i praktycznie jest nade mną. Posyła mi uśmiech. Zapomniałam jak wyglądał taki zaspany po seksie.
- Jesteś najpiękniejsza.
- Nie wiesz tego.
- Owszem, wiem to. Jesteś najpiękniejsza, seksowna, mądra i moja. Wiem, że jesteś moja.
- Jestem twoja - Potwierdzam.
Pochyla się całując moje usta.
- Jesteś. I jesteś najbardziej zaskakującą dziewczyną z jaką miałem do czynienia.
- To dobrze?
- Bardzo dobrze Antonietto - uśmiecha się. Podoba mi się to w jaki sposób wymawia moje imię. Jest w tym coś nadzwyczajnego.
Rozsuwa ręką moje nogi i wbija się we mnie, a wtedy wszystko rozsypuje się a ja odpływam w falach rozkoszy.
~*~
Odwiózł mnie dzisiaj na rehabilitację. Nie pozwolił zawrócić. Siedział i patrzył jak ćwiczę. Może trochę mnie to dekoncentrowało, ale cieszyłam się że mam wsparcie. Szczególnie, że w tak ważnej osobie jak Harry. 
Ćwiczenia nie były trudne. Musiałam rozruszać swoją nogę. Troszkę bolało, ale dałam radę. Od razu po wyjście przytulił mnie i powiedział, że jest dumny. Uśmiechałam się przez całą drogę do domu.
Teraz grzecznie siedzę przy stole i gram z nim w jego kasynie. Znów odżyło. Ma jeszcze więcej klientów niż w ostatnich miesiącach. 
- Wygrałam.. - mamroczę pod nosem widząc nowo rozdane karty.
- Gratuluję słońce.
- Co dostanę?
- Co byś chciała? - wbija we mnie wzrok, który przewierca mnie do samego kręgosłupa. Czuję dreszcz. Oblizuje dolną wargę.
- A co proponujesz? - opieram się.
- Kobiety mają pierwszeństwo Tonnie.
- Czekolada.
- Czekolada - kiwa głową. On co wymyślił. - Dobrze. Będzie czekolada.
- Zwykła tabliczka czekolady Harry.
- W porządku, przecież się zgodziłem - oponuje.
- W porządku. - kiwam głową.
Pochyla się do przodu i bierze karty w rękę. Zaczynamy kolejną partię, kiedy do stolika podchodzi Agnes i kładzie dłoń na jego ramieniu. Pochyla się mówiąc mu coś do ucha, a ten kiwa głową.
- Przepraszam na chwilę kochanie - podnosi się i zmierza do stołu pod ścianą.
Podaje rękę jakiemuś wysokiemu mężczyźnie co ten odwzajemnia. Przez chwilę rozmawiają, czego nie jestem w stanie usłyszeć. Harry wskazuje ręką na kasę i obydwoje tam zmierzają.
Poprawiam się na wysokim krześle i zakładam nogę na nogę. Nigdy wcześniej nie widziałam tego mężczyzny. Stukam paznokciami o szklankę z alkoholem stojącą przede mną. Zapewne jest to ktoś nowy - myślę, biorąc łyk whiskey. Prawie wszystko wróciło do normy. Spotkania w kasynach, randki, noce. Nie pamięta, to co? Przypomni sobie, a nasz związek toczy się dalej.
Przejeżdżam palcami po granatowym materiale sukienki, którą wybrał dla mnie Harry. Uznał, że będzie pasować do moich oczu. Zresztą był bardzo stanowczy na zakupach. Wszystko co wybrał podobało mi się i było odmiennością mojego stylu.
Rozglądam się raz jeszcze i zauważam jak mężczyzna z którym rozmawiał, opuszcza kasyno z walizką pieniędzy, a Harry do mnie wraca. Szczęściarz, wygrał dzisiaj.
Podchodzi do mnie od tyłu i całuje we włosy, a później siada na swoim miejscu.
- Pięknie wyglądasz - uśmiecha się nonszalancko i poprawia poły ciemnej marynarki dopasowanej do czarnej koszuli.
- To mój stylista.
- Stylista nie sprawi, że będziesz wyglądać idealnie. Nie lubię jak każdy na ciebie patrzyć. Hm, chyba zastanowię się nad czym czy zabierać cię w miejsca publiczne - och sarkastyczny Styles.
- Będziesz mnie zamykał?
- Nie wiem. Zastanowię się. Graj.
- Naprawdę chcesz się ze mną drażnić? Wiadomo, że postawie na swoim. - rzuca mi gniewne spojrzenie i podnosi się z krzesła. Nie jest dobrze. On jest nieprzewidywalny. Wyjmuje z moich rąk karty i rzuca je na stół.
- Zły ruch Tonnie - przerzuca mnie przez ramię. Chwilę później przechodzi przez całą salę ze mną na rękach. Czuję się nieco nie komfortowo. Wróć. Bardzo! Niesie mnie do swojego bmw mimo moich protestów.
- Harry - burczę, gdy zapina mnie pasem.
- Kotku - muska moje usta i zamyka drzwi. No tak, zignoruj mnie. Wsiada do auta, a ja zakładam ręce na klatkę. Bardzo gwałtownie ruszamy.
 - Jedziemy po nagrodę. Będzie czekolada. Jak sobie życzyłaś.
- Tabliczka - zaznaczam.
- Ależ oczywiście.
Opieram się o fotel i przymykam oczy. Dojeżdżamy do domu Hazzy. Zdaje sobie sprawę, że nie widziałam prezentu od taty. Jakoś kompletnie wyleciało mi to z głowy. Wypadałoby w końcu zobaczyć ten dom. W końcu jest mój. Własny. Idziemy przed wejście i Harry wpuszcza nas do środka. Brunet zdejmuje marynarkę. Bierze mnie za rękę i prowadzi do sypialni.
Idąc rozglądam się. Nic tu nie zmienił. Jedynie posprzątał. Tylko tyle.
- Usiądź. Zaraz przyjdę - mruczy i opuszcza pokój.
 Siadam i bawię się palcami. Zupełnie nie wiem co on zrobi. Wzdycham cicho.
Wraca po całych pięciu minutach z kubkiem w ręku. Posyła mi uśmiech.
- Twoja czekolada. Chciałaś to będzie. A za twój sprzeciw w kasynie, rozbierzesz się teraz dla mnie.
- Pff.. Ty możesz a ja nie? - biorę moją nagrodę.
- Zostaw - zabiera mi ją. - Rozbieraj się, albo sam to zrobię - siada na łóżku odpinając kołnierzyk koszuli.
 - Czekolada - tupię nogą.
 - Będzie. Najpierw się rozbierz.
 - To nie jest fair.. - zakładam ręce na piersi.
 - To jest fair. Zrób to szybciej, bo wystygnie.
Przewracam oczami i rozpinam swoją sukienkę. W zasadzie to dobrze widzieć błysk w jego oczach, gdy się rozbieram. Materiał opada do moich kostek i kopie go w bok.
- Daj.
Kręci głową i łapie moją rękę. Gwałtownie opadami plecami na łóżko. Stawia kubek na szafce i zsuwa moje majtki. Rzuca je na podłogę. Nie daj mi dojść do słowa, ponieważ mnie całuje. Bardzo zachłannie. Podkłada chłodna rękę pod moje plecy i rozpina mi stanik. Czuję, że mnie pragnie ale jego zamiarem nie jest przespanie się ze mną. Przynajmniej nie w tej chwili.
- Piękne ciało, mojej pięknej dziewczyny - uśmiecha się znacząco. Sięga po kubek stojący obok. W nim jest łyżeczka. - Leż spokojnie.
Nie ma bata że jestem cała czerwona.
- Chcesz? - bierze czekoladę na łyżeczkę. - Otwórz buzię.
Zagryzam wnętrze policzka i po chwili rozchylam wargi .Daje mi do ust słodkości. Siedzi na mnie okrakiem, ale nie przygniata mojego ciała.
- Pozwolisz, że też spróbuję. O, stąd - brudzi moją lewą pierś.
Chcę mu nagadać, ale gdy czuję jego usta zapominam o tym.Jego język zlizuje wszystko z brodawki, a potem ją przygryza.  Podnoszę się lekko i opieram na łokciach.
 - Leż, bo cię zwiążę - karci mnie surowym głosem. Daje mi łyżeczkę i to co zrobił z jedną piersią, robi z drugą. Znaczy również moją szyję. Nie śpiesznie jego usta usuwają czekoladę z mojej skóry.
 - Harry...- jęczę cicho, gdy robi mi malinkę. Wie gdzie są takie miejsce przez które dostaję obłędu.
 - Jesteś taka słodka kochanie - mruczy do mojego ucha. Prostuje się, spoglądając w moje oczy bardzo wyzywająco. Kolejna porcja czekolady ląduje na moim ciele. Tym razem jest to brzuch. Harry oblizuje wargi i pochyla się z powrotem. Powoli, co jest dla mnie torturą, przesuwa językiem wzdłuż mostka do pępka. Powtórnie jęczę.
- To ja miałam dostać czekoladę - protestuję.
 - Dostajesz. Na swoim ciele. Leż, bo naprawdę wezmę pasek.
 - Nienawidzę cię.. - mamroczę.
 - Kochasz mnie. I jest ci dobrze - schodzi niżej. Tam.
 Zaciskam palce na pościeli a moje ciało reaguje momentalnie, plecy wyginają się w łuk, a oddech przyspiesza.
- Słodka jesteś Tonnie - powtarza i zlizuje czekoladę.
 Moje palce zaciskają się w jego włosach.
 Gdzie on nauczył się doprowadzać kobiety do takiej rozkoszy?
 Tego zdecydowanie nie zapomniał. Jest ekspertem.
 - Spróbuj dojść, a przelecę cię na każdy możliwy sposób kotku - ostrzega, a potem znów muska językiem moje wargi.
 - Ugh.. - wytrzymuje jeszcze tylko kilka sekund i szczytuje. To zbyt silne
Nie umiem panować nad swoim ciałem. Opadam na poduszki i głośno oddycham. Próbuję pozbierać myśli. Przychodzi mi to z trudnością. Widzę, że Harry odstawił kubek i rozbiera się. Czarna koszula lądują na podłodze. Rozpina spodnie.
 - O Boże.. - dysze odgarniając sobie włosy z twarzy. To było takie... dobre.
 - Podobała ci się nagroda? - pochyla się i znajduje nade mną.
 Kiwam głową dochodząc do siebie.
 - To od jakiej pozycji chcesz zacząć? - sięga po prezerwatywy.
 - Bardzo.. - biorę wreszcie głęboki oddech. -.. zabawne.
 - Wybieraj. Pozwalam.
 Kręcę głową na prawdę mając go dość.
 - To ja wybieram. Odwróć się.
 Przewracam się na brzuch by się z nim nie kłócić. Wiem co chce zrobić i to sprawia że podniecenie szybko wraca. Przez chwilę nie czuję jego ciepła. Ale szybko daje o sobie znać, wbijając się we mnie. Zaciskam mocno usta podtrzymując krzyk. Porusza się we mnie już naprawdę wolno. Daje mi poczuć każde doznanie. Co chwila słyszę jego imię i zdaje sobie sprawę z tego że to ja je powtarzam.
 Zmęczenie już dawno odpłynęło. Harry bierze mnie na bardzo dużo sposobów i nawet nie jestem w stanie zliczyć ile razy dochodzę. Opadam na niego czując kolejną fale rozkoszy.
Obejmuje mnie ramionami i całuje po włosach.
- Jesteś moim największym skarbem.
 Uśmiecham się i odpływam zmęczona.
~~~~*~~
Ta..da..da :) Cześć. Jestem naładowana pozytywną energią po meczu.
Fajnie, że tak dużo was odpowiedziało na nasze pytania. Pojawiło się wiele wypowiedzi o Barbarze Palvin. Powiem tak. Lubię ją, ale porzygam się jeśli będzie w kolejnym opowiadaniu. Ona jest wszędzie. Harry Barbara, Barbara Harry. Co jest fajnego w tym, że w kazdym ff bohaterka wygląda tak samo? Idealnie z dużymi piersiami? Barbara Palvin nie mogłaby byc Antoniettą. Zobaczcie ile Tonnie ma wad. Jest drobna, nie jest to kobieta z okładek playboya, bo i tam Barbara się nadaje. Po prostu ma piękne ciało i w ogóle...no nie można jej wiele zarzucić. Dlatego wyjaśniam czemu wzięłyśmy tę oto bohaterkę :)

środa, 14 stycznia 2015

Rozdział 36

W tych szkłach widzę po prostu idealnie. Jest coraz lepiej. To znaczy z Harrym. Opowiadam mu dużo, a on to przyjmuje w ten jego sposób. Rozmawiamy prawie codziennie. Jestem pełna nadziei.
Właśnie siedzę przed laptopem jedząc pączki. Akurat rozmawiam z Gem i panią Styles. Są zabawne. Harry za to chodzi za nimi w bokserkach, bo wyszedł spod prysznica. Naprawdę poprawia mi humor i podtrzymują na duchu.
 - W sumie to dzięki temu wypadkowi w końcu nas odwiedził - mówi kobieta.
 - Chociaż tyle dobrego..
 - I cię poznałam. Jeju Hazzuś ma wreszcie idealną dziewczynę.
 - Powtórz to jeszcze raz, a więcej cię nie odwiedzę - mówi Harry rozwieszając ręcznik. - Nie nazywaj mnie tak.
Chichoczę cicho. Zapomniałam jak dobrze ten mężczyzna wygląda bez ciuchów.
 - Idźcie stad. Każda ma jakieś zajęcie. No już.
 - Gbur - mówi gemma i go wymija.
 - Zolza...- wykrzywia się za jej plecami.
 - Jesteś podły..- mówię.
 - Wiem - przeczesuje włosy i siada naprzeciwko mnie.
 Uśmiecham się i bezwiednie zagryzam wargę.
 - Ładna ta twoja sukienka - mruga do mnie.
 - Dzięki..
 - Chyba zacznę cię podrywać - mówi po namyśle.
 - Pewnie ci na to pozwolę. - przekrzywiam głowę.
 - Wiesz co? Zacznę od dzisiaj. Mówiłem, że jestem zazdrosny?
 - Mówiłeś i udowadniałeś.
 - I bardzo dobrze - siada wygodniej na krześle.
 - Nie wiem co jeszcze mogę ci przypomnieć, opowiedzieć.
 - Jedziemy do domku? Słyszałem od prawnika, że jest twój skarbie. - zakłada ręce na klatkę.
 - Zrobiłeś to jak..- tego nie chcę wspominać. - ..mogę ci go oddać.
 - Nie. To prezent.
 - Więc chętnie tam pojadę.
 - Może sobie coś przypomnę. Mam nadzieje.
 - Ja też - przyznaje.
 - Ale nie martw się. Słońce, serce wie swoje.
 Uśmiecham się czule na te słowa. Posyła mi buziaka i zakłada koszulkę.
- Idź spać. Przyjadę jutro.
 - Nie potrzebuje dużo snu. Pewnie zejdę na dół i jeszcze zdążę się na wpieprzać.
 - Poczekaj, nie wyraźnie mówię? - unosi brew. - Do łóżka. Teraz. W tej chwili.
 - Nie, nie idę jeszcze spać.
 - Idziesz. Masz się wyspać.
- Pa Harry - pajac.
 - Za godzinę tam jestem i śpisz.
 - Chyba żartujesz?
 - Nie - wstaje, zakładając czarne spodnie. Chowa portfel oraz kluczyki.
 - Harry no weź.. Nie wygłupiaj się.
 - Włącz sobie kołysankę. Zostało ci juz tylko pięćdziesiąt dziewięć minut skarbie.
 - Ale ja teraz już na pewno nie zasnę. - to głupie ale zaczynam panikować.
 - Dlaczego? Nie spałaś nigdy przy mnie? - chyba będzie prowadził samochód. Nie lubię samochodów.
 - Nie raz ale to co innego...
 - Co innego, bo nie pamiętam? Przez to jestem obcy? - zatrzymuje się.
 - Ja jestem..
 - Nie jesteś - odpowiada cicho. - Już mówiłem. Wiem, że Cię Kocham. Po prostu nie pamiętam co robiliśmy ale świadomość że jeśli ci się coś stanie to nie przeżyję, jest.
 Powiedział to. Przecieram oczy gdy czuje pojawiające się łzy. Ściska mnie serce. Tęskniłam za tymi dwoma słowami.
 - Jedź ostrożnie..
 - Dobrze kochanie - zamyka komputer.
 Wstaje i powoli schodzę na dół tylko się napić.
 Trochę mnie zaskoczył. Ale pozytywnie.
 Opieram się o blat i nalewam soku do szklanki.
 - Zrobić ci coś do jedzenia? - pyta Tessa.
 - Nie, dziękuję.
- Dobrze.
 - Dobranoc - kuśtykam na górę.
 - Dobranoc - słyszę za sobą. Idę do pokoju.
 Zamykam drzwi i kładę się do łóżka. Równo, naprawdę równo godzinę później słyszę otwieranie pokoju. Przykrywam się szczelniej czując podmuch wiatru.
 - Miałaś spać - podchodzi do łóżka.
- To nie moja wina, że nie mogłam zasnąć.
Zdejmuje marynarkę i odwiesza ją na krzesło. Kładzie się obok. Z lekką trudnością obracam się i po prostu przytulam. Obejmuje mnie ramieniem. Jeździ ręką po moich plecach. Wreszcie mam go koło siebie. Mam nadzieję, że tak zostanie. Czuję jego perfumy i przy tym zapachu zasypiam.
Budzę się sama w łóżku. Och nie... Przecieram oczy i zawiedziona wstaje idąc do łazienki.
Biorę szybki prysznic. Potrzebowałam się odświeżyć. Owijam się w szlafrok. I wracam. Mamy dzisiaj jechać do domku.
 ~Harry~ 
Siedzę na kanapie rozmawiając z przyjacielem. Kompletnie nie rozumiem swojej dziewczyny.
- Może ja ją przekonam o leczeniu?
- Jeśli ci się tylko uda.
 Wstaję i idę na górę. Muszę z nią porozmawiać. W ogóle to naprawdę mam seksowną dziewczynę.
Stoi przy łóżku i kończy go ścielić.
 Przytulam ją od tyłu i całuję w policzek.
 - O.. Jesteś.
 - Jestem.
 - Cieszę się.
 - Musimy porozmawiać. Siadaj - mówię stanowczo. Nie będę się z nią bawił. Ma się wziąć w garść.
Spełnia moje polecenie. Patrzy na mnie zaniepokojona. Opieram się o drewniane biurko stojące obok łóżka. Kręcę głową.
- Nie mądra jest pani, panno Rush. Co się stało z nogą? Zapewne była złamaną, ale wciąż jest uszkodzona. Widziałem jak chodzisz. Nie podoba mi się to oraz to co z tym robisz. Czyli nic - wbijam w nią surowy wzrok.
 - Rozchodzi się. - wygląda jakby jej ulżyło.
 Nie wiem co ona sobie w tej główce pomyślała, ale jest bardzo urocza.
- Nie. Wyleczy się. Sam tego dopilnuję.
- Nie wiem jaki masz problem. Na prawdę jest w porządku.
- Nie jest. Ty przeciwko pięciu osobą? Cienko.
- Uważam, że przesadzasz
 Uparta jest. Już wiem dlaczego jesteśmy razem. Jest delikatna oraz niewinna, ale zrobiła się również śmiała. Może to przeze mnie.
 - Jestem apodyktyczny - karcę ją.
 - Rozumiem.
 - Cudownie. Czyli się rozumiemy. Gdzie jest dom do którego dzisiaj jedziemy? - zmieniam temat. Tonnie jest niemożliwa. Zwariuję z tą dziewczyną. Ale wolę z nią niż jakąkolwiek inną.
 - Ymm.. będę cię prowadzić.
 - Spakowałaś się?
 - Prawie..
 - No to kończ.
 - Okay... To idź.
 - Nie, nigdzie nie idę - zakładam ręce na klatkę.
 Ma rumieńce na policzkach. Jest piękna.
 - No proszę..
 Kręcę głową. Skoro się pakuje to czemu mam wychodzić?
 - Dobra. Oczywiście, pewnie. - dziesięć minut później jest gotowa.
 Podnoszę ją oraz biorę rzeczy dziewczyny. Schodzę z brunetką na dół.
 Trzyma się mojej szyi.
 - Ian, zabieram ją - mówię, stawiając Antoniettę w holu.
 - Jedziemy do domku. - wyjaśnia dziewczyna.
 - Dobrze, uważajcie, błagam.
 - Będ... Jasne - mówi i wychodzimy.
 Otwieram drzwi od samochodu. Wsiada do środka, a ja po niej. Ubrana jest w czarne spodnie jak ja. Biała bluzkę i niebieski sweter z dzianiny. Kolor podkreśla jej oczy.
 Rzeczywiście przez całą drogę mnie kieruje. Jednak przed każdym odezwaniem jakby wacha się chwilę.
 - Co się dzieje Tonnie?
 - To znaczy?
 - Boisz się czegoś? Obawiasz?
 - Ja? Dlaczego? - patrzy przez szybę i karze mi skręcić.
 - Bo wyglądasz jakbyś dokładnie myślała nad każdym słowem - spełniam jej rozkaz.
 Nie dostaje odpowiedzi.
~*~
 Gdy wchodzimy do domku zalewa mnie fala wspomnień przez co robię się czerwona, ale też na moich ustach pojawia się prawie niewidoczny uśmiech.
 Uwielbiam tu przyjeżdżać. Powinniśmy robić to częściej. Może i jemu coś się przypomni?
 - No.. To tu - przerywam ciszę.
 Kiwa głową i stawia moje rzeczy. Przeczesuję palcami włosy. Seksowny. Przystojny. Mój.
 Odwraca się w moją stronę, a jego spojrzenie mówi" Mam szczęście". Widzę w oczach iskierki radości.
 - Zrobię herbaty - kieruje się do kuchni.
 - Nie, zostaniesz ze mną - łapie mój nadgarstek. - Nie uciekaj - jednym ruchem przyciąga mnie do siebie.
 - Nie uciekam - staram się brzmieć przekonująco.
 - Owszem. Uciekasz - lustruje mnie wzrokiem. - Mój charakter się nie zmienił. Dalej stawiam na swoim.
 - Przecież wiem..
 Wzdycha i przypiera mnie do ściany.
- Jesteś nieznośna - mówi po czym mocno całuje moje usta
 Kładę dłoń na jego policzku i oddaje pocałunek. Znowu mogę poczuć jego miękkie usta.
 Robi to bardzo zachłannie. Nie pozwala mi się odsunąć.
 Ledwo co biorę krótkie oddechy które muszą starczać mi na długo.
 Jego ręce trzymają moje nad głową. Nie mogę się ruszyć, ani oderwać.
 Z drugiej strony to takie upajające.
 W końcu dawno tego nie robił, a ja czekałam. Napawam się tym. Przygryza moją dolną wargę, powoli je puszczając.
 Na prawdę w ostatniej chwili powstrzymuje swoje ręce, które wędrowały do guzików jego koszuli.
 - Mam ochotę cię przelecieć, ale możesz to źle odebrać - dyszy patrząc w moje oczy. Płonie w ich pożądanie.
 Kiedy pierwszy raz u nich byłam też powiedział coś takiego.
 On chyba nie chce, abym poczuła się wykorzystana. Muska ustami mój nos i przytula mnie do swojego twardego torsu. Delikatnie wdycham zapach męskich perfum, których używa.
 - Nic sobie nie przypominasz? - pytam cicho.
 - Wiem, że tu byłem. Wiem, że byłem tu z tobą - przymyka oczy. Jego wargi są lekko rozchylone.
 - Nie spiesz się..
 - To są obrazy, które pojawiają się w mojej głowie gdy spotykam coś z czym miałem związek.
 - Hmm.. nie wiem co jeszcze takiego mogę ci pokazać.
 - Pokaż mi siebie Antonietto.
 Marszczę brwi analizując jego słowa.
 Kładzie dłonie na moich biodrach. Delikatnie zatacza palcami kółeczka.
 Delikatnie się odsuwam i patrzę na niego.
 - Pokaż mi każdą cząstkę siebie.
 One stworzą całość tego w czym się zakochałem
 Staje na palcach i jeszcze raz dotykam jego ust.
 Wolno oddaje pocałunek.
 Odsuwam się zagryzając wargę.
 - Po raz drugi pokochałem te usta - przejeżdża palcami po moim policzku.
 Odgarnia kilka kosmyków włosów i zakłada je za ucho.
 Uśmiecham się szeroko. Biorę jego rękę i prowadzę pod moją koszulkę. Daje mu tym pozwolenie o czym wie. Może jestem naiwna a on tylko udaje, ale nie obchodzi mnie to.
Chcę poczuć jego bliskość i ciepło. Nie ważne czy pamięta. Nie skrzywdzi mnie. Tego jestem pewna. To jest mój Hazz...
Ciągnę go na siebie i zdejmuje koszule bruneta.
Robię to bardzo szybko. Unosi mnie, a ja oplatam nogami jego pas. Namiętność bije od nas na kilometr. Gorące usta Harry'ego przylegają do mojej szyi.
Zaplątuje palce w jego włosy i delikatnie ciągnę.
- Nie zrobię nic bez twojej zgody Tonnie. Musisz mi powiedzieć czego chcesz. Nie wykorzystam cię. Chcę ci udowodnić, że moje serce nie ma amnezji.
- Kochaj mnie..
- Z przyjemnością - szepcze, wywołując dreszcze na mojej skórze.

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 35

~Listopad~
Siedzę z Ashtonem w parku. Mimo, że skończyliśmy już licem, nie straciliśmy kontaktu. Podczas mojej śpiączki parę razy mnie odwiedzał. Gdy wyszłam już ze szpitala nie skupiałam się na niczym innym jak na Harry'm i błaganiu, aby nie umierał. Udało się. Teraz nadrabiam czas z przyjacielem, który naprawdę mocno mnie wspiera. Pomaga przejść przez ten trudny okres.
Siedzimy pod drzewem jedząc wspólnie czekoladę.
- Niedługo będziesz mogła wpaść na pierwszy koncert - mówi dumnie.
Wspominałam już? Ashton zajął się muzyką. Wraz z Lukiem i dwójką kolegów stworzyli zespół. Powoli zaczynają coś tworzyć.
Idzie im na prawdę nieźle.
- Na to liczę.
- Wiesz co powinniście robić? Rozmawiać przez skype.
- Może, chyba.. nie chce być nachalna.
- Kto jak nie ty wszystko mu opowie? Myliłem się. On jest...no nie lubię go, ale wiem że łączy was naprawdę ogromne uczucie - kiwa głową. Wiem, że mówi to szczerze.
Uśmiecham się delikatnie i kładę głowę na jego ramieniu. Kończymy jeść naszą słodycz. Robi się coraz chłodniej.
Wstajemy i powoli bo tylko tak daje radę wracamy.
- No i co z tą nogą? - pyta.
- Nic. - ucinam.
- Antonietta - mrozi mnie wzrokiem. - Widać, że cię boli. Zrób coś z tym.
- Jest noga? Jest.
- Po co się upierasz skoro możesz sobie pomóc? Masz tyle kasy.
- Jest dobrze. Lepiej.
Wzdycha tylko. Przytula mnie, gdy stajemy pod bramą. Widzę nieznanego forda, z którego wysiada Harry i młoda dziewczyna podobna do niego. Po prostu jak dwie krople wody. Mężczyzna mruży oczy, wbijając tępy wzrok w blondyna. A to to mu akurat zostało. karo:)
Mimowolnie uśmiecham się widząc to. Żegnam się z przyjacielem i idę do nich.
- Cześć, jestem Gemma - brunetka uśmiecha się i wyciąga do mnie rękę przekładając kluczyki do drugiej.
- Antonietta - odwzajemniam gest.
- O właśnie. Dlatego przyjechaliśmy. Od kilku dni powtarza to imię.
- Wchodźcie - ogarnia mnie ciepło na te słowa. Podpierając się na barierce wchodzę po schodach.
Czuję, że zostaje podniesiona jedną ręką i postawiona dopiero za progiem.
Harry. Miejsce gdzie dotykał mojej skóry mnie pali.
- Jestem - mówię wiedząc że tata powinien być.
- Dobra! - odkrzykuje z góry. Pewnie szykuje pokoik.
Siedzi tam teraz nieustannie. Nawet do pracy idzie co drugi dzień. Zdecydowanie bardzo przejmuje się rolą ojca.
Zapraszam gości do salonu i idę przynieść ciastka i coś do picia.
Pomaga mi w tym Tessa. Jest zdziwiona wizytą Harry'ego.
- I co jej powiem? Pamiętam twoje imię, ale nie wiem kim jesteś. Dużo rzeczy mogę pamiętać Gem, a ją to nie musi interesować - słyszę.
- Brakuję mi go.. - mówię cicho do kobiety.
- Wiem - przytula mnie delikatnie. - Musicie porozmawiać.
Biorę talerz i wracam do salonu.
Patrzą na mnie oboje. Gemma mówi, że musi załatwić coś na mieście.
- Proszę - daje mu kubek.
- Dziękuję - patrzy na mnie uważnie.
Myślę, że stara sobie przypomnieć jakiś szczegół.
- Podobno tata mówił ci czym się teraz zajmujesz, no wiesz.. tak legalnie.
- Podobno siedziałem - mamrocze i wyciąga telefon.
Patrzy na mnie i pokazuje nasze zdjęcie.
- To z naszej pierwszej randki..
 - Wiedziałem, że jesteś ważna. - stwierdza dumny.
 Jego słowa rozpalają moje serce. Tak za nim tęsknie.
 Ale co mam zrobić? Nie mogę nalegać. Mogę pomagać.
 - Było fajnie, chociaż się nie spodziewałam.
 - Nie? - pyta.
 - Szczerze to nie..
 - Jak się poznaliśmy? - siada wygodniej biorąc herbatę.
 - Pracujesz, pracowałeś z tatą. .
 - To wiem - kiwa głową. - Co dalej?
 - Spodobałam ci się? Ciężko to wyjaśnić jeżeli nie jest się tobą.
 - Wiem - unosi kąciki ust w TYM uśmiechu. - piękna.
 Czuje jak się rumienie, więc spuszczam głowę.
 Charakter mu się nie zmienił. Jest zazdrosny, ma pewność siebie i u mnie uwodzić kobiety.
 Jest po prostu zagubiony.
 - Może powinieneś pojechać do swojego domku? Myślałeś nad tym?
 - Do czego? - śmieje się odgarniając mi włosy z policzków.
 - Do swojego domku. Nie kojarzysz? - patrzę w jego oczy.
 - Najwidoczniej kupiłem go, gdy już byliśmy razem. A jeśli go kupiłem dla dziewczyny to musiało mi zależeć.
 - Skoro tak mówisz..
 - Przepraszam. Czuję się z tym źle - przygryza wargę.
 - Niepotrzebnie, to nie twoja wina. - tłumaczę.
 - To jest moja wina. Nie chcę żeby tak było, ale będę próbował.
 - Cieszę się.
 Kiwa głową i ogląda następne zdjęcia w galerii. Ile on tego ma?!
 Widzę dużo siebie i naszej dwójki. I nawet w samych majtkach! - Dawaj to! - zabieram szybko urządzenie.
 - Zostaw. - śmieje się i odbiera telefon. - Masz piękne ciało.
 - Harry daj! Chyba cię pogięło! - próbuję mu zabrać telefon, ale moje ruchy są bardzo ograniczone.
 - Nie. Skoro je zrobiłem to znaczy, że łączyło nas tez łóżko. - szczypie mnie w udo.
 - O Boże... - chowam twarz w dłoniach.
 Czuję się lekko zażenowana, ale przecież Harry widział mnie nago. Niestety przyjeżdża jego siostra i mężczyzna musi iść. Całuje delikatnie moją dłoń.
 Humor mnie opuszcza, gdy drzwi za nimi zamykają się.  Ale był. I obiecał, że będziemy rozmawiać.
 Opieram się, zamykam oczy i delikatnie uśmiecham.
 Otacza mnie cisza i spokój. Do czasu gdy nie wpada Riley i przypomina o wizycie u okulisty.
 - Nie chce mi się.
 - Idziemy, bo nie widzisz. Chodź.
 Wstaje powolnie i jedziemy.
 Mam -2. Ani źle ani dobrze.
 Świetnie. Tylko szkieł do szczęścia mi brakowało.
 - Soczewki czy okulary? - pyta optyk.
 - Obawiam się że nie dam rady nosić kontaktów.
 - Dlaczego?
 - To takie.. - wzdrygam się.
 - Tego się nie czuje - śmieje się z mojej miny.
 - Najwyżej kiedyś..
 - Jak wolisz, ale szkła są wygodniejsze. Jednodniówki starczają na osiem godzin. To taka żelowa płytka. Jak galaretka. - pokazuje mi.
 - No dobrze. Spróbuje.
 - Proszę - szykuje dla mnie opakowanie.
 Dziękuje. Wszystko jeszcze raz mi wyjaśnia i jestem wolna.
 ~Ian~ 
- Kopie! Ian! - słyszę z dołu.
 Schodzę przestraszony na dół i szukam brunetki. Stoi w salonie głaszcząc brzuch. Uśmiecha się szeroko.  Opieram się o framugę i patrzę na nią. Jest przesłodka.
 Posyła mi uśmiech. Ona też to mocno przeżywa. Jestem ojcem, ale okres ciąży był 18 lat temu.
- Ależ on jest ruchliwy...
- Czuje że jesteś podekscytowana - śmieje się.
- Oj bardzo jestem - klaszcze w dłonie i podchodzi do mnie.
 Obejmuje ją w talii i całuje w czoło.
- Wybrałeś imię? - pyta poprawiając mi koszulę.
- Szczerze to... - drapie się po karku.
- Ian! Miałeś coś wymyślić - zakłada ręce na klatkę.
- Słońce ty moje najpiękniejsze.. - muskam jej usta z sekundowymi przerwami.
- Nie, to nie działa - śmieje się głośno i chwilę później bardzo długo mnie całuje.
- Przyszedł zazdrośnik. - pokazuje na psa pod naszymi nogami.
- Możemy iść na spacer. Bo zaraz wszystko zasika i...Nicolas?
 - Dokładnie takie chciałem - zaczynam się śmiać.
 Szturcha mnie i bierze smycz. Wychodzimy z domu na spacer.
~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Cześć, cześć :) Powiem, że ładnie dodaliście komentarze pod ostatnim rozdziałem. Oby tak dalej :) Pamiętajcie o YSL 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 34

Budzę się. Tak. Otwieram zmęczone oczy i razi mnie szpitalna lampa. Przez chwilę mrugam, aby wyostrzyć wzrok. Otaczają mnie białe ściany.
Dlaczego ja tu je.. Wypadek! Chce wstać, ale nie mogę. Widzę zagipsowaną nogę. Cała moja klatka jest usztywniona. Gdzie Harry? Co z nim?! Patrzę lekko za siebie. Szukam ręką guzika wzywającego pielęgniarkę. Nie mam jak go nacisnąć. Moja ręka jest za ciężka. Na zegarku widzę 7 rano. Całą noc musze tu być. Leżę nieruchomo. Biję się z myślami. Wszystko mnie przytłacza.
Gdzie jest Harry? Chcę coś zrobić, ale nie mogę.
Dopiero po godzinie wchodzi pielęgniarka. Najwidoczniej zdziwiona jest tym, że się obudziłam.
- Nareszcie złotko. - podchodzi do mnie i sprawdza parametry na ekranie. To kobieta w wieku Tessy.
 Chce jej zadać pytanie, ale moje gardło jest suche jak pustynia.
- Wezwę lekarza. Twój tata czeka na korytarzu - mówi i wychodzi.
Przełykam ślinę chcąc się pozbyć denerwującego uczucia. Niech mi ktoś to wszystko wytłumaczy. Chcę wiedzieć co się dzieje. Do pomieszczenia wchodzi młody mężczyzna. Blondyn o niebieskich oczach w białym kitlu. Podaje mi plastikowy kubeczek z wodą do ust.
Próbuję się posunąć do góry, ale czuję ból i opadam.
 - Gdzie Harry? - chrypie.
 - Pan Styles leży na oiomie. - Tłumaczy i sprawdza mi tętno.
Oiom? Dlaczego? Co mu się stało? Do diabła, chcę wiedzieć w jakim stanie jest mój chłopak! Wiem, że to moja wina.
 - Dlaczego?
 - Skupmy się na razie na pani.
 - Niech mi pan powie.. - znowu próbuję usiąść.
 - Leż - układa mnie z powrotem. - Byłaś w śpiączce półtora miesiąca. To dużo. Masz złamaną nogę, ale gips niedługo zdejmiemy. Miałaś tez niewielki wstrząs mózgu - zapisuje coś na kartce.
 - A Harry? - zaczynam panikować.
 - Pan Styles wciąż jest w śpiączce - odpowiada. Półtora miesiąca...Czyli długo.
 - A dlaczego mam to wszystko wokół klatki? - zaraz się obudzi. Ja to zrobiłam więc on też.
 - Jest usztywniona. Naruszenie jednego z kręgów kręgosłupa.
 - A Harry?
 - Ja naprawdę przejmuję się teraz pani stanem zdrowia - odpowiada twardo.
 - Dobrze - daję za wygraną.
 - Zostanie pani na obserwacji przez najbliższy tydzień. Zdejmiemy pani gips. - kończy i opuszcza sale. Zaraz zanim pojawia się mój ojciec.
 - Wiesz coś? - pytam.
- Jak się czujesz? - ignoruje moje pytanie.
- Dziwnie. Jakbym nic nie czuła.
- Bardzo prosiłem, żebyście uważali. Zabiję go jak się obudzi. Albo niech tego nie robi..
- Nie mów tak! To moja wina..- przeczę od razu.
To ja prowadziłam samochód. Na dodatek wymusiłam to na Harry'm.
- On jest dorosły. Był za ciebie odpowiedzialny do cholery - jest zły.
- Daj mu spokój.
- Zabiorę cię do domu i więcej się z nim nie spotkasz.
- Chyba sam w to nie wierzysz..
 Opiera ręce o ramę łóżka. Chyba nie spał. I ma zarost.
- Tato ja go kocham, nie mogę bez niego żyć. Nie dam rady.
- Pracuje za niego respirator - mówi po pięciu minutach, które były wiecznością.
- O Boże.. - zaczynam płakać.
Patrzy na mnie ze współczuciem. Sam wie jak traci się ukochaną osobę.A to co właśnie usłyszałam najbardziej mną wstrząsnęło. On nie mógł..Nie mógł mnie zostawić. Nie po tym co przeszliśmy. Byliśmy jednością. Ja i Harry.
- Zrób coś... Błagam.
- Tony przykro mi...Jest w śpiączce, być może się wybudzi.
- On musi się wybudzić. - słyszę jak aparatura obok szybciej pika.
- Hej - podchodzi do mnie. - Uspokój się córeczko. Wszystko będzie dobrze.
Jest przy mnie. Tak bardzo tęskniłam za moim tatą. Siedzi u mnie cały dzień. Wychodzi, gdy pielęgniarka go goni. Mi za to podaje leki i zasypiam.
Dwa tygodnie później jestem już w domu. Nie mogę zbytnio chodzić. Pozwolili mi tylko raz przez chwile zobaczyć Harry'ego. Dalej jest w śpiączce.
Nie mogę tam wchodzić. Tata albo Riley czasem przywożą mnie do szpitala. I tak nie mam żadnego zajęcia. Nie chcę siedzieć bezczynnie w domu.
Jak się dowiedziałam Emilia dowiedziała się o ciąży późno i jest już w piątym miesiącu. Na prawdę martwi mnie wizja drugiego dziecka taty, tym bardziej że na być jej. To znaczy...Widzę, że jest szczęśliwy. Ze cieszy się z każdego zdjęcia usg, z każdych zakupionych śpioszków.
Ale wiem ile takie dziecko będzie potrzebowało uwagi. Wiem że to egoistyczne, ale jestem zazdrosna. Chce dalej być córeczką tatusia. Siedzę na kanapie w salonie i jem kanapki. Emilia właśnie wchodzi do domu wraz z tatą.
- Będę miał syna - mówi dumnie.
Podbiega do nich biała kulka. Jest ogromna i potrafi zabić jak się rozpędzi. Nie wchodzę mu w drogę, gorzej działa to w drugą stronę. Uwielbia mnie popychać i lizać po twarzy. Durny Alex. Chociaż czasem jak śpi ze mną w nocy jest miło. Ale nie wychodzę z nim. Czasem potajemnie mu coś dam. To jej pies, niech ona się nim zajmuje. Tata podchodzi do mnie i bierze w ramiona. A później całuje w czoło. Jego radość jest ogromna. No tak, przecież to mężczyzna. Każdy pragnie syna.
Nie umiem podzielić jego szczęścia, bo nie jestem szczęśliwa.
 Cierpliwie czekam nie odzywając się. Gdy mnie puszcza opieram głowę na ręce i patrzę przed siebie.
 - Boli cię? - pyta Emilia.
 - Boli.. - patrzę na stół gdzie leży jeszcze dwie kanapki. Nie dam rady ich zjeść.
 - Przynieść ci tabletki czy brałaś?- zabiera talerz.
 - Nie chcę.
Kiwa głową i znika w kuchni. Tata bierze mnie na ręce, a później zanosi do pokoju. Robi tak bardzo często. Nie chce, żebym chodziła. Całuje moje czoło i podaje laptopa. Co mogę robić? Czytać książki, szukać studiów. Nie potrafię teraz rozsądnie podjąć decyzji. Wszystko uzależniam od Hazzy.
Patrzę na kalendarz, wiszący na ścianie. Z trudnością, bo muszę mrużyć oczy. Zacznę nosić okulary. Koniecznie. Dzisiaj jest rocznica tego odkąd jesteśmy razem. Powinien być ze mną i świętować to.
Tylko nie ma jak. Dlaczego? Bo nie wiadomo czy się wybudzi. Tam myśl mnie dołuje za każdym razem jeszcze bardziej. I zdecydowanie nie pomaga podjąć się rehabilitacji, którą mam zaleconą.
Nie jest fajnie. Jest beznadziejnie. Jest do dupy. Dlaczego co jest dobrze to za chwile jest jeszcze gorzej? Porwanie, więzienie teraz jeszcze wypadek. Z trudem przewracam się na drugi bok i całkowicie nakrywam się kocem.
Słyszę otwieranie drzwi. Kto znowu?
- Cześć mała - To Riley. - Potrzebujesz czegoś?
- Nie, dziękuję.
- Jak coś to mów - zamyka mi okno i wychodzi.
Wolałabym również być w śpiączce. Chcę, żeby wszystko było już dobrze. Nie chcę mi się nic bez niego.
 ~*~ 
O kulach wchodzę do szpitala. Już październik. Szybko minęło. Było ciężko. Stan Harrego się poprawił, ale dalej się nie wybudził. Jest nadzieja, że niedługo się obudzi. Idę prosto na salę. Nie leży już na oiomie Pcham drzwi i wchodzę do środka. Uśmiecham się delikatnie widząc go.
Zawsze gdy tu jestem czuję się lepiej. Harry oddycha przez specjalną aparaturę.
- Cześć. Jak już łaskawie wstaniesz, będziesz musiał się ogolić. Nudzi mi się Harry. - jeżdżę palcem po jego dłoni.
Mógłby mi odpowiedzieć. No błagam. W końcu. Siedzę tak i mam wrażenie, że słucha. Mimo wszystko. Może nie otwiera oczu, ale słucha. Wychodzę do toalety a później napić się czegoś. Wracam tak dość szybko. Wiem, że w domu nie mam co robić. Siadam obok mężczyzny, który właśnie zaczyna kasłać. Prostuję się przestraszona i że wiem, że nie dam rady biec szybko naciskam guzik wzywając pomoc.
Po chwili pojawiają się lekarze. Podchodzą do Harry'ego. Wyjmują mu rurkę z ust. Pielęgniarka karze mi wyjść. Staje przy szybie i patrzę co się dzieje. Coś do niego mówią sprawdzają czy ma świadomość gdzie jest. Sprawdzają wszystko. Nie wygląda to dobrze, gdy lekarz jest coraz bardziej przejęty.
- Harry no.. - zaczynam się martwić.
 Mężczyzna, który miesiąc temu mnie badał, wychodzi z sali.
- Panie doktorze.. - kuśtykam do niego by go zatrzymać.
- Wstrząs mózgu był naprawdę duży – wyjaśnia.
- Obudził się?
- Tak. Obudził. - kiwa głową.
- Mogę tam wejść?
- Proszę...Ale on ma amnezje...
- Jak to? Nie pamięta co się stało?
- Nie. Z tego co wiem to pamięta okres sprzed roku. Tak około.
- Och..
- Przykro mi
- Dziękuję.. - szepcze przygnębiona.
 Wchodzę do sali. Harry pije wodę.
- Cześć.. - niepewnie siadam na stołku i trzymam kule.
- Cześć piękna - patrzy na mnie.
 Pamięta mnie?! Uśmiecham się szeroko.
- Jak się czujesz?
- Dobrze. Hm...znamy się? Pracujesz u mnie w kasynie?
- Ja.. przepraszam, to przeze mnie, ten wypadek. - spuszczam głowę.
- Co to znaczy? To na pewno nie twoja wina.
- Moja. Jestem uparta i.... Przepraszam.
- Jak tu trafiłem? Wybacz, nie pamiętam za dużo.
- Jechaliśmy... jechaliśmy razem i marudziłam żebyś da... żebyś się przestał śmiać. Prowadziłam i to mi przeszkadzało. Potem znowu zasnąłeś. Straciłam panowanie i... - wzruszam ramionami. Trochę naginam prawdę. Na razie nie musi wiedzieć wszystko. Najważniejsze jest to, że się obudził i jest z nim wszystko dobrze. No...oprócz pamięci.
 - Więc to moja wina. Dekoncentrowałem cię.
 - Przecież mówię że zasnąłeś.
 - Z tobą? Wszystko dobrze? - pyta z tą swoją troska. Potem uśmiecha się lekko i tłumaczy. - Przepraszam. Nie znam cię...to znaczy nie pamiętam, ale jakoś mam wrażenie że...- nie umie tego określić.
 - Jest okay.. - bawię się nerwowo palcami.
 - Po co ci kule?
 - Zadzwonić do twojej siostry? - nie chcę mi się tłumaczyć i jeszcze znowu migać z tym że nie zgodziłam się na rehabilitacje.
 - Jeśli byś mogła. Jesteś jej koleżanką?
 - Nie. Rozmawiałam z nią dwa, trzy razy..
 - Długo spałem? - pyta. Pewnie mojego ojca będzie znać.
 - Zdecydowanie za długo..
 - Jak masz na imię piękna?
 - Tonny..
 - Ładnie - uśmiecha się.
 - Dzięki.
 Przez chwilę jeszcze rozmawiamy. Później dzwonie do Gemmy
 - Tak, mniej więcej rok wstecz - tłumaczę.
 - O matko...- mówi zszokowana.
 - Możesz przyjechać?
 - Będę za dwie godziny.
 - Dobrze - kończę rozmowę.
 - Przychodziłaś tutaj? - odzywa się.
 - Ymm.. Tak
 - Dlaczego? - Harry głupi nie jest.
 - Chciałam wiedzieć co z tobą. Martwiłam się.
 - Dziękuję, że miałem w kimś nadzieję.
 - Nie ma za co. - uśmiecham się.
 - Piękne oczy, piękny uśmiech. Musi cię ktoś kochać - kładzie się.
 - Mam taką nadzieję.. Nie będę cię już męczyć.
 - Co? Nie męczysz mnie. Masz oczy po ojcu. Twoim ojcem jest Ian prawda?
- Tak. Nie tylko moim zresztą. Za chwilę urodzi mu się dziecko.
- On kogoś ma? - pyta zdziwiony.
- Ma żonę - patrze w bok.
- Rozumiem. To pogratuluj mu dziecka - odpowiada.
Do sali właśnie wchodzi Riley i tata. Są zdziwieni.
- Proszę, zrób to.
- Zanim się odezwiesz to wiedz, że nie żyjesz - mówi ojciec.
- Tato - mówię prosząco.
- Cicho siedź. Miałeś być za nią odpowiedzialny i jej pilnować - kontynuuje. Harry jest nieco zmieszany. Niezupełnie wie o co chodzi.
- On nie pamięta. - mówię donośnie. - Daj mu spokój. On nie pamięta..
Stoi zszokowany patrząc na Harry'ego. Szuka pomocy w moich oczach.
- Nic z ostatniego roku..
- Ow...- w końcu odzywa się Riley.
- Chyba.. gorzej się czuje.. - wstaję.
- Powiedziałaś mu? - od razu łapie mnie na korytarzu.
- Co takiego? Że go kocham? Jakoś mi umknęło.
Kręci głową i odwraca mnie w stronę drzwi sali.
- Powiedz mu, że jesteście razem. Dziewczyno on nie pamięta, potrzebuje wsparcia. Jest jak dziecko cofnięte w rozwoju i ktoś na nowo musi nauczyć go chodzić
- Ale on mnie wyśmieje..
- Nie. Wszystko po kolei. Będziesz pokazywać mu zdjęcia. Opowiadać. Będzie dobrze.
- tłumaczy spokojnie.
- Jutro.
Wzdycha i kiwa głową. Opuszczam szpital wraz z mężczyzną. Wrócę do domu i wszystko przeanalizuję. Naprawdę cieszę się, że otworzył oczy. Że żyję, bo to jest najważniejsze. Martwi mnie jego zanik pamięci, ale często w takich przypadkach w końcu ona wraca. Najważniejsze że dobrze się czuje. W domu idę do kuchni, biorę butelkę z sokiem, chowam ją do torby i wspinam się po schodach.
Siadam na łóżku i patrzę na nasze zdjęcia. Wszystko będzie dobrze... Serce mnie pamięta. Boje się tylko, żeby nie wpakował się w jakieś kłopoty. Przecież robił dużo nielegalnych rzeczy.
Moją nadzieją jest Gemma oraz jego mama. Osobiście obydwu kobiet nie poznałam.  Wiem że dobrze zajmą się Hazzą, tylko znowu będę tęsknić.
~~~~~~~*~~~~~~
Mam bardzo dobry humor i dlatego dodaję rozdział :) Na Fifty Shades of Tomlinson również się pojawił. Zrobicie mi urodzinowy prezent i skomentujecie jeśli przeczytaliście :)?

środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 33

NOTKA. WAŻNE. PRZECZYTAĆ.
Zdałam. Po prostu. Nie ważne, że może trochę gorzej, ale zdałam i na zawsze rozstaję się z tą szkołą. To było dawno. Jest przeszłością. Dzisiaj są moje urodziny. Planuję niewielkie przyjęcie. Naprawdę niewielkie, bo nie mam kogo na nie zaprosić.
Postanowiłam że do południa zaproszę gdzieś Astona, a później w domu będę świętować z Harrym, Rileyem i Tessą gdyż tata jedynie służbowo ze mną rozmawia.
Tak...Wciąż. Mamy psa. Ma na imię Tommy. Emilia się nim opiekuje.
Rozpuszczony kundel. Śpi gdzie chce. Lata po domu jak głupi i szczeka kiedy go tylko najdzie.
~Ian~
Siedzę za biurkiem w gabinecie i czytam dzisiejsze maile. Wciąż jestem zły na córkę i ona wie, co zrobić abym przestał.
Moją pracę przerywa żona.  Uśmiecham się i odsuwam od biurka.
- Witam panią.
- Musimy porozmawiać - wkłada ręce do spodni dresowych. We wszystkim jej ładnie.
- Brzmi poważnie. - pokazuje by podeszła i sadzam ją na biurku przed sobą.
- Nawet bardzo - śmieje się. - Będziesz musiał znosić jeszcze jedną osobę.
- A konkretnie?
Patrzy na mnie niewinnie. Rękę trzyma na brzuchu.
Otwieram szerzej oczy. Uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Wstaje i całuje dziewczynę po czym mocno przytulam.
Wtula się w moje ramiona. Nie zabezpieczaliśmy się, ale też mocno nie staraliśmy. Co będzie to będzie i udało się.
- Moje skarby. Nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Tylko jak my jej powiemy - martwi się.
- Nic z tym nie zrobi. Musi przyjąć do wiadomości.
- Wiesz, po prostu mi też jest ciężko - łapie moje dłonie.
- Wiem kochanie i przykro mi że nie mogę nic na to poradzić. - całuje obie jej dużo mniejsze od moich.
- Kocham cię. Damy radę, ciągle dajemy - wzdycha i delikatnie mnie całuje. - Ciekawe czy przyjmie ten prezent...Ale chyba będzie się cieszyć na przeprowadzkę.
- Szaleje za Stylesem więc...
- Żebyś ty dziadkiem nie został - śmieje się.
- Nie zrobi mi tego.. Obawiam się czego innego, że mnie odwiedzać nie będzie.
- Jak się nie pogodzicie to na pewno.
- Nie mogę jej pozwalać na takie zachowanie względem ciebie.
Wzdycha. Wiadomo, że mam rację.
- Ale zrozum, że ja nie mam jak jej przekonać.
- Wiem że się starałaś - mówię przy jej ustach. - Musisz teraz bardzo o siebie dbać.
- Przecież ja o siebie dbam - uśmiecha się. - Ty o mnie dbasz bardzo dobrze.
- Więc trzeba będzie dbać dwa razy lepiej.
- No dobrze. To wracam do sprzątania - całuje mnie i zeskakuje z biurka.
- Poproś Tesse o pomoc, albo mogę wysłać młodą.
- Dzisiaj jej odpuść skarbie.
- Jesteś za dobra - wychodzi a ja wracam do pracy.
~Antonietta~
Spacerujemy z Ashton'em jedząc lody. Chłopak dał mi prezent w postaci wisiorka do kluczy oraz markowy zegarek. Spędziliśmy czas w kinie i w kawiarni.
Na koniec dziękuje mu i wracam w dobrym humorze do domu. Przed bramą czeka Harry. Niezadowolony, że spędzałam czas z innym.
- Cześć kotku - całuje jego policzek.
Przygląda mi się uważnie odsuwając mnie na odległość ramienia.
- To na pewno ty Tonnie?
- Uśmiechnij się. Kończę dziś 18 lat. Jestem dorosła.
- Tak. Mam tego świadomość - całuje moją dolną wargę. - Proszę misiu. Wszystkiego najlepszego - podaje mi kluczyki.
- Co to? - marszczę brwi.
- Mercedes klasa S.
- Jej, nie trzeba było..
Wzrusza ramionami i pokazuje na czarne, nowe auto.
- Dziękuję - rzucam mu się na szyję.
Przytrzymuje mnie w talii i całuje w czoło. Nauczę się jeździć i będę mogła prowadzić nowy samochód. Biorę go za rękę i wchodzimy do środka.W salonie jest już tata, Tessa, Riley i Emilia. Na stole stoi tort na pewno zrobiony przez kobietę. Pod stołem oczywiście leży też wszarz. Zawsze się ryje między ludzi.
- Wszystkiego najlepszego - mówi Riley.
- Dziękuję..
Podchodzi do mnie i przytula. Podaje mi kwiaty.  Uśmiecham się i jeszcze raz dziękuję.
Ojciec podaje mi klucze, całuje w czoło i wraca do żony.
No tak, nie ma się co łudzić.
- Od czego są?
- Od domu -odpowiada dziewczyna.
- Dostaję dom?
- ta. I święty spokój - mówi ojciec i idzie do siebie.
Chce coś powiedzieć ale mnie zatyka. Zaciskam usta. Zabolało. Odwracam wzrok nie chcąc by nikt zobaczył.
- Skarbie...
- Zaraz.. - mówię cicho nie wiedząc w jakim stanie jest mój głos i szybko zmierzam do łazienki gdzie się zamykam.
Patrzę w lustro, ocierając łzy. Jest mi przykro. Roztargniona strącam jakieś perfumy. Kucam i zbieram szkło nie widząc dużo przez łzy w oczach.
Słyszę pukanie do drzwi.
- Idź do niego - mówi Emilia.
- Jest okay, zaraz wyjdę. - mówię wrzucając odłamki do kosza.
- I wtedy idź do ojca.
- Nie..
- Tak.
- Idź sobie.. - mówię ciszej.
- chcę ci pomóc. - odpowiada.
- Idź.. - proszę rozpłakując się.
- Dziewczyno przecież ja ci nic złego nie robię.
Wycieram twarz i staram się ogarnąć. Biorę głęboki oddech. Niech on się do mnie odezwie. Otwieram drzwi i wychodzę.
Patrzy na mnie upewniając się, że nic mi nie jest Patrze na nią chwilę i omijam wracając do salonu.
Harry rozmawia z Rileyem. Widzę moją torbę z rzeczami. Podchodzę do nich i wymuszam uśmiech.
- Idź z nim porozmawiać - mówi mój chłopak.
- On nie chce. Wyraźnie dał to do zrozumienia.
- Więc zacznij akceptować to co jest w okół.
- Kroimy tort.
Wzrusza ramionami i podaje mi nóż. Biorę go i podchodzę do ciasta. Kroje dla każdego.  Harry obejmuje mnie w talii i karmi śmietankowym tortem.  Nie mam już tak dobrego humoru, ale uśmiecham się
 - Jedziemy na wakacje - mówi i całuje mój obojczyk.
 - Dokąd? - jestem zdziwiona.
 - Do Francji. Prowansja. Wybrzeże.
 - Kiedy?
 - Za chwilę.
 - Co? - patrzę na niego.
 - Za chwilę. To mój prezent.
 - A auto?
 - To też - uśmiecha się szeroko.
 - Dziękuję - całuje go delikatnie.
 Pociera rękoma moje plecy i całuje w skroń. Tata wychodzi do nas, przed wyjazdem. Odwracam się do niego, gdy Harry zamyka bagażnik.
 - Uważajcie na siebie. - mówi twardo.
 - Będziemy..
 - To dobrze. Będziesz mieć rodzeństwo - patrzy na mnie. Chyba dobrze usłyszałam.
 - Żartujesz sobie ze mnie?
 - Nie. Mam nadzieję, że to zaakceptujesz.
 - Pa tato.
 Nie odpowiada. Odwraca się i wchodzi do domu.
 - Jedźmy - proszę Harry'ego i po chwili ruszamy.
 W aucie włącza radio. Wiem, że tak łatwiej mu się skupić na drodze.
 - Jest w ciąży..
 Kiwa głową. Do mnie to dalej nie dochodzi.
 - Dlatego pozwolił mi się przeprowadzić. - opieram głowę o szybę. - Daj mi poprowadzić.
 - Nie dlatego. Dlatego, że jesteś dorosła. Ja wiedziałem o tym przed ciążą. I nie ma mowy.
 - Proszę. Jest prosta droga. Tylko kawałek.
 - Ale ty nie umiesz jeździć - patrzy na mnie.
 - Przecież tyle umiem..
 Wzdycha i wysiada z samochodu na poboczu. Zamienia się ze mną.
 - Dziękuję - muskam jego usta i siadam za kierownicą. Robię wszystko powoli i ruszam.
 Nie jadę szybko. Wolę mieć pełną kontrolę.
 Prostuje się dumna i przyspieszam.
 - Skarbie - Harry mnie upomina.
 - Jest pusta Droga..
 - Jedź ostrożnie - w duchu dziękuję za automatyczną skrzynie biegów.
 - Tak proszę pana - odwracam się do niego i kiwam głową.
 Wzdycha i patrzy przez szybę.
 Śmiejąc się wzrokiem wracam na jezdnię. Jak to w Londynie, po prostu nagle jest urwanie chmury.
 Zaciskam mocniej palce na kierownicy.
 - Zamieniamy się? - pyta Harry widząc moją niepewność. Chcę odpowiedzieć i zatrzymać się, ale nie daje rady. Auto z lewej strony zajeżdża mi drogę. Range rover zaczyna wirować.
 Sama nie wiem dlaczego puszczam kierownicę i zasłaniam twarz.
Harry. Uderzenie. Pisk. Ciemność.
~~~*~~~
Hej, hej. Życzymy wam szczęsliwego nowego roku :) 
A i mamy pytanie. Może...gdybyście napisali swoje pomysły to powstałaby II część.
Może o tym, że się rozwodzą. 
I naprawdę zero chętnych do konkursu?

czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział 32

Gdy pod koniec tygodnia, wracam do domu mam niezłe piekło. Mam całą listę zakazów od ojca. Nie mogę wychodzić, mam się uczyć, zabiera mi telefon oraz laptopa i będę sprzątać dom przez najbliższy miesiąc. Harry i tak się do mnie dostanie a to jest najważniejsze. Nie umiałam bym znów się z nim rozstać. Przecież trzy miesiące byliśmy bez siebie. Kończę właśnie z łazienką. Nikt mi nie zarzuci że jest niedokładnie. Wszystko lśni. W zasadzie robię to już od dwóch godzin. Jestem zmęczona, ale całkiem zadowolona z efektów. Troszkę narozrabiałam, to teraz mam...
- Chodź, odpocznij - w progu pojawia się Tessa za talerzem ciastek.
Podbiegam do niej i biorę kilka do ręki. Od razu się uśmiecham, wpychając słodycz do buzi. Boże, ona mnie zabija talentem kucharskim. Jest świetna. Dobrze, że ją mamy. Siadam z nią w salonie i rozmawiamy. Dużo mi opowiada. Każda z jej historii jest bardzo ciekawa. Opowiada mi o niespełnionej miłości i chęci założenia rodziny. Bardzo chciała mieć dzieci, ale nie udało się i to ja jestem jakby jej córeczką. Przykro mi. Ona zasługuje na szczęście jak chyba nikt inny.
- A ty? Jakie masz plany na przyszłość kochana? - pyta, przyglądając mi się.
- Harry... - odpowiadam krótko, ale pewnie.
Teraz wszystko kręci się w okół niego i tak zostanie. Nie wyobrażam sobie, aby znów coś mogło nas rozdzielić. Nie wiem czy bym to zniosła.
Uśmiecha się do mnie.
- To wiem - kiwa głową. - Ale co poza nim?
- Matura. Muszę ją zdać by iść na studia - przełykam ciastko i patrzę na nią.
- Jakie?
- Chciałabym kiedyś otworzyć własne muzeum. Dzieła które każdy mógł poznawać..- to co mówię jest prawie nie realne. Nie wiem, czy w ogóle za kilka lat będę o tym pamiętać. Jednakże na teraźniejszą chwilę chcę robić właśnie to. Nic innego.
- O ciekawie - przyznaje naprawdę zainteresowana.
Uśmiecham się pod nosem i sięgam po szklankę soku, stojącą na stoliku.
- To tylko plany, plany - wyjaśniam.
- Bardzo mądre - stwierdza.
Patrzę na zegarek. Trochę pogadałyśmy, a czas tak szybko płynął.
- Pójdę do siebie... - mruczę.
- Tak, zaraz wróci twój tata.
- Świetnie.. - wstaję.
Całuję policzek kobiety i znikam na górze. Siadam z książkami na łóżku i na nowo powtarzam materiał. Niedługo będę mądrzejsza od nauczycieli.  Pod warunkiem, że wreszcie coś przyswoję.
~*~
Kwiecień, a ja wciąż mam karę. Ah, no i mój tata nie odezwał się do mnie już prawie dwa miesiące. 
To naprawdę okropne. Czuję się z tym strasznie. Nie mogę się przytulić, porozmawiać, poprosić o pomoc. Jest Riley i Tessa ale tata to tata...Ignoruje mnie zupełnie. Jedynie co tydzień dostaje pieniądze. To trochę utrudnia mi naukę. Myślę o nim i ciężej jest mi się skupić.
Dzisiaj ostatni dzień powtarzam przed egzaminem. Prawie co wieczór Harry mnie odwiedza. Czasem jak umie to pomaga albo po prostu siedzi i dotrzymuje mi towarzystwa.
Jego jedynym zajęciem teraz jest kasyno oraz został menadżerem firmy ojca. Wszystko robi legalnie.
To nie jest łatwy okres w moim życiu. Jeszcze codziennie murze widywać pannę Emilie.
Muszę się do tego przyzwyczaić. Przecież są małżeństwem. Schodzę na dol na obiad, gdy widzę małego labradora na dywanie. Obok niego klęczy brunetka i go głaszcze. Świetnie. Zadomowiła się. Siadam do stołu patrząc na zwierzę.
- To gdzie go znalazłaś? - pyta tata przynosząc miskę z wodą.
- Przecież to było oczywiste.. - mówię do siebie.
- W parku. Chyba musimy jechać do weterynarza. Ma coś nie tak z łapką.
- Po drodze jest schronisko. - zaznaczam.
- To chodź, pojedziemy z nim teraz i od razu zrobimy zakupy - jestem ignorowana i bardzo to odczuwam.
- Tessa podała obiad. - przypominam.
- Odgrzeję wam - mówi kobieta.
Para wychodzi z pieskiem, zostawiając mnie samą. Siadam przy stole i zaczynam jeść. Dobre to jest. Ona naprawdę ma talent kulinarny. Jem bardzo długo i wracam do przerwanej nauki.Przestaję czytać, gdy przed oczami pojawia się bukiet czerwonych róż.
- To za co? - podnoszę wzrok.
Przede mną stoi Harry, uśmiechając się. Ubrany w czarną koszulę i jeansy.
- A tak. Pójdziesz ze mną na randkę? - pyta przyglądając mi się.
- Tylko jeśli obiecasz że nie pójdzi... Nie mogę. - humor nagle się ulatnia.
- Dlaczego? - siada obok mnie i całuje we włosy.
- Muszę dzisiaj posprzątać garaż.. Może załatw dzisiaj wszystko żebyś miał wolny weekend kiedy ja to będę robić. Hmm?
- Mam wolny weekend - przyciąga mnie do siebie. - Chodź, pomogę ci i pojedziemy.
- Widziałeś w jakim stanie jest to miejsce? Nie pójdzie tak szybko.
- W takim razie spędzimy romantycznie czas w garażu przy sprzątaniu. Nie będziesz nic dźwigać - tym razem mówi stanowczo.
- Kochany jesteś - daję mu buziaka i wstaję przebrać się w coś co mogę pobrudzić.
Ubieram jakiś dres i razem z Harrym idziemy do garażu. Tessa i Riley mają świadomość, że jest tu częstym gościem. Nawet Emilia nie raz nas widziała, ale tacie nie powiedziała.
Zaczynamy od chowania wszystkich pierdół do kartonów. Tego jest naprawdę dużo. Uważamy chodząc miedzy trzema samochodami.
A jakbym tak przypadkiem zarysowała to czerwone... Nie na pewno by się poskarżyła i kazała kupić nowe. Kończymy po drugiej w nocy.
Harry niesie mnie cicho do sypialni. Otwiera drzwi od łazienki i stawia mnie dopiero na płytkach.
- Okropność, nigdy więcej.- wzdrygam się.
- Kąp się i do łóżka skarbie - mówi.
- Ty sobie idziesz? - pytam od razu.
- Jeśli chcesz to zostanę - zsuwa moje spodnie do kostek.
- Pewnie, że chcę - prycham i zdejmuje bluzkę. - W jedną albo drugą.. - zakładam ręce na piersi.
- Ale co? - śmieje się.
- albo się rozbieraj albo cię nie ma.
- Chyba wolę pierwszą opcję.
Uśmiecham się i wchodzę pod prysznic po chwili rzucając spod niego zdjętą bieliznę. Harry dołącza do mnie minutę później. Oplata ramionami moje ciało i całuje po szyi.
Podpieram się rękami o płytki dalej stojąc w strumieniu. Harry łapie moje biodra. Jedną reką lekko masuje moje pośladki.
Zmęczenie odpływa, a zastępuje je podniecenie.
- Pochyl się skarbie.
Przełykam ślinę i robię co mówi tak że stoję przed nim wypięta. Czuję go. Jest twardy i gotowy. Powoli we mnie wchodzi od tyłu.
Staję bardziej rozkraczona i lepiej się podpieram. To zdecydowanie inne odczucie.
- Wszystko dobrze? - pyta zaczynając się we mnie poruszać.
- Tak, tak zdecydowanie jest dobrze..
Przenosi dłonie na moje piersi, które mocno masuje, gdy coraz bardziej mnie wypełnia. Raz za razem.
Odchylam głowę do tyłu ciężko oddychając. O Boże, nie wytrzymam długo. Do tego pod prawie sam koniec, Harry zaczyna dotykać mojej łechtaczki jeszcze szybciej doprowadzając mnie do orgazmu. Opieram sie o ścianę i czuję jak on dochodzi.
Chyba, a raczej zdecydowanie muszę zacząć brać tabletki. Coraz częściej zapominamy się zabezpieczyć a nie uśmiecha mi się wpadka. Chociaż biorę te po seksie, ale wolę mieć zwykłą, codzienną antykoncepcje.
Gdy ze mnie wychodzi odwracam się w jego stronę i uśmiecham zagryzając warge.
Przyciąga mnie, namiętnie całując. Bardzo zachłannie bierze w posiadanie moje usta.
Jęczę prosto w jego wargi trzymając kark bruneta.
- Zmęczona? - uśmiecha się.
- Jeszcze raz.. - mówię dysząc.
- Wedle życzenia - unosi mnie.
Przyszpilam się do jego szyi wiedząc że nie mogę być zbyt głośno.
Drugi raz jest szybko, ale bardzo ostry.
- Haaarry! - nie jestem w stanie się powstrzymać.
- Kochanie - sapie i opiera mnie o ścianę.
Leniwie składam pocałunek na jego ustach. Kładziemy się bardzo późno. Rano budzę się pierwsza. Ubrana schodzę na śniadanie.
- Dzień dobry - mówi Tessa.
- Dobry - posyłam jej szeroki uśmiech.
- Jutro egzamin? - pyta podając mi śniadanie.
- Tak.. - wraca rzeczywistość.
- Będzie dobrze. Proszę - daje mi też jakąś tabletkę.
- Dzięki? - patrze na nią pytająco.
- Bierz i nie gadaj.
- Ale pow... Oo, dziękuję - czuję jak robię się czerwona.
Śmieje się ze mnie i podaje też talerz dla Harry'ego.
- Jesteś najlepsza. - całuje jej policzek.

~~~~~~~*~~~~~~~~
No to daję fragment :)  PRZED TYM PROSZĘ I ZAPRASZAM NA YOUNG SEX LOVE
KTÓRE NA PEWNO WAM SIĘ SPODOBA SKORO CZYTACIE VANILLIE :)
"Nagle zapalona lampa w rogu pokoju gaśnie z głośnym trzaskiem. Podskakuję speszona i chowam się w szyi chłopaka.
- Co się stało? – pytam szeptem.
Matthew odsuwa się, kładąc rękę na moich plecach. Jego dotyk dodaje otuchy. 
- Myślę, że prąd wysiadł – próbuje włączyć drugą lampkę.
Niestety ta się nie zapala. 
- I co teraz? - pytam cicho łapiąc w dłonie jego rozpięty kołnierzyk.
- Spokojnie. Pójdę do pracowników. Podłączą awaryjne zasilanie. Zaraz wracam kochanie – mówi, muskając ustami mój nos.
Po chwili nie czuję go obok siebie i wiem, że właśnie otwiera drzwi.
Zeskakuję z jego biurka i staję obok obrotowego krzesła.
- Och - słyszę damski głos.
- Ou... Samantha, co tu robisz? - pyta zdziwiony mężczyzna.
- Przyszłam poinformować, że wysiadł prąd - chichocze. - Mila wpadka.
- Tak... oczywiście - mówi miło, ale słychać że nie jest mu to na rękę.
- Ma pan bardzo ładne perfumy, panie Edwards."